Jak znaleźć knajpkę szytą na miarę, czyli Warszawa w odsłonie pierwszej

Jest sobota. Pierwsze piętro jednej z najpopularniejszych galerii warszawskich Złote Tarasy. Będzie troszkę o nich, bo tutaj schowała się jedna z knajpek, która będzie dla mnie przykładem.

Najpierw o samej galerii:
Złote Tarasy. Myślę: Dlaczego złote? Z oddali spoglądam na szklany dach miejscami zlewający się z niebem a miejscami schodzący aż do samej ziemi. Kształt nie do okiełznania. Stojąc w środku, spoglądam w górę. Środek dnia a ja jakbym na nieznanej mi planecie pod wielką koroną drzewa stała . Przez nią przedzierają się drobne liczne promyki słońca. Dzięki nim w środku robi się przyjemnie. Dzienne światło wewnątrz bezcenne, podobnie jak widok nieba. Wielkie lampy przypominające motyle, zawisły u szczytu z ich delikatnymi białymi jak u anioła skrzydłami. Warto doczekać wieczoru, kiedy zaświecą, a w ich tle pojawi się rozgwieżdżone niebo. Nadmieniam, bez gwiazd też na motyle warto zerknąć. Czy ja Was uczę obserwować, a nie tylko pod buty i na wystawy patrzyć? Mam ostatnio takie wrażenie.
Po alejkach przemieszczają się tłumy. Słychać szuranie butów i szelest kurtek. Wystawy wabią i przekrzykują się kolorami, która z nich jest lepsza. Ten, co głodny niucha i po zapachu coś do zjedzenia szuka. Wszystko w przerwie na bieganinę po sklepach, która raz jest przyjemnością, a raz nieźle wyczerpuje. Szukamy wzrokiem i nosem, bo ten ostatnio często nie zawodzi. Dotykać i kosztować będziemy później.

20170128_142754Po pierwsze klimaty
Kawiarenka schowała się między sklepami, przeoczyć się jej jednak nie da. Tu również głośno, ale odgłosy inne. Rozmowy słychać z daleka. Szeptem mówić wśród gwaru raczej trudno, ale nie ma też przekrzykiwań. Część stolików w pobliżu baru znalazły swoje miejsca. Te z baldachimami podchodzą prawie pod tutejszą fontannę. Dźwięk pluskającej wody miesza się z tymi zza baru.
Słychać brzęk szkła i łyżeczek. Do tego dochodzą odgłosy kostkarki do lodu oraz kawiarki. Te ciągle coś mielą, podgrzewają i mieszają. Nie mogą złapać oddechu. Zapach kawy w powietrzu się unosi. Czuję nosem, że dobra, bo widzę, z jaką precyzją ją robią. Sprawnie i z zamiłowaniem. Lody. Dużo lodów, dużo zielonego i kolorowe soki świeżo wyciskane. Mają się czym pochwalić. Słodkości w słojach przyciągają uwagę.
Widać, że ludzie lubią tu przysiąść na dłużej. Wybaczają nawet gwar dobiegający z całej galerii. Akceptują. Przy stoliku jakiś szkrab namiętnie wciąga długi makaron, trzymając jeden koniec w buzi a drugi w dłoni. Hihot innego łaskotanego dziecka dobiega zza pleców. Słyszę: No gilgajmy się troszkę. Obok starsze blondynki bliźniaczki podjadają z jednego talerza.
Rozglądam się dalej. Tutaj zdałam sobie sprawę, ile ludzie mówią. Patrzę po twarzach. Mówią, tłumaczą, a do tego gestykulują. Dużo kobiet i młodzieży, a co z facetami? Są. Wasza obecność, sprowadza się często w takich miejscach do noszenia toreb. Tutaj jest inaczej. Właśnie jeden z Was przemknął. Za nim elegancka pani szuka miejsca. Na dużej torbie napis Pierre Cardin. Zakupy chyba jego. Co śmieszne, torbę niesie kobieta. Jestem spokojna. Jest równowaga między babą a facetem.

Po drugie obsługa
Kelnerów dużo i rzucają się w oczy. Wypatrują. Uwijają się, a przy tym uśmiechają. Coraz częściej spotykany widok. Sympatyczni, nieco jednak ograniczeni procedurami.
Pamiętajcie, że każda restauracja ma swój profil i wymagania co do zachowania. Wybierajcie tam, gdzie czujecie się dobrze. Są Ci sztywni zawsze na zawołanie po francuskiej szkole, ale też tacy, którym swobody dano dużo. Moje ulubione to knajpki frywolne. O takiej możesz przeczytać w kolejnym wpisie o Warszawie. Tutaj mimo tego, że obok kierownik obserwuje i z kelnerami wywiady przy jednym ze stolików właśnie przeprowadza, jest równie sympatycznie. Idziemy wzrokiem dalej. Ktoś powie, ale ta z obsługi to ma dużą pupę. Podchodzi, a Wy widzicie, że nad wyraz sympatyczna. Jej uśmiech przysłania wszystko. Zresztą, duża pupa również potrafi być atutem.

20170128_142713Po trzecie jedzenie
Zastanawiam się, czy opisywać. Przecież każdy lubi coś innego. Smaki zostawię do sprawdzenia dla Was. Mnie imponują widoki. Obrazki w karcie sprawiają, że człowiek nie może się doczekać, kiedy dostanie strawę. Kolorowe warzywa, owoce, makarony, naleśniczki, wyglądają, jakby je przygotowano na promieniach letniego słońca. Potem miłe zaskoczenie, bo na talerzu dokładnie to, co na obrazku. No może troszkę mniej światła go oświetla, bo zdjęcia w ostateczności robione przy mocnych lampach a tutaj nieco słabsze. Promieni nie mam wiele za to wszystko świeże, ciepłe i takie tylko dla nas. Nie przetrzymane i nie z jednego garnka. Białe talerze nie konkurują z kolorami samego jedzenia, a raczej je podkreślają. O zastawach będzie za chwilkę. Ilość jedzenia w sam raz, czyli odpowiednik moich dwóch zaciśniętych i złączonych razem pięści. Nie za mało i nie za wiele. Żołądek mi podziękuje. No i świadomość, że nic się potem nie wyrzuca. Jak szukaliście dobrego schabowego, to poszukajcie gdzie indziej. Tutaj za to znajdziecie kilka lżejszych dań bliższych tradycji i kilka ciekawostek. Polecam polukać na zdjęcia.

Po czwarte podłogi, sufity i ściany
To, co dookoła. Ważne, ale nieco niżej w hierarchii ważności. Tutaj w Centrum jest sympatycznie. Trochę drewna na ścianach, troszkę emanującej tapety. Fotele, których miękkość wygrywa z chłodem plastikowych krzeseł. Zrobiło mi się tak przyjemnie w duszy, a w pupę ciepło.
Jestem estetką i lubię w miłym posiedzieć, uwielbiam białe talerze. Często jednak to, co na talerzu i w twarzach obsługi ma znaczenie. To jak się do Ciebie odnoszą i jak traktują, potrafi przyćmić pałace i białe obrusy. Zresztą pamiętajcie, często za pałacami idzie cena. Często w tych pałacach spotkacie się z chłodnym nastawieniem do klienta.
Jadąc tutaj, zaczepiłam o inne miejsce. Na chwilkę zabieram Was do przydrożnej knajpki serbskiej. W środku miszmasz i nieco chłodno, bo w kominku troszkę ogień na chwilkę przygasł. Miseczka uszczerbana. Remontu długo nie będzie, bo widać, że się nie przelewa. Brakuje damskiej ręki, ale za to skromność obsługującego mnie właściciela oraz zawstydzenie w słowach: Przepraszam, ale zielonej herbaty brak, może być inna? Jego podejście przyćmiło wiele. W tle charakterystyczna dla Serbów muzyczka. Do tego ta zupa rybna. Mówicie: Fuj? Ja też tak twierdziłam. Tak, wiem. Najgorsze to się za pierwszym razem sparzyć. Jeszcze gorsze nie próbować a opiniować. Tak mają często dzieci, które uczą się od nas. Popatrzą na Twój wyraz twarzy i już mówią: Nie chcę. Podaj im coś nowego, nie rób dziwacznych min, które weszły w nawyk, nie oceniaj i sprawdź. Są dzieci, co jedzą szpinak, owoce morza i rybne zupy. Wracamy do stolika, Złotych tarasów i Fragoli.

