ŚWIĘTY CZY PO PROSTU MIKOŁAJ?

Od dłuższego czasu jest popularną postacią masowej kultury. Starszy Pan o imieniu Mikołaj, który o emeryturze nie chce słyszeć. Zawód kurier, ale taki wyjątkowy. Na miejsce, na czas, temu komu trzeba i bez opłat. Paczki rozwiezie na zamówienie a czasami i bez zamówienia. Troszkę o nim. Miejsce zamieszkania: Laponia. Niektórzy twierdzą, że biegun północny. Ubiera się trochę monotonnie. Czerwony kolor u niego dominuje. Zaraz za nim długa biała kręcona broda. Brzuszek piwny posiada, chociaż piwa nie pija, za to uwielbia ciasteczko, świeże mleko i słodkie kakao. Wielu go wykorzystuje. Czapy mniej lub bardziej święte na głowę mu zakłada, popularną Colę do rąk wciska, żeby się lepiej sprzedawała.
Wielu naśladuje i przebiera się za niego, bo Mikołaj przed świętami trendy mody wyznacza.
Każdy coś od niego chce. Rozchwytywany jest, co niemiara. Szkoda, że przez dni kilka, a potem na resztę roku zapomniany. Kalendarza się trzyma, chociaż powiem, lekko się pogubiłam. Święty Mikołaj pierwsze prezenty pod poduszkę już powkładał 6 grudnia. Czasami do rąk własnych oddał. Do niektórych przychodzi nieco później. Na przełomie roku o Mikołaju pamiętamy. Pójdzie jednak na rok w odstawkę, gdy ostatnie prezenty wylądują pod choinką dokładnie w wigilijny wieczór.
Stwierdzam, że po tym całym lataniu w chłodzie i saniach bez dachu, przeciskaniu się w nie zawsze czystych kominach, przesiadywaniu w Centrach Handlowych i wielu innych placówkach, jemu się również prezent należy. Ten wpis świętemu Mikołajowi dedykuję w pierwszej kolejności. I nam wszystkim, co byśmy o nim nie zapominali.

Istnieje czy nie istnieje?
Małe dzieci w niego wierzą. W wielki nos zapatrzone sprawdzają co roku czy schudł, czy może przytył troszkę. Niektóre wręcz boją się usiąść mu na kolanach. Zauważają przesuniętą brodę lub buty swojego dziadka na jego nogach, ale wierzą nadal. Bo wiara to cuda. Dorośli? Z nimi troszkę gorzej. Wielu zatraca chęć prawdziwej zabawy, jak tylko dowiaduje się przykrej prawdy. Rzekomej prawdy.
Czasami starsze pociechy lekko się straszy Mikołajem. Niejednokrotnie słyszałam słowa: Spróbuj Ty nicponiu powiedzieć młodszemu bratu, że nie istnieje, to w nos dostaniesz. Wtedy uśmiecham się do samej siebie, bo wiem, że ten jeszcze bardziej się postara, aby prawdy młodszy brat się dowiedział. A co jak powiesz nicponiowi, że: Prezenty dostaje, tylko ten, co wierzy w Świętego!? Spokój masz wtedy, na lata. Bo te starsze urwisy cwane. Prezenty również chcą dostawać.

Podsumowując: Kim jest więc ów postać.
Mikołaj to człowiek o spokojnym usposobieniu, ciepłym obliczu. Indywidualność o wielkiej sławie. Gwiazda grudniowa o wielkim talencie. Dlaczego? Bo kto z takim brzuszyskiem jak on potrafi we wszystkie wejść zakamarki. Komu by się chciało tyle biegać i tyle mieć do całej reszty cierpliwości. Patrzymy na niego jak na postać, a Mikołaj w rzeczywistości to DOBRA ZABAWA. Zjawisko stworzone przez nas dla nas.

Jak się więc do Mikołaja ustosunkować?
– Jeśli lubisz zabawę, baw się nim i z nim. Szukaj go lub świętym zostań.
Słyszę słowa znajomego: Od Mikołaja, co najwyżej, można rózga po dupie dostać (cytat dosłowny). Uwaga! Pamiętaj: dla niektórych rózga, to tez może być nagroda. Zależy kto, jaki prezent lubi. Kto, do czego tego przedmiotu używa. Jeśli więc za kupowanie się zabierzesz, rózgę przy kupowaniu również miej na uwadze. Kup albo zrób. Kilka patyków i wstążka potrafi zdziałać cuda.
Rozglądnij się. Dla dzieci Święty to rzecz święta? Dla dorosłych zależy. Im więcej w nas z dziecka tym zabawa większa. Jeśli Twój bliski, nie koniecznie dziecko list do Mikołaja pisze albo o Mikołaju wspomina, zrób wszystko, aby jego marzenie spełnić. Nie mów: Ale sobie wymyślił. Przecież dla Ciebie to takie brzydkie albo mało praktyczne. Dla Ciebie tak. Dla niego ma wartość, którą Tobie trudno zrozumieć. Nie staraj się rozumieć, staraj się sprawić uciechę. Radość w oczach drugiej osoby bezcenna, bo i Tobie się udzieli. Bieganie za prezentem dodatkowo wyjdzie na zdrowie.
– Jeśli za świętym nie przepadasz, zaakceptuj i przeczekaj, znika tak szybko, jak się pojawia.
Niedowiarku: jestem dla Ciebie pełna podziwu. Widzę, jak włączasz telewizor, żeby spokojny film oglądnąć a tam postacie baśniowe widzisz. Wsiadasz w samolot i jedziesz do Wrocławia a tam wszędzie krasnale. Uciekasz gdzieś dalej. Norwegia. Wysiadasz a tam złośliwe Trolle ze swoimi zastanawiającymi mordkami. Wracasz. Ledwo uporasz się z Mikołajem, a zostajesz walentynkowymi serduszkami obsypany. Chwilę potem Wielkanocny zajączek Cię dopada. Myślisz: Powystrzelać. Przynajmniej zajączki. No cóż. Z postaciami, które powstały w naszych głowach i sercach nie ma dyskusji. Mają moc. Siła wyższa. Niewiara to nie lada wyzwanie.
Mój znajomy mówi: Kiedy czegoś się boisz, nie możesz Sobie z czymś poradzić lub coś Cię prześladuje, po prostu to przytul. Działa.

