O maturach co humory psują

W ciepłym wiosennym powietrzu czuję wiosenne miłosne młodzieńcze uniesienia, ale również strach, niepewność i nutę przerażenia. Mniemam, że to myśli tegorocznych maturzystów. Zarówno tych, co się mocno do egzaminów przygotowują, jak i takich co grają bohaterów. Widzę obawy, wsłuchuję się w dziesiątki pytań. Tych mądrych i tych całkiem naiwnych. Co ze mną będzie? Czy znajdę klucz do odpowiedzi odpowiedni? A może nie przystępować i mieć święty spokój? A jak nie podołam wymaganiom rodziców? A co jak za mało punktów i się nie dostanę? O Matulu jedyna. Po co to na co i w jakim celu? Spokojnie: Policz do trzech. Wszystko po kolei.

Świadectwo dojrzałości
Popularnie zwany maturą. Tak wiem, że ryzykuję. Za głośne wypowiadanie tego słowa w piękny wiosenny dzień, mogę zostać zlinczowana. Wiem, że na wiele innych sposobów dorosłość można potwierdzić, ale cóż: Nie ja wymyśliłam, sama przechodziłam.
Osobiście potwierdzam, że egzamin dojrzałości to motyw w życiu nastolatków mało przyjemny, ale niektórym ludziskom i instytucjom do weryfikacji potrzebny. Wypada nie zawsze, wtedy kiedy trzeba i w życiu potrafi namieszać. Do tego wręcz chorobliwy, bo nie da się o nim nie myśleć, w momencie, gdy inni dookoła trąbią. Ukręciłoby się ambitnemu koledze głowę za gadanie o nim, ale chłopaka szkoda. Udusiło koleżankę, która ciągle przypomina. Matura jest ponoć obrzydliwa i niewygodna jak stwierdzą niektórzy. Jaka jest naprawdę i jak Sobie z nią radzić? Zapytałam kilku osób. Dowiedziałam się kilku praktycznych rzeczy, zmiksowałam z własnym doświadczeniem, a oto i efekt.

Co mówią dzienniki

Z dziennika nastolatki
Pytam upieczonej już maturzystki: Co zrobić, aby lepiej zdać egzamin? Zastanawia się chwilę i odpowiada lekko podniesionym głosem: Uczyć się!? Samo, albowiem nie przyjdzie. Odbijam więc piłeczkę i drażę dalej: Coś więcej możesz powiedzieć? W oczach pojawia się zdziwienie i mocny sygnał potwierdzony ruchem brwi i lekką zmarszczką mimiczną na czole: Nie pytaj więcej. Przecież powiedziałam!
Oho! Chyba nadepnęłam na odcisk.
Pewnie nie wspomina tych kilku miesięcy a może nawet całego roku szkolnego zbyt miło. Może nie chce do tego wracać, jednak teraz jest szczęśliwą studentką, która wtedy ni mniej, ni więcej, ale mocno po nocach zakuwała.
Wiem, że chcielibyście usłyszeć coś więcej lub coś innego, dlatego dopytuję następne osoby.

Z dziennika belfra
Pytam dorosłego. Takiego co po drugiej stronie lustra. Tego z wieloletnim doświadczeniem i o dobrym serduchu. Z krwi i kości nauczyciel. Uspokaja i ostrzega jednocześnie.

Po pierwsze:
Zaufajcie swojemu rozumowi. Emocje trzymajcie w ryzach. Zasada dotyczy całego naszego życia. Ja usłyszałam ją, mając lat dużo więcej. Rozum dobrze Wam podpowiada, zatem rozumków używajcie. Emocje to panika niczemu niepotrzebna. Ewentualne podniecenie sytuacją zostawcie, gdy już będzie po wszystkim. Dystans i spokój ot wszystko.

Po drugie:
Bądźcie wobec Siebie krytyczni i wymagający. Gamoniowatość odłóżcie na bok. MYŚLCIE! Nie na darmo w nazwie słowo „dojrzałość” występuje. Pełnoletność zobowiązuje. Są przyzwolenia, których nie było, no i super, ale są również obowiązki. Tutaj kończy się zabawa i głaskanie po główce. Zaczyna się wolność, niezależność również w znaczeniu samodzielność. Samodzielne myślenie i wolne podejmowanie decyzji. Ponoszenie za nie konsekwencji. Straszę? No może troszkę. Dorosłość mnie kręci, ale niejednokrotnie znowu chciałabym być dzieckiem.

Z mojego dziennika wspomnień kilka
Kiedy
kładę się spać przed północą, od żartobliwej nastolatki słyszę: Dobranoc „Emerytko”. Kiedy uczestniczę w szkoleniu, z tymi, co dopiero w pełnoletność weszli, dostaję od nich tak dla zabawy, przesłodki przydomek „Babcia”. Nie czuję się jednak aż tak stara. Własną maturę i egzaminy na studia pamiętam jak dzisiaj. Porady Profesora uczącego mnie rysunku również. Takie przydatne drobiazgi. Pozostały w pamięci. Z tym podejściem idę przez życie. Tym, co u mnie zdało egzamin, się dzielę. Doświadczajcie, jeśli stwierdzicie, że to Wasze, a jeśli nie bez echa zostawcie. Nic na siłę.

