ZAMCZYSKA CONTRA UROCZYSKA 2/7

PROSZOWA WIOSKA DOBREJ ENERGII
Przy drodze napis: Proszowa-wioska dobrej energii. Już sam napis dobrze człowiekowi robi. Poprawiam pupę w samochodowym fotelu. W kontemplacji, ciszy i zadumy wchodzę w pole charakterystycznych wibracji. Przy małym skrzyżowaniu, z którego korzysta raptem kilku mieszkańców, dzieło sztuki na płocie. Prośba o litość dla tutejszych zwierzątek. Hołd dla kota co zginął i kilku innych pupili. Uważam. Ku czci wszystkich tutejszych czworonogów. Dotarłam na miejsce.

Urokliwa zagroda pachnąca lawendą, łąki i złote pola. Kilka polnych kwiatów przed domem. Na ławeczce właściciel przysiadł. Praca w polu idzie naprzód. W zimie zwierzaki będą miały ciepło. Psiak tuli się do człowieka i uśmiecha. Ujadania za płotem nie zna. Zaraz obok wygrzewa się łaciaty kociak. Mężczyzna kilka miłych słów skierował do dużo młodszej dziewczyny czyszczącej na pastwisku swojego wiecznie umorusanego siwka. Spokojny ton głosu, oddech na pełnej piersi, lekkie zmęczenie piszące się na twarzy. Zadowolenie, w którego sercu nie widać na twarzy. Tuż obok na pastwisku kilka innych koni i jeszcze kilka w hotelowej stajni.
Pod małym zadaszeniem przesympatyczna rodzina z miasta. Przyjechała złapać świeżego powietrza. To tutaj odkryli ukryte talenty młodej wiejskiej trenerki. Przekonali się również, co potrafi zrobić z człowiekiem w dużym mieście wszechobecna komercja.

Jeden powie, ale wieś. Ba! Wiocha zabita dechami. Wieś zapomniana, wieś niejednokrotnie krytykowana. Dla jednych nie ma tu możliwości, inni rodzą się tutaj na nowo. Ludzie tutaj pewnie prości. Gdybanie. Nie ma co oceniać, zanim nie pozna się bliżej. Skomplikowani nie są. Nie jeden z nich wielkie biznesy w mieście zostawił i sławę. Kupił stary dom i hektary. Wyremontował. Wymiar pracy? Taki sam. Zarobek? Czy zawsze chodzi o pieniądze, a może czasami o zwykły wszechobecny spokój?

Po renesansowemu zapodam w tym miejscu „Pieśń świętojańską o Sobótce” Jana Kochanowskiego.
Wsi spokojna, wsi wesoła,
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć za raz wszytki?
[…]

ZAMCZYSKA CONTRA UROCZYSKA 1/7

POLNE DROGI
Kierunek Sudety. W zasięgu wzroku Góry Izerskie. Wjeżdżam do świata zamków i pałaców. Świata pól, gdzie wielkie łany ścielą się kilometrami. Gdzie góry linię horyzontu zakrywają. A może tworzą go na nowo? Tutaj GPS-y gubią się nie tylko na zakrętach. A może specjalnie po tutejszych polnych drogach chcą przewieźć? Jadę a między kolami trawa coraz wyższa i wyższa. Na skrzyżowaniu pól nie ma świateł i znaków. Są samotne drzewa w oddali i co najwyżej nadrzewne kapliczki, czy proste piszące się na tle nieba drewnem jeszcze pachnące krzyże. W takich klimatach można było niegdyś, podczas przerwy w pracy, zjeść domowej roboty pajdę chleba z masłem i zmówić kilka zdrowasiek. Kto wie, może tak jest i dzisiaj? Zawracam na ugorze. Tutaj nie ma znaczenia, jak duży zasięg skrętu ma twój poczciwy pojazd. W powietrzu zapachniały polne kwiaty.
Uwielbiam jazdę po tutejszych wioskach. Gdzie uliczny asfalt ociera się o ściany domów lub odwrotnie, domy prawie na drogę wchodzą. Gdzie granic posesji nie widać, a Kargul z Pawlakiem nie kłóci się o morgi. Bo i po co i na co ludziom tutaj wielkie płoty?

Inność
Najbardziej cenię to miejsce za inność. W jednej z wsi ktoś chce pół domu sprzedać. Ciekawe czy podzieli w poprzek, czy w dół? Licho wie. W zakurzonym oknie głowa wiekowej lalki. Przypomina mi się muzeum w Auschwitz. Przykre wspomnienia. W drugim sam tułów. Inny horror już tym razem tylko filmowy przebiegł przed oczami. W następnej wioseczce Kuźnia. Nie jedno dziecko nie wie co to za ustrojstwo. Kilometr dalej dom kwiatami obwieszony. Wypływają z donic jak lawa podczas erupcji wulkanu. Emocji skrajnych nie brakuje. Kolorów tu jak tęczy. Pszczoły mają używanie. Na ścianie tabliczka z napisem: „Miody”. Jam myślicie smaczne?