Mikołaj do Wigilii będzie nam towarzyszył. Kiedy święta się skończą, będą następne okazje. Uważności, słuchania innych i własnego serca, czasu na trafne wybory i dobrej zabawy przy obdarowywaniu w ten przedświąteczny czas życzę. Wymarzonych prezentów materialnych i tych poza materią przez cały rok, również. A tym, co się nie bawią i nie wierzą, dużo cierpliwości.

 

„M” JAK MOTYLE

W nocy przymrozek. W dzień jesienne słońce ślizga się po liściach. Zrzuca niektóre. Przy innych lekki wietrzyk mu pomaga. Środek miasta. Na ławce usiadł poczciwina. Jemu wiatr również chce spłatać figla, ale zefirkowi nie udaje się ani razu. Patrzę na owada. Delikatność ramion i siła nóżek uzupełniają się jak elementy w symbolu Yin Yang. Skrzydła przesuwają się z jednego boku na drugi jak żagle przy zwrocie. Dzisiaj widzę motyla jednego. Wczoraj widziałam kilka w ogrodzie. Usiadły na żółtych główkach słoneczników. Wracam myślami do wakacji. Do zdjęć, na których kiedyś motyle uwieczniłam. Komu chłodno czy zimno, dzisiaj trochę ciepła poczuje.

Jestem w miejscu, gdzie cisza jest władcą a bezszelestnymi podwładnymi imago skrzydlate, znane potocznie motylem.
Budynek na rozjeździe dróg. Szklany dach pokryty kroplami rosy od wewnątrz. Na zewnątrz gorąco jak w klimacie tropikalnym. W hallu ledwo co słyszalna muzyka, dzięki której człowiek szybko zapomina o ostatnich przygodach dnia codziennego. Do tego w oddali dobiega odgłos, leniwie kapiących kropli wody. Na ścianach wielkie zdjęcia. W powietrzu zapach wilgoci. Czuć ją również na skórze. Mikroskopijne kropelki osiadają na drobnych niewidocznych prawie gołym okiem włoskach rąk, dłoni i wszystkich innych odkrytych częściach ciała.

Za ścianą ze zdjęciami zaczyna się magia. Obiekt nie jest duży, ale sprawia wrażenie, jakby kawałek młodej puszczy tu przeniósł. Wokół roślinność wilgotnych lasów równikowych. Gęsta i bujna miejscami. Wielkie listki konkurują z małymi. Wszystkie kolory zieleni. Słodki zapach kwiatów, które czasami z pni wyrastają, zatyka nos. Nie trzeba nawet go zbytnio do obiektu zbliżać. Z innej strony dochodzi zapach cytrusów. To pomarańcze i inne owoce porozkładane przy poidłach, aby przyciągać do nich motyle. Są miejsca, gdzie spotkać motyla to wielkie szczęście, gdzie długo trzeba wypatrywać, żeby na jeden egzemplarz trafić. Tutaj raptem dwa kroki zrobiłam, a już jeden usiadł na ramieniu. Inne na wyciągnięcie ręki, choć z dotykaniem się powstrzymuję. Czasami to dla nich śmierć oznacza, więc tego nie zrobię. Wiem, że ich skrzydła delikatne są. Nie dorówna im żaden stworzony przez ludzkość materiał, Żadne delikatne bawełny i jedwabie. Może sieć pajęcza tylko delikatniejsza jest na obecną chwilę, ale ją podobnie jak skrzydła motyli tworzy największy producent – natura.