Czy polecam? Ja mówię: Testujcie i bawcie się smakami. We Fragoli i w każdym innym miejscu. Bez ocen wzrokowych na początek. Małe błędy wybaczajcie. Na jedzenie dajcie Sobie więcej czasu. Nigdy w pośpiechu. Sprawdzajcie co nowe, a jak trafi do żołądka i głowa powie mniam!, do dobrego wracajcie. Co kucharz to inna ręka. Jeden zepsuje, inny zrobi z tego cukiereczek. Ja powiadam: Warto wychodzić poza ramy. Pierogi i kotlety z ziemniakami w domu. Poza nim wszystko, co zajmuje czas i ze składników, których na co dzień nie kupujemy. Jak posmakuje, można przenieść smaki do domu. A jak coś nie podchodzi? Spoko wodza. Za kilka godzin znowu głód dopadnie i zrobi się miejsce na nowe odkrycia. Taka nasza natura. Szczęśliwości przy napełnianiu żołądków życzę.

20170128_140004 — kopia 20170128_135920 — kopia 20170128_135909 — kopia 20170128_135842 — kopia 20170128_135809 — kopia 20170128_135759 — kopia 20170128_135748 — kopia 20170128_135714 — kopia 20170128_135543 — kopia

Osobliwa pamiątka z podróży

Czym jest dla Was pamiątka? Dla niektórych to gama wspomnień, dla innych przymus, bo jak to tak wrócić bez niczego. Dla jednych nawyk, a dla innych jeszcze chęć kupowania. Dla wielu jest więcej niż zakurzonym przedmiotem postawionym na półce. Niejednokrotnie jednak nie jest w ogóle przedmiotem. Dzisiaj o nowo poznanej Karolci i innych nieszablonowych souvenirach. Moich własnych.

Pamiątki z dzieciństwa
Pierwsze prezenty dla Siebie przywoziłam z dawnego ZSSR. Będąc dzieckiem, wyjeżdżałam na obozy harcerskie. Dzieci mogły przemycić złoto, na którym zależało ich rodzicom a do tego maskotki dla niepoznaki. Złota nie woziłam, maskotek miałam multum, bo wszyscy wozili. Dużych, małych i w różnych kolorach. Nie mieściły się nigdzie, więc wisiały na ścianie. Czy miałam do nich sentyment? Nie koniecznie. Ot tyle.

Podarunki półkowe
Zapytacie pewnie, jak ja podchodzę do pamiątek, chociażby tych kolekcjonowanych pod telewizorem? Od kiedy przestałam być frywolną nastolatką i przybyło mi obowiązków, te drobne pamiątki ze straganów zaczęły być zbieraczem kurzu. Pewnego dnia z ust hinduskiego nauczyciela usłyszałam w jednej z jego historii o pamiątkach ustawianych nad kominkiem. Takich, jakie obserwujemy w angielskich domach. Jedna do drugiej, a potem następna, aż nie dla wszystkich jest już na półeczce miejsca. Ściskane jedna obok drugiej i nie wiadomo, która ważniejsza. Czy, którąś usunąć, aby zrobić dla kolejnej miejsce? Przypowieść czego innego dotyczyła, o niej kiedy indziej, tymczasem nawiążę do motywu ciasnoty. Moje pamiątki mają przestrzeni dużo.

Co jest dla mnie największą pamiątką?
Największa oczywiście nie w kontekście liliputa czy olbrzyma a wartości. Dla mnie pamiątką jest poznany człowiek i relacje, które jestem w stanie z nim nawiązać.
Wyjeżdżając, zazwyczaj spotykamy na swojej drodze nowych ludzi. Zaczynamy rozmawiać przypadkiem, a potem się tak miło robi. Wystarczy czasami kilka słów lub gestów a czasami uścisk dłoni i już wiesz, że coś Was łączy. Wspólne podróże, życiowe zawirowania, książki czy zawód. Ktoś robi coś, o czym Ty marzysz, Ty robisz coś, co zachwyca Ktosia. Zaskakuje Cię opowieściami, których słuchasz z otwartą buzią. Jesteś z kimś godzinę albo 3 tygodnie i nie możesz się nagadać. Czujesz więź, która Was łączy. Wiesz, o czym mówię?

Uwielbiam z podróży przywozić ludzi. Ich mentalną obecność. Prezenty, które zamiast stawiać na półkach, zapisuję w pamięci. Tak rodzą się piękne znajomości i przyjaźnie. To pamiątki, z którymi potrafisz przegadać pół nocy, kiedy zajdzie potrzeba. Również z nimi potrafisz robić wspaniałe rzeczy. Czasami napiszą do Ciebie z rana, z nie nacka i bez okazji: Hejka! Miłego dnia życzę. Dodadzą serducho lub serducha dwa, żeby jeszcze cieplej się zrobiło, nie wiedząc nawet, że właśnie wstałeś z fatalnym nastawieniem. Moje pamiątki porozrzucane są po całej Polsce, chociaż poznałam je na drugim końcu świata. Tak przywiozłam Kasię, Dorotkę, Jagódkę czy Hanię. Nie wymieniam wszystkich, bo nie o to tutaj chodzi. Każdy wie, czy jest, czy nie jest moją pamiątką z podróży, bo ma dokładnie takie same odczucia.

Cenne bez ceny
Są pamiątki, których wycierać z kurzu nie trzeba i nie kosztują mnie nic, a mają dla mnie niesamowitą wartość. Zbierane są pod wpływem emocji, a kierunkowskazem są serce i intuicja. Spotykam je w każdej podróży. Przywożę jedną lub dwie. Bywa również że kilka, chociaż zdarza się to rzadziej. Nie mieszczą się w kieszeniach ani żadnych walizkach. Prezenty, które się nie stłuką i takie bez terminów ważności. Nie trzeba ich zgłaszać na granicy, martwić się gdzie znajdzie się dla nich w domu miejsce. Nie trzeba ich podlewać i bać się, że ktoś może ukraść. Nie można dać ich w prezencie, są Twoje i często na zawsze. Moje pamiątki wożę wszystkie zawsze ze Sobą i są lekkie jak piórko.
Moje pamiątki są wypadkową serca, a tam miejsca zawsze jest pod dostatkiem i nigdy nie zabraknie. Co najwyżej czasami czasu brakuje, ale wtedy wystarczy jedna myśl i już pamiątka jest blisko.