Jakie są Góry Izerskie?
Złote. Od setek hektarów pól pokrytych zbożem. Srebrzyste od traw. Zaskakujące za każdym nowym zakrętem, lasem, płotem. Ciche we dnie i w nocy. Góry swoją drogą. Pełne ptactwa a czasami i robactwa, bo to też ma prawo bytu. W dzień powszedni na łąkach bociany. Liczysz: jeden, dwa, pięć. Sarny na ścierniskach wpatrzone w ciebie w słoneczne przedpołudnie. Jakby pytały: A ty gdzie tymi czterema kółkami? Białe krowy oblizujące się, bo trawa tutaj soczysta pachnąca słońcem. No i konie o wszystkich możliwych umaszczeniach na wielkich polanach.
Zaglądam do najbliższej stajni. Pusty apartament. Konie lubią wolność. Och kto za nią nie przepada. Na łące tętni życie. Koń trawę pyskiem kosi. Robaczek co pod trawką schowany śniadaniem dla małego ptaszka się stanie. Lis będzie chciał podkraść kurę, skradając się nisko po ziemi. Jastrząb już czatuje na nią z góry. Pajęcze sieci w trawach i plotach wyłapią gzy i muchy.

c.d.n.

 

TAJEMNICA UDANEJ PODRÓŻY

Osóbka, którą bardzo cenię, zadała mi ostatnio pytanie: Musisz tęsknić za podróżami? Hmm. Nie obeszło się bez myślenia.

Zobaczcie sami, jak jest z tymi wyprawami. Sny, wspomnienia, wizje i podróże w głąb siebie. Czyż tego nie możemy doświadczać na co dzień? Fantastyczne przyrodnicze programy i nowe na przyszłość plany. Wyprawy do lasu po słodkawo pachnące konwalie i do sklepu po banany żółte jak słońce. Kilka obejść wokół domu i podróż z motyką po grządce. Już słyszę, jak krzyczycie: „Już to wszystko przerabialiśmy. My tęsknimy za włóczęgą, wojażami, ekspedycjami,”.

W „dużym” i tym, co daleko często zatracamy szczegóły. „Małe jest piękne”, powiadali nasz pradziadkowie, bo o dużym nawet nie śnili.

W tęsknotach za podróżami nie zawsze o samo miejsce chodzi. Podróż to ludzie. Ich różnorodność. Jeśli czegoś miałoby mi teraz brakować to właśnie ich. A skoro o podróżach wskoczył temat: Posadziłam na chwilę mój szlachetny tyłek. Pomyślałam: Korona mi z głowy nie spadnie. Postanowiłam pogrzebać we wspomnieniach. 7 wpisów na każdy dzień tygodnia. Jutro ruszamy nieco w Polskę. Egzotyczne wyprawy nieco później po otwarciu granic. Wyśpijcie się, bo drogi przed nami godzin kilka. Wstajemy wczesnym rankiem. Tymczasem do zobaczyska.

KOŃ TROJAŃSKI

Do biura wbiega dziewczyna. Taka serdeczna, co serca swego słucha. Słyszę:

„Ma Pani konia”.
Wcześniej dwa maile były. Z dbałości o drugiego człowieka dobre duszyczki szybko reagują. Bardzo doceniam, a jednak potraktowałam niepoważnie. Hmm. Koń? Moja głowa już pełna wyobrażeń. Rasowy, dobre nasienie, porządne matki papiery. Może to szkapa jakaś, a może po prostu żarcik? Już czuję ciepły oddech z jego chrap. Krople śliny z pyska wielkiego sierściucha prawie lądują na mojej dłoni. Nagle kichnął znienacka. Wyobrażenie czegoś fajnego wciąga jak dobra bajka. Patrzę przez okna. Żadnej drewnianej bestii. Stolarze robotą teraz obłożeni. Koniec tej wizji. Na ziemię wracam i sprawdzam.

Dziewczyna kończy zdanie. Słowo składają się w całość:
„Ma Pani konia trojańskiego”.

O! Dopiero dotarło. To coś zupełnie nowego. Mija chwila.
Sprawdzam komputer. No jest! Faktycznie. I trudno stwierdzić czy siwek on, czy gniady. Trzymam dystans. O do jasnej ciasnej myślę. Nowy stwór na utrzymaniu? O! Co to-to nie. Wolę prychającego i tego, co się po nim bobki zbiera. Ten to gówniany biznes. Pierwsza myśl? Nie ma to jak w takiej sytuacji, bardzo dobry informatyk. Zaglądam w szufladki umysłu z wizytówkami, do tych, co chętni pomagać. Oj Ci to potrafią ujeżdżać. Konie oczywiście. Znam kilku takich, a nawet takie. Świeć Panie nad ich duszą i chroń od zła wszelkiego. Wspaniali pogodni ludzie, których mowy czasami nie rozumiem. Kiedy nie są w pracy, umieją mówić w moim języku. Potrafią pośmiać się a ciepła w nich tyle, co w babcinym starym piecu.

Jeden telefon i cóż więcej potrzeba. Słucham bacznie lekarza-fachowca:

„Wirusy w komputerze wymagają zrozumienia”. Są obecne w świecie Matrixa jak w naszym jesienna grypa. Ze znawcą nie polemizuję. „Chłop” przecież zna się na rzeczy. Patrzę na rzeczywistość. Wirusów więcej na tym świecie niż królestwo bakterii, roślin, zwierząt razem wzięte. Raz my górą, innym razem one. Raz my pasożytem na tej ziemi, innym razem wirusowe stwory.

Odnowiłam kontakty, troszkę pośmiałam z rana. Dogadał się „chłop” co do konia. Trojański szans nie miał. Troszkę szkoda bestii. Na polu żywych nikt nie ucierpiał. Cisza nastała błoga. Tego, co konika wpuścił, jak spotkam, bacikiem nie omieszkam dla żartów pogonić.

Pamiętajcie: Do jak strasznych rozmiarów coś na tym świecie urośnie, od nas ludzi głównie zależy. Dystans do tego, co nas spotyka rzecz święta. Ciekawa zgoła przygoda. Kreślę następne na jutro słowa.