W jednym z zaułków gdzie nieco mniej światła dociera a przy ziemi półmrok, patrzę pod nogi poza krawędź chodniczka, na którym stoję. Na ziemi jakby liście zrzucane na jesień. Dziwię się, bo przecież środek lata i tropiki, a tam rośliny liści nie zrzucają. Przyglądam się bliżej. Wśród pni stykających się z ciemnym podłożem cmentarzysko. To tu motyle trafiają do raju. Bez żadnych fanfar i rozgłosu. Nie zdążyły skrzydeł zwinąć. A może nie chciały. Jakby zostawiały nam jeszcze możliwość podziwiania wszystkich niepowtarzalnych wzorów i kolorów. Tu spotykają się w ostatnich minutach życia czasami poniekąd bardzo krótkiego. Odchodzą w ciszy bezgłośnie, w milczeniu. Za życia zachowują się podobnie.
Mimo tysiąca ruchów skrzydeł oraz wrażenia, że mają ADHD moje ucho żadnych szmerów nie jest w stanie wyłapać. Cisza jak makiem zasiał, chociaż czuje się ich obecność i widzi ich kreatywność.
Idę dalej właśnie takie podziwiać. Jeden przy mnie na dużym liściu przysiadł tuż nad pajęczyną. Długo tu nie posiedzi, bo to ruchliwe stworzenia, więc przyglądam się szybko. Wcześniej mój wzrok nie był w stanie za nim nadążyć. Teraz widzę, jak delikatne są nie tylko skrzydła dużo większe od korpusu, ale jak drobne są nóżki i reszta ciała. Jak cały korpus komponuje się z resztą. Tutaj nic nie jest od przypadku. Kolory misternie dobrane i połączone w jedną kompozycję. Patrzę na skrzydła. Zestawienie niebieskiego, pomarańczy i żółci jak w obrazach Salvador’a Dali, który potrafił wgłębić się w najdrobniejsze szczegóły, wyostrzając dodatkowo wszystko przy krawędziach. Podobnie natura szczegółami tego imago obdarzyła. Kiedy patrzę na kolejnego, inny artysta mi się przypomina. Skrzydła brązów i czerwieni jak w dziełach Rembrandta. Na tych skrzydłach kolory płynnie przechodzą, niezauważalnie zmienia się barwa z jasnej w ciemną. Pojawia się masa przejść tonalnych.
Następny motyl zupełnie inny. Temu kolorów nikt nie żałował. Jakbym biżuterię FreyWille z kolekcji Gustav,a Klimta oglądała. Masa kolorów świata i brył geometrycznych misternie zestawiona.
Za alejka przede mną Claude Monet. Ten jakby farby mu zabrakło. Skrzydeł nie domalował. A zamiast płótna używał folię przeźroczystą. Ile motyli tyle kompozycji różnych, tyle pomysłów wszelakich i technik niezliczonych.
Zastanawiam się nad wszystkimi artystami, gdzie nikt nikogo nie naśladuje. Skąd czerpali pomysły. Dlaczego ich ręka właśnie takie kolory wybierała i tak, a nie inaczej na płótnach rozkładała. Transmigracja człowiek – motyl czy może podpatrywanie przyrody ?
Podziwiać mogę bez końca, ale teraz chwila odpoczynku dla oczu. Tak pomyślałam, ale stało się inaczej. Siadam na małej ławeczce. W pobliżu roślina. Znowu liścia suchego widzę ? Suchy liść w tym miejscu. Znowu nie dowierzam. To motyl, który również stwierdził, że odpocznie. Niezły ma kamuflaż. Nieopodal na pniu ćmy jedna przy drugiej, jakby je sklonował. Duże jak dłoń dziecka. Siedzą w bezruchu. Urodziły się, by zaraz odejść, gdyż nie mają układu pokarmowego. Żyją tak długo, ile bez jedzenia są w stanie przetrwać. Natura ich tak ukarała, czy dała wybór, mówiąc: Albo na jeden dzień, albo w ogóle ?
Wzrok przenoszę na liścia dziwnie powcinany jak skrzydła niektórych motyli tu fruwających. Na liściu zielona w kolorach liści sałaty lodowej, gąsieniczka. Grubiutka we wzorki i bardzo zadowolona. Liść wygląda dzięki niej jak rękodzieło. Wgryza się w niego, tworząc jedno za drugim półkole. Jakbym oglądała serwetki wycinanki z papieru. Stworzonko ruchy ma energiczne, powtarzalne i rytmiczne. Jak na to miejsce przystało, robi to bezszelestnie. Te to mają apetyt. Tyle jadła, ile patrzyłam. Gdy przechodziłam drugi raz, liścia już prawie nie było, a ta tyła i tyła.
Kiedy wypatrzyłam poczwarki i się im przyglądnęłam, wiedziałam już dlaczego. To czas odpoczynku od wszystkiego. To czas, gdy zwisa się głową w dół i tylko oddychać można. To czas, gdy zapasy zrobione wcześniej są na wagę złota. Z pozoru można uznać poczwarkę za martwy organizm, tymczasem we wnętrzu formuje się dorosły motyl. Moment, gdy motyl z kokonu wychodzi, gdy zmięte, zwinięte i galaretowate skrzydła powoli rozwijają się i zamieniają w szkielet, jest niezapomniany. Warto wtedy poczekać aż stworzenie wysuszy skrzydła i odleci. To jak być przy narodzinach malej istoty, która w ciągu kilku minut się usamodzielnia, bo motyl w dorosłość w mig wskakuje. Na dzieciństwo czasu nie ma.
Dookoła ludzie. Nikt tutaj głośno nie mówi. Nawet dzieci się cicho zachowują. Co najwyżej szepty słychać. Wszyscy nad wyraz spokojni i nie wykonują żadnych niepożądanych ruchów. Niektórych jakby za hibernował. Życie zwolniło.
Świat imago wciągnął mnie i wielu innych obecnych bez reszty. Wonne zapachy, nieulotne barwy na ulotnych skrzydłach motyli, ciepło z wilgocią wymieszane, to wszystko zatrzymałam w pamięci.
Wiecie ? Jeden powie: Jest tyle miejsc na świecie, że nie ma potrzeby wracać do poprzedniego. Inny zaś: Są miejsca magiczne, do których wracać zawsze warto, a nawet trzeba.
Do świata motyli wróciłam na następny dzień. Wtedy już nie poganiana, że za długo, że iść już trzeba.
Chodziłam tymi samymi ścieżkami, ale twarze motyli inne oglądałam. Tych, co wczoraj wielu ich nie było. Byli nowi. Weszłam na antresolę. Tam dużo cieplej, ale za to widok na całe tropiki z góry. Tam też imago doleciało. Pod sam dach latały. Widziałam z daleka cały ten świat jak z bajki. Przesiedziałam i wpatrywałam się, dopóki moje serce nie powiedziało: Wystarczy. Owszem, wystarczy. Tylko na jak długo ?