Karolcia o twarzy Naytiri
Pojawiła się przede mną jak duszek. Przypomniała mi się postać z filmu James Camerona Avatar. Humanoidalna postać Na’vi z planety Pandora wpatrywała się z niepewnością i ciekawością przez krótką chwilkę. Lekko skośne oczy i kształt buzi jak u głównej bohaterki filmu Naytiri, przyciągnęły moją uwagę. Brakowało tylko makijażu. Kolor oczu nieco inny, ale za to spojrzenie! Identyczne. Minęłyśmy się kilka razem wzrokiem podczas pierwszego dnia warsztatów, o których niedawno pisałam. Potem była krótka rozmowa w przejściu, następnie dłuższa w trakcie obiadu.
Po 3 dniach wspólnie spędzonych z resztą grupy na sali strzelałyśmy do Siebie z łuku i boksowały razem. Żadnej nic się nie stało, bo nie było strzał i rękawic. Wpatrywałyśmy się w oczy, wyczytując z nich emocje. Raz patrzyły na siebie groźnie, innym razem ze zdziwieniem. Zabawa była przednia. Przytulanie i całusy szczególnie przed wyjazdem były naprawdę i takie prawdziwe.
Poznałam skrawek historii jej ciekawego życia, ona skrawek mojego. Wisłocka, Penderecki, podróże po Meksyku i Guatemali. To bardzo bliskie jej tematy, a moje ulubione. Karolcia przypadkiem spotyka na swojej drodze ludzi, o których spotkaniu mogą niektórzy pomarzyć. Resztę zachowam dla Siebie.
Nienasycone opowieściami o nas, musiałyśmy wracać do domu. Zapamiętałam jak stoi przed drzwiami. Miała niebieską czapeczkę a na szyi czerwony wypleciony na drutach gruby komin. Wyglądała zjawiskowo. Czy przesadzam? Nie, ponieważ jest zima. Rozejrzyjcie się po ludziach. Wokół większość na czarno i szaro. Czasami brązy i beże się wkradną oraz bezpieczne ciemne zielenie. O żywe kolory, które niosą ze sobą radość bardzo trudno. Karolcia wśród odważnych kolorów promieniała i zarażała optymizmem. Nie mogłam się napatrzyć.
Miłe słowa po powrocie już dostałam. Będą następne. Bo Karolcia, to osóbka, która pojawia się i znika. Pozostawia po sobie troszkę słoneczka. Nigdzie się nie spóźnia i nie śpieszy i ma głos kojący. Ma na mnie dobry wpływ.

Przygoda z Karolcią dopiero się zaczyna. Czy Karolcia potwierdza? Duże prawdopodobieństwo, że nie zaprzeczy.
A czy Wy macie Swoją Karolcię? Czy jesteście czyjąś pamiątką?

Medytacja czy modlitwa?

„Jest tylko jeden Bóg, ale nosi niezliczone imiona. Niezliczone są też punkty widzenia, z których można go rozważać. Nazywajcie go, jak chcecie, wielbijcie go w postaci, jaka odpowiada wam najbardziej – i tak niezawodnie dotrzecie kiedyś do niego”.
(Ranakrishna)

Medytacja to często nazwa, którą przypisujemy danemu zdarzeniu. Jeszcze częściej, gdy ją usłyszymy, stwierdzamy, że to nie nasze. Uważamy, że ta nazwa zobowiązuje. Mniemamy, że nam zagrozi, bo przypisze nas do jednej religii i koniec kropka. A gdybym medytację nazwała kontemplacją, stanem skupienia, zadumą lub modlitwą, czy już będzie inaczej odebrana? Jak zwał tak zwał, ważne że działa bez względu na to w jakiej jesteś religii.

W gruncie rzeczy nie o nazwę tutaj chodzi a o sam stan, w którym jesteśmy. Nie ważne czy jesteśmy na sali a przed nami stoi figurka buddy. Nie ważne czy w Jerozolimie dajemy pokłony, czy klęczymy w kościele, trzymając w ręku różaniec wpatrzeni w postać Jezusa Chrystusa wiszącego na krzyżu. Ważne co nas spotyka i jak się czujemy w danym momencie.

Kontemplacja to stan, w którym trudno przedrzeć się myślom lub gdzie myśli przychodzą rzadko. Jak już przyjdą, nie zatrzymują się na długo, bo to nie moment, żeby być naszym gościem. Stan, w którym głowa nie myśli, a ciało, nawet jeśli zamarło w nietypowej pozycji, nie mówi, że mu niewygodnie. Nie ma bolących kolan, które klęczą na twardej posadzce w świątyni, nie ma kościelnego chłodu. Nie ma koralików różańca, które wraz z powtarzaniem modlitwy, zacząłeś rytmicznie przekładać w rękach. Nawet nie wiesz, że podświadomie przez dotyk, śpiewasz najpiękniejszą mantrę. To stan gdzie nie przeszkadzają Ci szmery i ludzie, którzy wpadli bez intencji z przymusu na chwilę. Ty trwasz. Tylko Ty i chociażby Jezus. Bóg, który nie ocenia, a tylko podziwia. Dla Ciebie wisiał na krzyżu, ale nie po to, żebyś się jego życiem smucił, ale cieszył swoim. A więc, kiedy po wielkiej modlitwie wrócisz do domu, ciesz się i świętuj, oddaj Sobie hołd, a jemu podziękuj. A potem ponownie kontempluj. Powtarzaj, kiedy przyjdzie potrzeba. Po co? Aby uspokoić ciało, serce i duszę.
Kiedy wszystkie myśli odchodzą, pozostaje tylko stan trwania i miłość. Może poczujesz wtedy, że jesteś kolorową tęczą, a może słońcem, rozproszonym po delikatnej chmurze, która buja się w szafirowych przestworzach? Dowiedz się, kim jesteś naprawdę. Módl się z intencją.

Podpowiem Ci coś:
Zanim przystąpisz do modlitwy, porządnie się zmęcz. Pobiegnij migiem do sklepu, jeśli mieszkasz w mieście. Tylko oczywiście nie do tego najbliższego. Idź w pole i przekop grządki porządnie, jeśli mieszkasz na wsi. Nie ważne jak, ale się zmęcz. Nie pytaj dlaczego. Sprawdź. Jeśli zadziała, opatentuję.

DSCF9500

DSCF9516

DSCF9690

Opowieści dziwnej treści, czyli o warsztatach innych niż wszystkie i życiodajnym oddechu 4/4

DSCF9535Na niebie słońce i ani jednej chmurki. Jego promienie odbijają się od śniegu. Wpada również przez okna do sali, rozświetlając pomieszczenie i ludzi tam przebywających. Wszyscy ubrani są na biało, a w pomieszczeniu dominuje czerwień, żółty i pomarańcz. Słońce kolory miesza.
Zanim zrobiło się jasno, rozpieściłam przed wyjazdem swoje ciało. Zdecydowałam się bardziej z ciekawości niż z potrzeby. Masaż Lomi Lomi w wydaniu Dorotki jest wyjątkowy. Dlaczego?

Masaż Lomi Lomi
To coś więcej niż dotyk. Dotyczy w szczególności sfery emocjonalnej.
Jestem w malutkim pokoiku. Szafki, łóżko do spania i drugie do masażu umiejscowione na samym środku zajmują prawie całą powierzchnię. Kolory typowe dla tego miejsca. Radosne. Przypominają mi różnobarwne przyprawy Indii i lekkie indyjskie chusty huśtane przez ciepłe powietrze. W tym pomieszczeniu przez cały rok jest lato. Na półkach mnóstwo płyt równiutko jedna na drugiej poukładane. Na samym wierzchu Vivaldi. Prym wiodą książki o różnej tematyce. W oczy rzuca się Wojciech Eichelberger oraz książki o zdrowym odżywianiu. Jasny kapelusz na szafie czeka na wiosnę, wraz z nim sztaluga oparta o ścianę. Należą do osoby, co mnóstwo ma w głowie pomysłów, estetki i artystki co do szczegółów przywiązuje wagę. Pełnej delikatności, szukającej nowych miejsc, kiedy poprzednie się znudzą. Przez życie wiara ją prowadzi i ciekawość świata. Obieżyświat pełen ciepła i życiowych doświadczeń.
Wsłuchuję się w spokojną muzykę dobiegającą z pobliża. Szybko wprowadza w stan rozleniwienia. W powietrzu zapach kadzideł miesza się z zapachem olejków. Błogo mi. Kilka minut potem czuję przesuwające się po moich plecach przedramiona. Miły delikatny docisk po jednej stronie kręgosłupa dopełniają lekkie ruchy dłońmi po drugiej stronie. Od czasu do czasu czuję jakby muskanie. Wszystko zgrane i ma swoją kolejność. Płynność od początku do końca. Wszystko przypomina mi dotyk matki, która tuli swoje dziecko.
W powietrzu czuje się energię masującego. To podstawa w Lomi Lomi. Słyszę spokojny oddech. Wraz z wydychanym powietrzem jakby intencja płynęła i dobre słowo. Jakby pomagała uwolnić się nam od przykrych wspomnień. Szybko zapominam, o tym, co było. Przestaję gdybać. Liczy się tu i teraz. W ulotce czytam: Lomi Lomi pomaga w zjednoczeniu umysłu i ciała. Ulotka nie kłamie.
Lomi Lomi to szacunek, zaangażowanie i pełne zainteresowanie. Dlatego tak ważne kto go robi i z jakim nastawieniem. Ja trafiłam idealnie. Było bosko. Zasnęłam na chwilę.