– W dniu egzaminu ubierz się schludnie i wygodnie. Zostaw w szafie, odprasowany przez mamusię gajerek, jeśli tylko poczujesz, że szczypie i gryzie. Ubierz to, w czym czujesz się dobrze. Mamusię przeproś. Myślisz o ubraniu wysokich nowiuśkich czerwonych szpileczkach czy eleganckich lakierkach? Uważaj na obtarcia, zanim dotrzesz do szkoły. Pokażesz się publice, efekt będzie WOW! Swędzące bąble w trakcie egzaminu będą jednak zmorą. Zwykłe czyste trampki, które nosiłeś, sprawdzą się o niebo lepiej. Dlaczegóż? Bo wygodne i sprawdzone.
Ważne, aby wpisać się w pewne wymogi. Tego nie staraj się przeskoczyć. Czarny biały i kolory elegancji w tym dniu wiodą prym. Róże, żółte, ciapki i grochy, ekstra, ale na inną okazję.

– 24 godziny przed maturą odpuść. Daj, aby w głowie poukładało się wszystko, co pakowałeś do niej w ostatnich miesiącach. Jeśli o nauce przypomniałeś Sobie w ostatniej chwili, również odpuść. Idź do kościoła. W cuda nie wierzę, ale kto wie?

Uczyć, czy nie uczyć się w końcu, czyli dwie opcje

Opcja „Zakuwanko
Tu przytoczę przemiły dialog dorosłego z pewną nastolatką:
– Ile się uczysz w ciągu dnia?
– praktycznie cały czas.
– Czyste szaleństwo!
I prawda. A gdzie czas dla chłopaka? A po co tak na dwa etaty? Pamiętajcie, można się uczyć ze zrozumieniem lub wkuwać. Przy jednym masz czas na wszystko, przy drugim szybko się zapomina. Jeśli więc stawiasz na naukę, ucz się z głową. Utrzymuj równowagę.

Opcja „popłynę z prądem”
To wersja nieprzewidywalna. Jeśli lubicie ryzyko, czemu nie, ale tak całe życie w kasynie, z ryzykiem na karku i na wysokich obrotach? Wszystko od Was Kochani zależy. Nauka do matury jest jak staż. Mało na początek dostajesz dużo, musisz pokazać. Profity są nieco później. Jest również satysfakcja i otwarte wrota. Możliwości.

Kiedy podejdziecie do sprawy light’owo lub słabo wszystko rozplanujecie, życie nie musi, ale może spłatać Wam figla. No cóż, w życiu można postawić na fart. Czasami się udaje, ale często drzwi się zatrzaskują. Masz lat niespełna 20 a przed Tobą jeszcze do przeżycia lat co najmniej 60. HO HO! Kiedy nie zdasz matury, otworzyć wrota ciężko, a czasami już się nie da. Co pozostaje? Żal po latach i słowa: Jakoś sobie poradzę. Koniec marzeń o super samochodzie czy mądrej drugiej połowie. Czy warto dać się samemu tak zrobić w konia?

Znam osoby bez matury, które świetnie dają Sobie radę. Mają swoje biznesy i szczęśliwe rodziny. Pamiętajcie, jednak takich zawsze jest mniej, bo do tego trzeba mieć mocną głowę i twardy tyłek.

Znam takich, co maturę po wielu latach dorabiają, bo nie chcą, aby niektóre marzenia, tylko marzeniami na wieczność pozostały. Nad wyraz dojrzali. Po wielu latach poszukiwań robią, wreszcie to, co jest im pisane. Waleczni, wiedzą, że na porażkach się uczymy. Udowodnili, że nic nie stanie im na drodze, a już na pewno nie dojrzałości egzamin.

Są tacy, którzy powiedzą: Zdam, nie zdam, ja to mam już dobrze. Moi rodzice majętni, a nawet jeszcze dziadkowie własny biznes mają. Czy możesz jednak liczyć tylko na to, że wcześniej czy później przejmiesz biznes taty? A jak nie przejmiesz, bo masz rodzeństwo, które myśli tak samo? A jak dziadek zbankrutuje, bo nie szedł z duchem czasu? Kiedy liczymy na innych łatwo się przeliczyć. Jeśli na siebie, jest nieco trudniej, ale satysfakcja bardzo cieszy.

I co dalej
Egzaminy, matury, testy, rozmowy kwalifikacyjne. Jak zwał tak zwał. Małe w formie szkolnych testów już były a te największe przed Wami. Są, będą i taki ich żywot. Witajcie w dorosłości, ale bez obawy. Da się żyć i jest ciekawie. Jestem tego niejedyna zresztą przykładem.
Może już teraz albo za chwil kilka, będziecie klęli, ale przetrwacie. Chęci odejdą, ale Wy się nie dacie. Porady kiedyś były mi zbyteczne, moje może też dzisiaj na darmo. Rozumy jednak uaktywniajcie, lenistwo odganiajcie. O chwili na odpoczynek pamiętajcie. Za chłopakami i dziewczynami nadal się rozglądajcie. W Waszą mądrość wierzę. Kciuki za wszystkich trzymam.

Dodaj komentarz