Motyle potrafią być wszędzie. Osobiście nie tak dawno, jeden wleciał na kryty basen, chwaląc się swoją urodą. Pływałam. Za oknem chłodno, woda nie rozpieszczała, ale w sercu zrobiło się ciepło. Pomyślałam: Może nam ludziom los nie zafundował takich barw, skrzydeł nie dał, ale dał cieszyć się życiem przez wiele długich lat, podczas gdy latający Cytrynek, co najwyżej kilka miesięcy od świata dostał w prezencie.
Jeśli chcecie kiedykolwiek od życia odpocząć i dostrzec magię kolorów, rozglądajcie się za motylami. Spotkać ich wcale nie jest tak trudno.

DSC03061DSC03050DSC02768  DSC03027 DSC03013 DSC03007DSC02736 DSC03006 DSC02999 DSC02998 DSC02992 DSC02980 DSC02977 DSC02970 DSC02815 DSC02813 DSC02809 DSC02807 DSC02806 DSC02805 DSC02803 DSC02802 DSC02795 DSC02773  DSC02752 DSC02744 DSC02740  DSC02732 DSC02730 DSC02727 DSC02726 DSC02715 DSC02713 DSC02712 DSC02711 DSC02703 DSC02688

OPOWIADAM O „OPOWIEM”

Narodziło się dziecko i nadałam mu imię. Imię miało wpaść w ucho, zaciekawić i nie miało mieć polskich znaków. Wśród tysięcy nazw wybierałam długo. Nagle przyszło samo. OPOWIEM ze mną zostało. Dzisiaj ma ciało, dużo mojego serca i duszę, która jest wypadkową moich myśli i marzeń. Pasuje mi jak ulał. Na logo, bo o nim mowa, patrzę za każdym razem, gdy otworzę komputer. Będzie mi towarzyszyło przy każdym dla Was wpisie. Będzie Wam towarzyszyło, jeśli mojego bloga czytacie. Jakie chciałam, żeby było? Dzisiaj właśnie o tym.

Dlaczego taka nazwa ?
OPOWIEM, bo lubię opowiadać o tym, co widziałam, słyszałam. To, co odbieram wszystkimi zmysłami, które człowiek posiada. Nie oceniam, nie opiniuje, staram się motywować i z każdej przygody i wydarzenia wyciągnąć coś optymistycznego. Opowiem, bo nasze życie jest ciągiem różnych myśli i wydarzeń, o których warto mówić, bo inni lubią słuchać.

OPOWIEM, bo ma w Sobie litery, które mi się dobrze kojarzą.
O — jak opowieść dlatego opowiem,
O — jak obiektyw w aparacie, który nieco zmysły zawęża w momencie robienia zdjęcia, ale otwiera horyzont gdy się dobrej jakości zdjęcia ogląda. Gdzie emocji pełno. Uwielbiam zdjęcia,
O — jak być oryginalnym. Nie ciągnę wiedzy z netu. Nie kopiuję. Wszystko co piszę, jest moje i naturalne,
O — jak obowiązek, bo w blogu potrzebna regularność. Nad tym pracuję,
O — kojarzy mi się z dwoma różnymi światami. Jeden po jednej stronie magicznych drzwi. Drugi, którego jesteśmy ciągle ciekawi po drugiej stronie. Otwór woła nas. Chodź, przeskocz mnie, odważ się, wyjdź ze strefy komfortu. Zostaw to, co Cię gryzie gnębi. Poukładaj na nowo.

„W” i „M”
Przypomina mi, że życie to troszkę z góry i pod górę. Raz się pniemy innym razem mamy wyzwanie jak od dna się odbić. Raz nam jest dobrze innym razem trochę lepiej.

Dlaczego taki kształt ?
Pismo ręczne wyróżnia nas. Jest dowodem na to, jak bardzo się różnimy nie tylko wyglądem. Ile nas tyle charakterów i upodobań.

Czym jest dla mnie logo ?
Odzwierciedleniem całej ja. Mojej duszy i mojego myślenia.

Dlaczego kolor chabrowy ?
Czasami życie widzimy w czarnych kolorach. Zapominamy o jednej ważnej kwestii, że życie często jest zabawne i mieni się kolorem barw. I do takiego powinniśmy dążyć. Tak życie Sobie układać.
Patrzycie na moje bławatkowe OPOWIEM i zastanawiacie się, dlaczego akurat niebieski, chociaż często ma tyle chłodu w Sobie? Dlaczego na zdjęciu w czapie w zimowych klimatach siedzę, chociaż za oknem ciepło? Bo zima to dużo niebieskiego i bieli dużo. Niebieskiego nie lubiano u mnie od pokoleń. W domu nawet opakowanie kosmetyku z niebieskim akcentem biło po oczach. Ktoś kiedyś powiedział. Ty to masz oczy niebieskie. W nie kiedyś tak często nie zaglądałam. Dzisiaj dużo częściej. Kiedy niebieski pojawił się w moim życiu, jakbym na nowo się narodziła. Teraz mi towarzyszy i jest blisko mnie. Razem z białym, bo kolor śnieżny jest symbolem czystości, przejrzystość i świeżości. A ja właśnie chcę, aby to miejsce takie było.
Tym którzy przyszli mi z pomocą gorąco dziękuję. Grzegorz i Mateusz dla Was ukłony.