PożegnaniaDSCF9564
Wyjeżdżam z ośrodka pełna optymizmu, spokojna i dotleniona. Wymasowana, poprzytulana z mega dawką dobrej energii. Mądrzejsza o nowe doświadczenia i to nie tylko te warsztatowe. Dowiedziałam się, że lubię grać na bębnach, chociaż tutaj bębnów nie ma. Usłyszałam również, że kiedy się wkurwisz, można się tym cieszyć. Sprawdziłam. Działa. Zatańczyłam do słów: Dancing to the end of love, a na koniec rozbawiła mnie informacja, że męski penis działa jak GPS. Coś w tym jest. Nawet całkiem sporo.
Od cudownych pań, które dbały o nasze brzuchy, dowiedziałam się jak zrobić naprawdę smaczną pastę słonecznikową oraz gdzie kupić najlepszy jogurt, jaki jadłam. Nazwa Horeca z Macro warta jest zapamiętania. Do tego dostałam na drogę domowe wegańskie gołąbki.
Rozklejam się na czas pożegnań. Łzy w oczach stają. Ręce splecione i bose stopy to mój ulubiony widok. Nie wszystkich była okazja poznać bliżej, a ja zawsze powtarzam, że warto. Bledną wtedy domysły i znikają oceny. Cóż mi pozostaje na koniec powiedzieć? Na wyjazdach pięknych doświadczeń z cudownymi ludźmi wszystkim życzę.

DSCF9605 DSCF9635DSCF9592 DSCF9589 DSCF9566 DSCF9560   DSCF9506DSCF9504DSCF9542DSCF9532

Opowieści dziwnej treści, czyli o warsztatach innych niż wszystkie i życiodajnym oddechu 3/4

Wstaję rano. Patrzę na mój brzuch. Zadowolony. Oj przeponka się napracowała. Całe to skakanie tutaj, zabawy, tupanie nogami, śmichy hichy, których dużo podczas pracy z ciałem przekładają się na brzuch i resztę ciała. Zakładam się, że 3 tygodnie pracy z oddechem, a pojawi się „kaloryfer” czy jak kto woli płaski brzuszek. Będzie przypominał brzuch gladiatora. No, chyba że brzuch jest bojlerkiem czy jak również nazywają brzuchem piwnym, wtedy nieco dłużej. Ale się rozgadałam. Przechodzimy do konkretów.

Co tu się w ogóle dzieje?
Wszystko, czego można doznać na tych warsztatach to procesy, tak ważne w naszym życiu i tak potrzebne. To praca ze samym Sobą. Ja jestem tutaj uczniem, a moim nauczycielem przez te kilka dni Govind Pushan.

Kto to jest ten Pushan?
Przede mną siedzi wysoki, szczupły Hiszpan w jego flotowym ubraniu. Ma na Sobie czarną dopasowana bluzkę z długimi rękawami i czarne dresowe spodnie, czarny pasek u zegarka i czarne majtki, bo jakby mogło być inaczej. Kiedy świętuje czarny zamienia na biały. Celebrowanie radości ma dla niego duże znaczenie. Przedstawia się: My name is Pushan. Uśmiecha się co rusz i co jakiś czas wydaje z Siebie dźwięczne: A ja ja! Czasami mijamy się wzrokiem. Emanuje z nich spokój, bezpieczeństwo i zaangażowanie. Daleko przed nim widzę jego duże bose stopy. Większość tu obecnych kocha stąpać na boso, więc ogólnie stóp jest dużo więcej. Pushan siedzi zabawnie w rozkroku i nóżkami od czasu do czasu przebiera. Jak dziecko. Szybko ekscytuje się, gdy zaczyna mówić o tym, co go kręci.
Szczupły o dość ostrych rysach twarzy. Na brązowe oczy czasami opada dłuższa bujna kręcona frywolna czupryna. Oczy często szukające i ciekawskie. Lekki kilkudniowy zarost taki jak obecnie w modzie. „Banan” na twarzy oraz kilka sympatycznych i pozytywnych zmarszczek mimicznych. Nie ma co się dziwić, bo on cały czas na wszystkie strony buzią rusza. Długie palce u rąk również nie usiedzą spokojnie. Pokazują i gestykulują bez zbytniego pośpiechu. Ciepły człowiek i co najważniejsze o oddychaniu wie prawie wszystko.
Mówi o Sobie romantyk i dramaturg, co w śmieciach ludzkiej osobowości lubi poszperać. Dużo bardziej przepada za pomaganiem niż szperaniem. Znawca technik, które potrafią uwolnić nasze ciało od traum i tego, co nas gryzie.
Każdy dzień z Pushanem przynosi coś nowego. Żeby to poczuć trzeba tu być, tak po prostu. Z zewnątrz często wygląda to, jak forma zabawy. W rzeczywistości ciekawa praca, której w ogłoszeniu nie znajdziecie.

Sposób na uważność
Wyobraź Sobie, że chwilę czasu, który uważasz za tak cenny,poświęcasz zwykłemu chodzeniu na bosaka, Ćwiczysz uważnie, przyglądasz się co dzieje się z Twoimi stopami i pod nimi. Zapomnij na chwilę o gotowaniu obiadu, sprzątnięciu butów sprzed wejścia, czy zaglądaniu na portal społecznościowy. Doświadczaj, co czujesz, jakie emocje temu towarzyszą, jak zachowa się ciało. Rozglądaj co dzieje się dookoła, w górze, w dole i po bokach. Wolno i bez poganiania samego Siebie. Kiedy ostatnio tak chodziłeś spokojnie? Zazwyczaj w biegu i w biegu, bo biegają inni, a nasza głowa podpowiada: Rytmu dotrzymaj, nie możesz inaczej. Nie możesz być inny, bo stracisz, bo będziesz gorszy. Wyjdź na śnieg, pochodź na bosaka po chodniku, póki jeszcze nikt nie postawił znaków zakazu chodzenia na bosaka. Nasze stopy lubią zmiany, lubią ciepło, zimno i dotykać różne nawierzchnie.

Nasza prawdziwa twarz
Kiedy stoisz przed lustrem rano, popatrz na swoją twarz, Pomiń stwierdzenia: O znowu jakiś pryszcz. Nie przyglądaj się nowym zmarszczkom, które właśnie się pojawiły. To przecież naturalne procesy. Oswój się z nimi. Zostaw to. Na twarzy odczytaj Twoje życiowe radości i smutki. Nie przykryjesz ich makijażem. Golenie również nie pomoże. Jeśli będziesz to dostrzegał, to pierwszym krokiem do zmiany, będzie ocena sytuacji i pozytywne nastawienie się na resztę dnia.
Poruszaj buzią. Przyglądnij się swojej mimice. Mimika jest taka bogata. Rozruszaj mięśnie twarzy. Naucz się nią kręcić na prawo i lewo. Masz dziecka w pobliżu? Pobaw się z nim w lustra. Ty emocje na twarzy pokazujesz, a on naśladuje. Zazdrość, niedowierzanie, proszenie o coś, brak zaufania, miłość, strach. Potem zerknij w oczy. Sprawdź, ile kryją w sobie ekspresji. Oczy nigdy nie kłamią. Naucz się w nie patrzeć.

Czarne contra białe po raz drugi
Podczas jednego z dzisiejszych ćwiczeń wcieliłam się w dziką czarną panterę. Stwierdzam, że fajnie być czarną, bo ja na co dzień blondyna. Chodziłam czujna nisko nad podłogą. Wypatrywałam niebezpieczeństwa i ostrzegałam zwierzęta, że to ja jestem tu panem i władcą. Robiłam przy tym spokojne ruchy. Oddychałam głęboko, a mój oddech niósł się daleko. Czasami pokazywałam swoją siłę. Warto pamiętać, że wszyscy ją mamy. Potem byłam czaplą. Długimi nogami brodziłam po wodzie w poszukiwaniu jedzenia. No i jeszcze szczeniaczkiem co szybko z radości dyszy. Bawiłam się oddechem i ciałem. Jakie wyciągnęłam dla Was i dla siebie wnioski?

Chcesz poprawić jakość swojego życia? Uwierz w swoją siłę, doszukaj się w Sobie delikatności lub przeciwnie — wojownika. Popraw swoje słabe strony poprzez zabawę. Staniesz się pewny siebie, uwierzysz we własne możliwości, wzmocnisz ciało i nauczysz się obserwować Siebie.
Chcesz na chwilę poczuć się zupełnie wolny? Zamień się w orła lecącego nad modrą wodą do swojego gniazda na wysokim szczycie.
Chcesz poczuć siłę i dzikość? Przyjmij postawę, gesty oraz wydaj odgłosy goryla pokazującego swoją wyższość. Wzorców doszukuj się w przyrodzie.
Znajdź więc bezpieczny kąt. Tam, gdzie nikt Cię nie widzi i nikt nie usłyszy. Kto odważniejszy niech uprzedzi sąsiadów. Zamknij oczy i baw się dobrze. Życzę dużo nowych zaskakujących wrażeń. Jak będziesz potrzebował towarzystwa, wiesz gdzie mnie szukać.

Opowieści dziwnej treści, czyli o warsztatach innych niż wszystkie i życiodajnym oddechu 2/4

Tym razem troszkę wiedzy zebranej dzisiaj oraz tej z wcześniejszych doświadczeń. Będzie o medytacji, co ją dynamiczną nazywają. Opowiem, jak to faktycznie jest z tym naszym oddechem, przypomnę o śmiesznym stworze zwanym przeponą. Będzie też o naszych stopach i o tym, co wspólnego mają z oddychaniem. A na koniec co się robi na tak nietypowych warsztatach.

Medytacja dynamiczna
Wyobraź Sobie krople potu powoli spływającą od karku wzdłuż kręgosłupa. Taką witającą się z każdym jego kręgiem i podążającą dalej w kierunku jak podpowiada jej grawitacja. W odcinku krzyżowym nieco zwalnia, bo ma troszkę trudniej, potem obiera ciekawą drogę po pośladkach. Przez chwilę popieści w miejscu ich łączenia. Spływa po udzie, aby zatrzymać się w zgięciu kolana. Jest chłodna i wydaje się całkiem nieduża. Przeźroczysta w środku a na zewnątrz z lekką poświatą. Wygląda jak kropla rosy. Pozostawia po Sobie ślad w postaci cieniutkiej smugi jak ślimak pełzający po gładkiej nawierzchni. Odczuwasz w tym miejscu lekki chłód pojawiający się na rozgrzanym ciele. Czujesz kropli kształt. Nie da się przeoczyć. Na niej się tylko jesteś w stanie skupić, tak Twoją uwagę przyciąga. I co? Czujesz, jak Cię łaskocze?
Doznałam dzisiaj tego uczucia.
Tak wiem, że medytacja kojarzy się z siedzeniem i gapieniem się w jeden punkt. Takie tam nic nierobienie. Rodzajów medytacji jednak jest niezliczona ilość. Dzisiaj doświadczam tej, która ma w sobie masę dynamiki. Energetycznej, która z rana sił dodaje witalnych. Pozwala również wyrzucić z siebie negatywne emocje. Po pracy z nieregularnym głębokim oddechem potem skakaniu jak piłeczka z rękami w górze, następnie staniu w bezruchu dłuższą chwilę w niewygodnej pozycji oraz ekspresyjnym tańcu, poczułam się jak nowo narodzona. Dziękowałam ciału, że tak mi służy, a życiu za to, że go dostałam.

Jak to jest z tym oddechem
Pierwsze moje spostrzeżenia, pojawiły się dawno temu. Podczas ćwiczeń z jogą. Zauważyłam, że wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy po prostu pozwolili ciału na oddech. Nie przeszkadzali i nie blokowali. Na co dzień oddychamy płytko, nie wykorzystując pełnych możliwości naszych płuc, które przecież zostały stworzone, żeby dotleniać naszą krew. Nie wspomnę o przeponie.
Co więcej, dzięki wszystkim negatywnym emocjom, które kolekcjonujemy przez lata typu złość, strach, żal czy chociażby smutki wszelakie, nasze nieuwalniane napięcia sięgają zenitu. Zaciskamy klatkę piersiową. Stajemy się spięci i mało elastyczni. Twarz coraz rzadziej się śmieje, więc widać na niej jedną z oznak powracających wyzwań w postaci opadających końcówek ust. Zaciskamy mocno szczękę, a kiedy chcemy otworzyć szeroko buzie, to boli, szczypie i skóra piecze. Sprawdź sam. Spinamy się cali, gdy tylko ktoś chce nas dotknąć. Ograniczamy swój ruch. To wszystko ma wpływ na oddech.
Pamiętasz, kiedy ostatnim razem zrobiłeś, chociaż kilka głębokich wdechów i wydechów? Takich ja mówią pełną piersią? Tak dla zdrowotności i dobrego samopoczucia? Wiedz, że kiedyś Twoje ciało robiło to z automatu. Dzisiaj warto mu o tych dobrych nawykach przypomnieć.

Przepona
Wielu z nas o niej zapomniało. Niektórym trudno ją zlokalizować. Jak jest ważna, wie śpiewak, pływak, nurek i każdy, kto na przeponie pracuje. To ona napełniana powietrzem masuje chociażby nasze jelita. Ruch jelit uwalnia ciepło, a ciepło to energia. Ta znowu pobudza nasz układ do działania, a to już kroczek do małych i wielkich radości. Pierwsza mała radość? Wymasowane jelita to lepsza perystaltyka.
Czy czułeś kiedyś głos, który rodzi się w przeponie? Dźwięk, który nie wychodzi z gardła, a z Twojego brzucha? Czy tak się da? Oczywiście. Czy czułeś kiedyś powietrze, w brzuchu, które powoduje, że możesz bawić się nim jak pompowanym ciągle na nowo balonem? Czasami takie zabawy spotkasz, idąc na jogę.
Powiecie oj taka tam, przepona. Drobiazg. Mało to rzeczy, o których zapominamy albo mówią: Bez tego da się żyć? Figa z makiem. Każda nasza część jest po coś, ktoś tak wymyślił. Warto to sobie uzmysłowić.
Przeponka niepozorna jednak się przydaje. Chociażby po to, aby mieć w życiu przyjemność, o której niejeden marzy. Taką prawdziwą, nie ot tak po łepkach. Blokowana przepona dzieli nasze ciało na pół. Spójrz na swój pępek. Nad nim się umiejscowiła. Połóż rękę w tym miejscu, nabierz powietrza, aby nie zatrzymało się w płucach, a przeponę poczujesz. Pod nią i pępkiem wszystko, co wzmaga największe nasze odczucia, Tam ukryte są emocje i więzi, chociaż większość myśli, że w głowie. Owszem myśli kreują emocje, ale nie w małej główce jest emocji miejsce.
Wróćmy do przyjemności. Zapominając o przeponie, odcinamy naszą seksualność umiejscowioną poniżej brzucha. A potem dziwimy się, że seks nie wychodzi. No i gdzie ta przyjemność co na filmach się człowiek naogląda z zazdrością? Kochani, czas oczy otworzyć i poznać nasze ciało. Po pierwsze przestać wstydzić, się mówić o rzeczach naturalnych przyjętych za wstydliwe. Zaraz potem nad seksualnością popracować.