Kiedy rodzi się logo, ludzie szybko oceniają. Jeden mówi: Ale to ładne, inny, wręcz dosłownie, dlaczego to takie brzydkie. Przyjmujcie zdania innych, nie bójcie się. Pamiętaj, wszystkim nie dogodzisz, bo jak często powtarzam każdy z nas inny i inne upodobania ma.
Najważniejsze, aby to, co tworzysz, było Twoje, abyś wiedział dlaczego, po co i na co. Abyś mógł na to patrzyć codziennie i mógł powiedzieć. Tak to ma wnętrze. Mogę patrzyć na to codziennie i nie wstydzić się tego.

OPOWIEM – dla Ciebie ode mnie, nawet jak nie do końca po Twojemu.

Jesteś piękna

Zwykły poranek i kilka spraw do załatwienia na mieście. Wsiadam w nagrzany samochód. Słońce na nieboskłonie. Zatrzymuję się wyskakuję na szybko, ogarniam temat i jadę dalej. Następny i następny. Dzień jak wiele innych. Często powtarzalny.

Po chodniku biegnącym wzdłuż osiedlowego niewielkiego parkingu, kroki stawia młody chłopak. Jedna noga nieco bardziej leniwa niż druga. Podpiera się kulą, ale krok jest raźny. Widzę go od tył. Grubszej kości, wysportowany. Krótko ścięte podatne cienkie włosy luźno układają się we wszystkie strony. Pomarańczowo brązowy kolor skóry przypomina mi o jesiennych barwach drzew ale to nie jesień. Krótkie ciemne spodenki i opalone ciało zdradzają pogodę. Są wakacje i pełnia lata.Staję wzdłuż chodnika którym porusza się chłopak. Tu są miejsca parkingowe. Jesteśmy na tej samej wysokości. Otwieram drzwi. I co widzę ? Uśmiech od ucha do ucha. Białe zęby. Buzia jak mówią tryska zdrowiem chociaż zdrowia nie ma. Czuję to. Odwraca się nagle w moją stronę. Z ust lecą jak z karabinu gardłowe słowa: Jest Pani piękna. Naprawdę. Jest Pani piękna !

Wysiadam i staję zaskoczona. Uśmiecham się. Przecież każdy jest piękny na swój sposób a ja starsza od chłopca x 2. Kawaler zatrzymuje się na chwilkę choć mam wrażenie że należy do tych co jak zdrowie dopisywało w miejscu nie ustał i wszędzie go było pełno. Podziękowałam mu bo kto nie chciałby usłyszeć takich słów z rana. Potem chwila rozmowy można powiedzieć w biegu. W 30 sekund chłopak pokazuje ile miał w życiu szczęścia. Wypadek. Z rozmowy wynika że porażenie prądem. Tracheotomia. Otarł się o śmierć. Dzięki Bogu pozostała radość życia. On tryska energią choć na szyi wielka blizna.

To nie żaden podryw. Żadna choroba. On tego nie planował i nie oczekuje nic w zamian. Ja nazywam to spontanicznym stanem. On wstaje z rana z łóżka prawą nogą choć prawa słabsza. Tacy lewą nie wstają. A nawet jak wstają to i tak patrzą na życie z przymrużeniem oka. Smutkom się nie dają. Nie poznałam jego imienia. Zaskoczył mnie. Na rehabilitację szedł do pobliskiej przychodni. Zdrowia mu pożyczyłam. Przyda się. Takim ludziom szczególnie.

Pamiętajcie życzliwych ludzi nie brakuje. To ludzie u których w podeszłym wieku usta układają się w łódkę. Zmarszczki mimiczne są łagodne, a na buzi zapisana jest cała radość życia, choć życie nie rozpieszcza.

Jeśli chcesz mając lat już więcej niż dużo wyglądać jak opisałam, polecam wdzięczyć się z rana do Siebie, a w południe uśmiechać do ludzi. Jeśli ktoś się uśmiecha nie podejrzewaj podstępu i uśmiech oddawaj. Radością zarażaj i daj się zarażać.

Naturalne nie zawsze w naszej naturze

Pierwsze kicha, drugie ziewa, trzecie w nosie coś sprawdza. Inne przytula się mocno do kogoś, bo właśnie naszła je ochota. Jedna z dziewczynek zdążyła dziurę zrobić w rajstopach innej troszkę majteczki widać. Ale one się tego nie wstydzą. Strofują się nawzajem lekko poszturchując czy brwi marszcząc przy ludziach. Często w tekstach mylą. Jasnowłosa dziecina kwiatka przez przypadek do oka sobie włożyła, a niewiasta młoda z warkoczami cukierki z koszyczka koledze podjada. Bo cukierki są do jedzenia, a ona ma teraz potrzebę.