Uziemienie, czyli stopy lubią ziemię
Było o głowie, płucach i przeponie. Jedziemy na sam dół naszego ciała. Stopy. Przyglądałeś się kiedyś swoim stopom? Zwróć na nich przez chwilę uwagę. Od rana do wieczora podążasz za nimi. Poświęcasz im chwilkę, gdy paznokcie trzeba obciąć, bo już za długie a co z resztą? Stopy są częścią naszego ciała tak jak my istotą tego świata. Mocno stąpają po ziemi. Dzięki nim trzymasz równowagę. Codziennie uszczęśliwiamy ich na siłę. Wkładamy buty. Będąc u mamusi czy babci, ta również nie pozwoli im na chwilę radości, bo papucie podsuwa, bo podłoga zimna, chociaż na podłodze dywany. Zapamiętajcie: Stopy lubią być bose. Lubią czuć, co jest pod nimi. Lubią dotyk różnych rodzajów podłoża, tak jak Ty lubisz dotyk bliskiej Ci osoby. Są wrażliwe podobnie jak dłonie. No i dodam, że ładnie wychodzą na zdjęciach. Spróbuj ich masować, przesuwając delikatnie i powoli całą dłoń po podbiciu. Możesz to zrobić podczas oglądania filmu. Daj im 10 minut, a zobaczysz, jakie zrobią się pulchniutkie. Spróbuj się przejść. Poczuj różnicę.
Zapytacie: Co stopy mają wspólnego z oddechem? Jedno i drugie należy do skomplikowanego układu scalonego. Napędzają się nawzajem lub uspokajają.

Nauka oddychania w grupie
Jestem w miejscu bezpiecznym. Zadbali o to już na samym początku, dlatego mogę zaufać. Zaufanie to podstawa w wielu aspektach naszego życia Wśród ludzi, którzy na czas warsztatów deklarują się pomagać, wspierać w różnych procesach i wspólnie radować. Gdzie nie ma ocen i nikt z nikogo się nie śmieje, za to wszyscy potrafią się śmiać razem. Za oknem zimno i ponuro, nikt nie zwraca na to uwagi. Gwiazdek hotelowych tutaj nie ma nad wejściem, ale nie dla wyszukanych baterii w łazienkach przyjeżdża się w to miejsce. Tutaj ceni się inne wartości. Spokój oraz ciekawych ludzi o ciepłych serduchach, których nigdy za wiele w bliskim nam otoczeniu. W przyjaznym miejscu i wśród tych życzliwych zaczynam pracę z oddechem.
Nauka oddychania. Na pierwszy rzut oka można ocenić że: Nuda. Pierwsze wyobrażenie to: Siedzę, nabieram i wypuszczam powietrze. I tak w kółko kilka dni. A jaka jest rzeczywistość? Nudy nie ma. Oddechem można się bawić lub odwrotnie w zabawie poznawać różne rodzaje oddechów. Było więc na sali naśladowanie pociągu w postaci zabawy: Była jazda — puf, puf. To był oczywiście tradycyjny pociąg na węgiel. Żaden tam Pendolino. Wcielałam się również w groźnego warczącego psa broniącego posesji. Na czterech łapach, nie inaczej. Potem zabawa w przemiłe kotki i naśladowanie dziecięcych zabaw w przedszkolu. Szkoda, że tego nie widzieliście. Trochę nabałaganiliśmy i narobiliśmy rabanu. W końcu przecież byliśmy szczęśliwymi dzieciakami, takimi co mówią: tra la la i bawią w berka.

To był dzień pełen wrażeń. Była terapia śmiechem i płacz dla równowagi. W przerwach zabawa własnym stopami, potem celebracje radości oraz mnóstwo tańca. Wszystko to może wydawać się dziwne czy zabawne, ale jest w tym ukryty cel. Wszystkie te ćwiczenia to przykrywka mocnej pracy mentalnej.
Kiedy opowiadam o takich rzeczach, ludzie mówią: Nauka oddychania. To takie mało poważne. Nie zachowuj się jak dziecko. Nie wypada. To nic nie daje. Pytają: Po co to wszystko? Odpowiadam. Bo kiedy zaczynasz odpowiednią pracę nad sobą, oczy otwierają się na nowe. Zrzucasz to co Cię dusi, gryzie i boli, bo jest Ci z tym niewygodnie. Ponieważ to nie jest Twoje. Jakbyś z więzów uwalniał się powoli. Praca z oddechem to jeden ze sposobów. Ty możesz poszukać swojego na poprawę jakości życia.

Opowieści dziwnej treści, czyli o warsztatach innych niż wszystkie i życiodajnym oddechu 1/4

Zadano mi pytanie: Gdzie jedziesz? Odpowiedź brzmiała: Będę pracować z oddechem. Zobaczyłam wielkie zdziwienie w oczach i usłyszałam głośniejsze: Ale — Ale przecież Ty umiesz oddychać! Każdy umie. Wiem, że dla niektórych to będzie inna bajka. Ciekawy? No to posłuchaj bajki, która ma szczęśliwe zakończenie. Dzisiaj głównie o miejscu, w którym uczą na nowo oddechu. Takie wprowadzenie.

W środku lasu
Przyjęłam w życiu zasadę. Kiedy czegoś chcę bardzo spróbować lub dotknąć, lub miło spędzić czas na naszej polskiej ziemi, nie patrzę na adres. Najpierw zgłaszam udział i wpłacam zaliczkę. Dlaczego? Bo zbyt wiele widziałam przypadków zniechęcenia i rezygnacji z tego powodu, że gdzieś jest za daleko. Zbyt wiele razy zrezygnowałam już na początku, a potem pojawiał się żal.
Formalności stało się zadość. Jadę na warsztaty. Sprawdzam adres. Prawie 7 godzin drogi. Minie szybko. Włączam muzyczkę. Droga przyjemna. Słońce świeci. Troszkę autostrad i dróg szybkiego ruchu, troszkę remontów dla złamania nudy. Prawdziwe emocje zaczynają się przy ostatnich kilometrach. Wokół już ciemność zapadła. Szukam posesji, która nie figuruje w moim GPS.
Wyobraź Sobie wielką bramę z malutką tabliczką przy wjeździe do małego miasteczka o wdzięcznej nazwie Kawkowo. Za bramą zaczyna się las. Czujesz się jak w filmie „Zaczarowany ogród”, Oszronione korony oświetlone przez reflektory samochodu wyglądają magicznie. Tylko drzewa i Ty. Jedna droga, więc jedziesz przed Siebie. Myślisz: Skoro droga jedna, to na końcu będzie cel. Drzew coraz więcej. Tylko Ty i one, i muzyka z głośników dobiegająca. Rytmy szamańskich bębnów i odgłosy z lasów tropikalnych. Pasuje do tego miejsca. Przed tobą leśny rozjazd. No kto by się spodziewał. Leśna droga śliska. Tłumaczysz sobie, że to naturalne, bo przecież w lesie dróg nikt nie posypuje. Wyjeżdżone, czyli drogą dedukcji stwierdzasz, że ktoś tędy jeździ.
Gdyby tylko nie te górki. Samochód sam zjeżdża. Jazda jak na sankach. Jest frajda. Zakładasz, że w nikogo nie wjedziesz, co najwyżej będziesz miał bliskie spotkanie z tutejszym zadrzewieniem. Muzyka coraz bardziej tajemnicza. A końca jak nie ma, tak nie ma. Przed Tobą amochód jakiś stoi w bezruchu, a Twoje hamulce się nie słuchają. Cieszysz się z faktu, że będzie kogo o drogę zapytać. Muzyka sięga zenitu. Jazda bez trzymanki. Kierowca ze stoickim spokojem stwierdza, że utknął i potwierdza Twoją nieomylność. Mówisz sam do Siebie: Ale Ty człowieku to masz fart. Za kilka kilometrów dojeżdżasz na miejsce. Wysiadając, wpadasz na właściciela w charakterystycznym kapeluszu, który w progi zaprasza. Przed samym wejściem wita Cię para gęsi. Dwie, bo resztę lis zjadł. Syczą, ale nie są groźne. Mają prawo, bo są u Siebie.

Bingo. Dotarłam na miejsce. W oknach ciepłe światło. W środku grupa ludzi popija herbatkę. Wylegują się na kanapie i spokojnie czekają na resztę. Duża otwarta przestrzeń z wielkimi prawie jak w „Przeminęło z wiatrem” schodami, pozwala szybko ogarnąć wszystko wzrokiem. W zwiewnej sukience podbiega do mnie młoda dziewczyna. Przedstawia się i przytula. Na jej twarzy pisze się zadowolenie. Za chwilkę ktoś następny. Emanuje z nich ciepło. Przesympatyczna osóbka na antresoli również się uśmiecha. Przytulanie jest tu na początku dziennym, a śmiech jest terapią i lekarstwem. Trudno imiona zapamiętać.
Po kilku minutach zasiadając z innymi w salonie, trzymam już w ręku kubek z ciepłym napojem i napawam się spokojem. Nad głową biblioteka z masą książek. Nie jedyna. W tle spokojna muzyczka. Obok rudy kot przemyka. Starowinka. Podobno dziewiętnasty roczek ma na karku. Drugi dużo młodszy zwinął się, lokując na oparciu jednej z kanap. Języka nie ma. Weteran, którego kąpać co jakiś czas trzeba, bo w przeciwieństwie do reszty kolegów nie ma możliwości sam się umyć.
Pali się w kominku. Ciepło rozchodzi się po całym domu. Na stole jabłka i orzechy, jakby kogoś ochota naszła. Mała dziewczynka babeczkami częstuje. Trudno tutaj odróżnić gości od domowników. Wręcz niemożliwe. To jest jedno z tych miejsc, gdzie przekraczając próg, stajesz się członkiem jednej wielkiej rodziny.

Udaję się do pokoju. Korytarze długie. W jednym z nich następna z bibliotek. Mnóstwo książek, którymi można się częstować. Dużo o szczęśliwości, zdrowiu i jak żyć w równowadze. Tych duchowych, dla matek, o wspaniałych ludziach i dużo, dużo więcej. Pokój znajduje się niedaleko głównej sali, gdzie odbywają się warsztaty. Zaglądam. Dużo materacy, poduszek, kocyków, świec i głośniki. Kolorowo. Będzie ciekawie. Czuję to nosem, podobnie jak ciepły, słodki zapach, który unosi się w powietrzu.
c.d.n.

DSCF9668DSCF9698   DSCF9671 DSCF9685 DSCF9665DSCF9648DSCF9707 DSCF9664DSCF9691  DSCF9646

MAMMA MIA! Erotyczna czy namiętna?

Usłyszałam słowa: Erotyczna MAMMA MIA! Za głowę się złapałam? Że co? Przecież oglądałam film. Przecież grają ten musical na całym świecie. Oglądnęły go miliony ludzi, a następni czekają z utęsknieniem. Powiedziałam sobie: Jadę sprawdzić. No i dojechałam. Jak ja postrzegam MAMMA MIA!? Dowiecie się, gdy dotrwacie do końca.

Przedstawienie czas zacząć
Do teatru Roma w Warszawie, wpadam w ostatniej chwili. O mamma mia! Najważniejsze, że nie spóźniona. W szatni na szybko zostawiam manele. Młoda dziewczyna kurtkę ode mnie odbiera. Sympatyczna ochotniczka z dwoma jak u małej dziewczynki kucykami. Zbiera na wyjazd do Grecji. Tyle o szatni. Biegnę, bo czasu maluteńko.
Oho! Dzwonek. Zaczyna się. Jestem w chmurach, na scenie wyświetlany motyw latania. Fajne chmury, powiało wiaterkiem, ciepło mi się zrobiło. Oho! Jestem w Grecji na wyspie Skopelos. Za te pieniążki i patrząc na oszczędność czasu chyba warto. Morze szumi. O rety. Fajniusio. Superowo. Na pustą scenę wpada dziewczyna. Krótkie spodenki, letnia koszulka. Słychać szum fal a nad dziewczyną chmury cały czas płyną. Zaczyna śpiewać. No to już mnie kupiła. Widzę morze, morze widzę! Hip. Hip hurra. Wydaje się tak blisko. Cholibka, gdyby nie ta loża VIP, miałabym na wyciągnięcie ręki. Teraz krótkie streszczenie tego, co na scenie się dzieje.

Pierwsze piętro i loża VIP
Zasiadam na czerwonych fotelach. Dziwnie się tutaj czuję jak w pierwszej klasie samolotu, tylko w samolocie pierwsza klasa z przodu, a tutaj jakoś tak do sceny daleko. Czuję się, jakbym wylądowała obok najdalszej toalety.
Nigdy nie wierzcie nazwom. Czasami przereklamowane. Słyszę, że na siedzeniu obok kiedyś prezydent siedział. Który? A co to ma za znaczenie, skoro ja twarzy aktorów nie zobaczę i ich emocji wymalowanych. Szczegółów mi będzie brakować kochani. Drobiazgów, które są kropką nad i. Tym, co na dole lekko zazdroszczę. Koniec, już nie panikuję. Będzie dobrze. Zawsze można przyjechać po raz drugi. Wy pamiętajcie ludziska, że wybory często macie. Nie dajcie się zwieźć czerwonym fotelom i atłasom. Małe jest piękne no i tańsze.
Wracam na scenę. O mamma mia! Powiadam, ale nie panikuje.
Nagłośnienie w teatrze ROMA rewelka. Tylko ABBY słuchać. Uwielbiałam ten zespół, mając lat pięć, kiedy po raz pierwszy za czasów PRL nie wiem jakim cudem pojawili się w polskiej TV, uwielbiam go i dzisiaj. Wyobraźcie Sobie czasy, kiedy o języku angielskim mało kto słyszał. Na konferencji znaleźli cudem tłumacza, tylko że ten na muzyce się nie znał. Było ciekawie. Ale wróćmy do szwedzkiej magicznej czwórki, co do polskiego narodu miała wielką cierpliwość. Ich płyty towarzyszą pokoleniom. Nawet najmłodsze z tego, co słyszę, nie powie o nich nic złego.
W tym miejscu szacunek dla tej, co stworzyła całą tę opowieść, dopasowując do niej piosenki ABBY. Niejakiej Cathrine Johnson dziękuję. Za musical i późniejszą jego ekranizację. Czy są wśród nas, Ci co filmu nie oglądali? Nie wierzę.