Dzieci. Obiekt moich dzisiejszych obserwacji. Czasami się z nich śmieją. A one posiadają tyle uroku w sobie. Mają jedną wspólną cechę, której nam dorosłym brakuje. Są nadzwyczajnie naturalne.

Patrzę na świat, gdzie przejmujemy się wieloma rzeczami, gdzie niedoskonałości przykrywamy drogimi kosmetykami. Gdzie boimy się chodzić na boso, bo cała reszta ma buty i gdzie przejmujemy się, bo wyglądamy inaczej niż na obrazku w gazecie. Gdzie idziemy za całą modą, którą nam w telewizji narzucają. Zapominamy o drobnych potknięciach, do których mamy odwieczne prawo. Nie pamiętamy o przyjemnościach przyćmionych przepisami, które nam narzucono. Nie można wejść i położyć się na trawie, choć właśnie temu trawa od wieków służy. Facetom nie wolno płakać i nie można zagadać do obcej osoby, bo to już pachnie zdradą.

Potem patrzę na ten dzieci świat niedoskonały. Chłonę go. Napawam się nim, za naturalność która u nas dorosłych nie w naturze już leży. Bezceremonialności, otwartości i prostoty brakuje mi w dzisiejszym świecie. Spontaniczności i dużo luzu w życiu dorosłym wszystkim Wam życzę. Równowagi pomiędzy tym, co narzuca Savoir-vivre, a bycia po prostu Sobą. Zrównoważenia pomiędzy tym, co kontrowersyjne, a tym, co sprawia nam prawdziwą przyjemność i niesie nam radość w życiu codziennym.

Uśmiechnij się !

W naszym życiu często wypatrujemy motywacji. Samemu się zmotywować można i nawet wskazane. Być zmotywowanym przez coś lub kogoś jest dużo prościej. Czasami pomysłów nam brakuje. Czasami wydaje nam się to bardzo skomplikowane. Ten pomysł jest bajecznie prosty. Niepozorny i zwykły. Mały słoiczek po szprotkach. W pomidorach były. Miał wylądować w śmieciach. Niewielki przedmiot, który wrócił do mnie po dniach kilku i stał się wzruszeń powodem i przedmiotem mojego codziennego zainteresowania. Słoiczek życzeń. Pomysł Pań z przedszkola. W ciągu krótkiego czasu nabrał kolorów. Łatwo go zrobić samemu. Warto mieć go pod ręką, kiedy chandra nadchodzi. Ale nie tylko, bo może również wzniecać radość, którą już w Sobie mamy, bo tej przecież nigdy nie za dużo od życia dostajemy. Nad nią pracujemy sami. Słoiczek szczęścia karteczek jest pełen. Każda z innym napisem. Jedne dają do myślenia, a inne mówią: Nie tłumacz się ! Czytasz, a czasami myśl Ci przychodzi: Czy to czysty przypadek, że akurat taki tekst dzisiaj a nie inny ? A może zbieg okoliczności ? I uśmiechasz się, bo w słoiczku życzeń spotykają Cię samiuśkie dobre rzeczy. To nietypowy prezent, który możemy ofiarować nie jednemu. Możemy ofiarować sobie. Dziecinny, ale jakże nietypowy i jak barszcz tani. Bo słoiczek każdy ma w domu. Komputer z dostępem do netu – prawie. Wystarczy wpisać „hasła motywacyjne” i cytatów wyskakuje masa. Setki tych co w sporcie przydatne, tysiące dla biznesu. Są te o miłości do Samego Siebie i takie na odchudzanie. Jest w czym wybierać. Wystarczy wypisać te co sercu najbliższe. Polecam brać ile wlezie, bo wszystkie są za darmo. Kiedy słoiczek pustoszeje nie ma się czym martwić. Zawsze możesz go na nowo wypełnić. Przy systematyczności i odpowiednich hasłach może nie raz zaskoczyć. Nie zapomnij też sprawdzić i podziękować po cichu. Ledwo się oglądniesz słoiczek może być powodem małego lub większego sukcesu. Podziel się nim ze mną. Chętnie posłucham. Zobaczyłeś dno słoiczka ? Kontynuuj lub ustal nowe cele. Bo z czasem też cele się zmieniają. Dobierz nowe teksty. Wypełnij i korzystaj ponownie. Masz nieograniczone potrzeby. Słoik po ogórkach jest za mały ? Weź duży babciny słój. Tutaj nie robi się z przepisu. Tutaj masz pełną dowolność. Spoglądam na mój własny słoiczek stojący na szafce. Kusi. Zaglądam i wyciągam zieloną karteczkę. Na niej napis: Uśmiechnij się jesteś piękna ! Na Dzień Dobry słoiczek życzeń zawsze polecam. Może i u Was na twarzy tym prostym sposobem pojawi się uśmiech.

DSC01450 DSC01448DSC01445  DSC01443DSC01451  DSC01437DSC01452DSC01441

TRYB ECO CO SAMOPOCZUCIE POPRAWIA

Wstaję rano. Tak mi nijak. Po wczorajszym jeszcze zostało. No nie, tak to nie będzie. Włączam tryb myślenia ECO – czyli wprowadzenia się w lepszy stan. No i matematycznie wyliczam.

Skoro 1/3 doby śpię, następną  1/3 pracuję a pozostała 1/3 to moje życie prywatne, a zawodzi któryś z tych elementów to bingo. Całe życie nie jest takie najgorsze. Co najwyżej tylko jego część i tylko przez jakiś czas. Jest dobrze. A za chwilę będzie dużo lepiej.

Zacznij dzień od pozytywnych myśli. Jola poleca.

TAKI JEDEN CO ZROBI DLA CIEBIE WSZYSTKO

Stoję Sobie, czekam  i patrzę. Do jasnego niewielkiego gabinetu, przez okno promień słońca wpada. Białe czyste ściany. A na nich mnóstwo dyplomów świadczących o wiedzy i umiejętnościach. Wszystkie w czarnej oprawie. Jasno zielona miękka dla stóp wykładzina, w kolorze soczystej trawy, przypomina że za oknem też wiosna. Tutaj pachnie migdałem i  kokosem. Czasami pojawia się też zapach orientu. Miejsce sympatyczne. Czasami wchodzę tu smutna a wychodzę rozbawiona.

Nie jestem tu sama. „ On „ znowu coś nowego wymyślił. Dzisiaj jest wpatrzony w Certyfikat wiszący na ścianie. Czyżby wzrok miał już słaby, bo tak jakoś z bardzo bliska zerka. Nieco zgarbiony stoi tyłem do mnie.  Jakby się obraził albo zawstydził może trochę. Nie widzę twarzy.

W końcu wpłynęłam na niego. Odwrócił się. To rozumiem.

Stefan – bo tak ma na imię „ to zabawna postać. „ Człowiek „ który dobrze nastraja i często zaskakuje pomysłami. Posłuchajcie Sami.

Ma lat kilkadziesiąt ale czuje się wiecznie młody.

Zadarty nos, nieco chude palce. Wysoki jak na faceta przystało. Zgrabny, choć ręce trochę długie i żebra za małe. Nieco kościsty, ale za to gibki, we wszystkie strony się wygina. Może kiedyś Yogę ćwiczył. Nie jeden by tak chciał. Brzuszka piwnego nie ma. I jaki wysportowany. Medale na piersi zwisają. Dzisiaj zauważyłam że w piłkę gra. Może dlatego.

Białe ząbki. Lśnią i równiutkie. Albo szczęściarz, albo aparat nosił a ja o tym nie wiem. Często na naszych buziach zmarszczki od smutków się robią. Stefan ma zawsze łagodny i ciepły wyraz twarzy. A jak tylko zechcesz uśmiecha się dla Ciebie, od ucha do ucha. Miny dziwaczne porobi. Rozśmieszy i rozbawi.

Powiem Wam w sekrecie. Nie obrazi się. Widziałam jak dłubie w nosie. Czasami do chusteczek mu ciężko sięgnąć. Czasami grzebie coś w zębach. To jest całkiem zabawne. Śmiejemy się wtedy razem.

Nieraz widzę jak palca o usta opiera, jakby się zastanawiał nad czymś, jakby nie wierzył co do niego mówię.

Stefan jest przystojny, gdy zacznie nasza wyobraźnia działać. Czasami skuli się, ale częściej klatę do przodu wypina. Udaje wtedy pewniaka.

Czasami łapie się za serce, ale serc kobiet nie łamie.

Małomówny ale pełen niespodzianek. Wysłucha Cię zawsze. Słowa złego nie powie. Zatańczy kiedy tylko zechcesz, ale wskazane żebyś to Ty poprowadziła.

Dla facetów uprzejmy. Taki kompan i przyjaciel.

Ogólnie szalony i nosi piórko za uchem.

Zastanawiacie się co to za postać i miejsce dziwne ?. W gabinecie Śmiechu jestem ? Nie. U fizjoterapeuty. O tym pogodnym człowieku i samej profesji innym razem. Wróćmy do mojego przystojniaka. Stefan to gabinetu maskotka. Pomaga nam zrozumieć, co w środku nas siedzi, jak jesteśmy delikatni i jak łatwo ktoś nam i my Sobie możemy krzywdę zrobić. Dlatego dbajcie o Siebie. Wszystkim zdrowia i mega kondycji życzę.

20160519_16082420160519_16082420160519_16212820160519_162054 20160519_161949 20160519_161638 20160519_161543 20160519_161345 20160519_161243 20160519_161032 20160519_160931

MAJĄTEK CONTRA DZIECKO

DSCF8122Kiedyś usłyszałam mimochodem:  Wychowanie dziecka to koszt budowy domu.

Po co tak mówić ?. Czy ktoś kto tak stwierdził, wziął pod uwagę wszystkie za i przeciw ?

No tak. Dzieci kosztują to wie każdy. Ale kiedy postawisz już ten wymarzony dom, często okazuje się studnią bez dna. Jest ciepły, ale jakiś taki pusty, bo cisza w nim gra.

Od domu nie usłyszysz słów, które usłyszałam dzisiaj:

Mamo. Jesteś kochana. I właśnie o takiej mamie marzyłam. Taką mamę chciałam mieć zawsze.

Dzisiaj potwierdziło się to co już wiedziałam. Od domu nie dostaniesz bezwarunkowej miłości. Dom nie przytuli Cię od czasu do czasu. Domu nie przytulisz Ty.

Są Ci co budują wielkie rezydencje i tacy co stawiają na gromadkę dzieci. Ludzie, którzy dokonali wyborów.

Ale rozglądnij się dobrze dookoła. Okazuje się, że możesz mieć jedno i drugie.

 

 

A ILE W TOBIE POZOSTAŁO Z DZIECKA ?

Dlaczego w oczach dziecka świat jest taki kolorowy, a życie postrzegane jest tak prosto. Wszyscy jesteśmy księżniczkami czy królami. Wszyscy się uśmiechamy, gdy jest nam dobrze i płaczemy przy ludziach, gdy nam jest źle. Nie wstydzimy się przytulać na co dzień i kochamy zwierzęta. Czasami chodzimy z brudną od lodów buzią, a innym razem nie boimy się pytać. Nie musimy być wiecznie idealni. Mamy swój świat fantazji i piękne marzenia do spełnienia.
Kto wpadł na pomysł, żeby wraz z wiekiem się zmieniać ? Nie huśtać się na huśtawce, bo nie wypada. Nie robić fikołków i myć ciągle ręce, bo ponoć bakterie. Wybieramy sztywne siedzenie w szkolnych ławkach i na biurowych krzesłach, nosimy szare ubrania, a po ulicy chodzimy smutni i zagubieni. No i wiecznie coś nam po głowie chodzi. Zazwyczaj oczywiście coś nosi nazwę „problemy”. Wstydzimy się wszystkiego i wiecznie biegniemy bez rozglądania. Zero logiki. Po co zmieniać jak było nam dobrze?

A propo – huśtałam się ostatnio na placu zabaw. – niezły relaks. Powiem nawet bajka. Tutaj pytanie się nasuwa: Ile w Tobie pozostało z dziecka?

Życzę Wam wszystkim oby jak najwięcej. Gdybyście kiedyś zastanawiali się, dlaczego czasami zachowuję się dziecinnie, to już wiecie. Dorosłość nie zawsze mi odpowiada, bo jest po prostu… nudna.

DSC07736DSC07732DSC07730DSC07729DSC07713DSC07710DSC02680DSC02670

MARZENIA DO SPEŁNIENIA

Jako nastolatka nie potrafiłam powiedzieć, czego w życiu pragnę, o czym marzę i co chcę w nim robić. Inaczej patrzyłam na byt. Dzisiaj żywot potrafi mnie zaskakiwać.

Jeszcze kilka lat temu myślałam, że woda jest nieuchwytna, że jest nieprzyjazna i że z wodą toczy się tylko walkę. Myliłam się bardzo. Wystarczy jej słuchać, docenić jej moc i nie narzekać, że zimna. Uzbroić się w cierpliwość, uwierzyć w nią i podstawa — w Siebie. Dzisiaj woda mnie woła rano, w nocy i w południe.

Jakiś czas temu latanie kojarzyło mi się z wakacjami i głośnym samolotem. Nie lubiłam latania. Tak mało o nim wiedziałam. Dzisiaj nie mając skrzydeł, chcę latać i twierdzę, że nigdy nie jest za późno na spełnianie własnych marzeń. Jak to zrobię ? Jeszcze nie wiem.
Jak na razie przyglądam się, oglądam i nie mogę lataniu w „Cirque du Solei” napatrzyć.

DSC08965DSC08961DSC08957DSC08951

OBSESJA

Następna. Czyżbym zaczęła bzikować ?
Tym razem łyżwy. Dobre 30 wiosenek ich na nogach nie miałam. Zaproszenie dostałam. Ale skąd ja łyżwy wezmę. I tu nagle cud. W szafie znalazłam. Córci mojej. Dobre na mnie bo i córa duża. Założyłam i bingo.
Ja Wam powiadam na lodzie jest super. Czy umiesz czy nie umiesz. Ja Sobie przypomniałam, ale gdybym miała uczyć się jeszcze raz, zrobiłabym to bez dwóch zdań. 

A przy okazji dostałam w ręce kija. Hokejowego. Prawdziwego. Nie wiedziałam co z nim zrobić. Kij był dla praworęcznych, a ja lewą ręką gram. Ale jakie to ma znaczenie. Udało mi się, bo inni grali miotłą czy drewnianym drągiem. Powiadam Wam. Nie ważne jak się gra i czym się gra jest super.

Tak tak. Wiem. Powtarzam się. i ciągle mówię o Sobie i ciągle że tak fajnie. Po prostu podekscytowana.

Czy mówiłam Wam że kocham proste pomysły ?
Chyba tak – w poprzednim poście.
Bo lodowisko na stawie było. Sama natura stworzyła.

Koniec gadania. Lepiej pokażę zdjęcia.

Może zachęcę ? Może następnym razem spotkamy się na lodzie ? Kto wie.

DSCF9976DSCF9911DSCF9904DSCF9866DSCF9865DSCF001420160123_13495320160123_131832

WYGODNA WYGÓDKA

Kto z Was był dzieckiem ?
Ja byłam.
Dzieciństwo.kojarzy mi się nieodmiennie z prostotą. Z piecem kaflowym, kurami które skubią trawę i wychodkiem z którego codziennie korzystałam.
Tam nie miało się co popsuć. Tam wisiały plakaty na ścianach bo tapet jeszcze nie było. Klimatyzacja to samo zdrowie bez opcji serwisowania. Pachniało. Słowo harcerza.
Sentyment. Dlatego cenię do dzisiaj. Siedzenie w takowej w obecnych czasach manianka. Przywołuje wspomnienia.
No bo przecież rzadkość. A mnie się udaje. Hip Hip Hurra.

DSCF9980DSCF9950DSCF9931