O czym w ogóle jest MAMMA MIA
O życiu kochani. O szaleństwach za młodu i wyzwaniach, gdy się jest troszkę starszym. Dużo o miłości oraz o tym, że przez życie warto iść w rytmie optymistycznych piosenek. One dają nam siłę do spełniania marzeń.
Wyobraźcie Sobie środek lata i małą wyspę na środku morza. Drobna, urokliwa, dwudziestolatka o imieniu Sophie zaprasza na swój ślub trzech obcych mężczyzn, z których każdy z nich może być tatusiem. Powiecie: Mamusia Donna poszalała? No wiecie: Dzieci kwiaty, młodzieńcza ciekawość i takie tam. Dziwicie się mamusi? Pamiętnik Donny, jej nastoletniej córuni do rąk wpadł. Ups. Ot wiele nie trzeba. Samotna mama była wokalistka szalonego zespołu, w skład którego wchodziły jeszcze dwie jej koleżanki, obecnie tawernę na wyspie prowadzi. Boryka się z kłopotami finansowymi, bo samotne matki na wyspach często tak mają. Koleżanki mamuśka ma szalone, każdej życie inne ścieżki wyznaczyło. Jakie? Ciekawe. Pierwsza o imieniu Tanya obsesyjnie wychodziła za mąż za milionerów. Druga Rosie. Taka w księgarni pracuje i jest niezależna.
Potencjalni tatusiowie, którzy pojawiają się na wyspie, zupełnie się od siebie różnią. Architekt Sam, autor książek przyrodniczych Bill i finansista Harry. W końcu dowiadujemy się, kto jest ojcem, ale hola, więcej tajemnicy nie zdradzę. W ostateczności wszyscy poczuwają się do ojcostwa.
Który z nich jest pierwszą miłością Donny, a który ojcem dziewczyny? Czy Sophie w ostateczności poślubia swojego narzeczonego Sky’a i jak wygląda ich wieczór panieński? Czy koleżanki Donny skazane są na los singielek i kto na koniec kogo poślubia? Sprawdźcie sami. Ślub odbywa się. To jedno zdradzić mogę.
Tym którym nie po drodze film polecam musical. Jest na pierwszym miejscu na liście najlepiej zarabiających filmów muzycznych w historii kina, więc chyba warto zerknąć, chociażby z ciekawości?

Co się dzieje w pierwszym akcie oprócz samej sztuki?
Przede mną co rusz zmienia się krajobraz. Uwielbiam mobilne sceny. Możliwości, jakie daje rzutnik i grę świateł. A do tego muzyka prawdziwa. Spod podziemi wyłania się mała główka dyrygenta. Postać wygląda co jakiś czas na chwilkę, jakby chciała coś skontrolować. Cichociemny elegancki pan. Pół ciemnej czupryny widzę i rączki a reszta gdzieś niżej. Smokingu nie widać, a właśnie w nim go najczęściej kojarzę. Nieodgadniony dla mnie zawód. Zarabia na machaniu rękami, a reszta go słucha. Kiedyś dowiem się, o co w tym biega, ale nie tutaj i nie dzisiaj. Orkiestra również schowana gdzieś pod podłogą gra na żywo. Gratulacje chłopaki i dziewczyny. Bez Was to nie byłoby to.
Na scenie w tym czasie dla każdego coś miłego.

Słońce, woda i „seks” bez pikantnych scen.
Na scenie urokliwe dziewczyny o głosach anielskich i przystojniaków spora garść. Oni troszkę mniej anielsko śpiewają, ale za to, jak oni tańczą. Ho. Ho. Teraz z dedykacją dla dziewczyn i niektórych chłopców, będzie o tym jednym z kaloryferem na brzuchu. Doczytałam o tancerzach. Ten na imię ma Arek i jest swingiem tanecznym. Wysoki, z bródką kilkudniową. Rzuca się w oczy z najdalszego punktu sali. Bawi się sceną, a scena go kocha. Jest również kilku jego kolegów, takich co mu dorównują. Dalej zastanawiacie się nad kupnem biletów?
A teraz uwaga chłopcy i niektóre dziewczęta. Pamiętacie? Jesteśmy w Grecji i jest środek lata. Na scenie bardzo ciepło, więc i stroje są zwiewne, ponętne. Kobiety bez względu na wiek wyglądają bardzo apetycznie. Na Sali widzę wielu panów. Siedzą cichutko i napatrzyć się nie mogą. Jedna żona obok, zamiast na scenę na partnera spogląda.
Czego możecie się jeszcze spodziewać oprócz lekko zazdrosnych żon? Pojawia się łapanie za pupy w formie zabawy. Obmacywanie, ale co najwyżej sztucznych rzeźb. Sceny miłosne jak w dobrych filmach. Mierzi kogoś? Podkreślam, wszystko jest w formie zabawy. Osobiście twierdzę, iż wiernie oddane są wszystkie uczucia, które zbliżają do siebie nas ludzi. Jeśli ktoś szuka erotyki i seksualności, znajdzie ją wysoko na półkach wchodząc na stację benzynową. Tutaj na scenie namiętność z muzyką się przeplata. Zmysłowość, miłość wszechobecna, zamiłowanie do poszukiwań i odkrywania. Coś dla młodzieży? A i owszem. Dla starszych? Jak najbardziej. Przecież na tym świat jest zbudowany. Przytulanie się i słodkie pocałunki, towarzyszą nam od narodzin do śmierci. To nieodłączna część nas.
Na widowni widzę cały przekrój wiekowy. Kilkunastolatkowie w barze coś do picia kupują. Są matki tych dzieci i ich dziadkowie. Kilkuletni chłopcy na przerwie w przesłodkich marynarkach przemykają. Słowo erotyzm do MAMMA MIA! Mnie nie pasuje. Erotyzm potrafi zepsuć, a Ci chłopcy co najwyżej wyjdą z tego miejsca uświadomieni, jak dużo delikatności i radości jest w kochaniu innych.

Druga połowa
No i rozpłakałam się przy solówce. Kobiecy głos króluje. Męskie? MAMMA MIA! Nie ma szczęścia do śpiewających facetów. Zaczęło się od filmowego aktora o dźwięcznym imieniu Pierce Brosman. Kiedyś się trafią Ci, co naprawdę dorównają kobietom. Warto poczekać. Sorry chłopcy. Słodcy jesteście, ale tak podpowiada mi moje ucho.
Zakończenie historii jest refleksyjne. Młodzi wypływają na łodzi w spokojne morze ze słowami z piosenki: „Marzenie mam”. Nad nimi niebo rozgwieżdżone. Zrobiło się romantycznie. To nie koniec. Widzę schody świecące na biało z setkami żarówek, takie jak za PRL, kiedy to ABBA gościła w Polsce. Do tego 3 kobiety w błyszczących strojach śpiewające „Dancing Queen” No i wielka kula dyskotekowa obiecywana na samym początku. Na słowa Chcecie więcej słyszę jednogłośne: Taaak! A potem to już tylko disco i oklaski na stojąco.
No i zleciało 3 godziny w mig. Nie chciało się wychodzić, ale cóż, następni czekają przed drzwiami. Za chwilę oni będą się dobrze bawić.

Cóż mogę powiedzieć o MAMMA MIA na koniec. Piosenki zespołu ABBA śpiewano już po japońsku i chińsku a samą sztukę przedstawiano w większości języków. Flamandzkim, holenderskim, niemieckim i wielu innych. Przyszedł czas na Polskę. Najwyższy.
Czym jest MAMMA MIA! ? Obstaję, że, musicalem i romantyczną komedią. Jak pisałam wcześniej: namiętną, zmysłową i wypełnioną miłością. Jeśli chcecie wyrobić własne zdanie, sprawdźcie sami.
Z Sali Teatru Roma, na żywo, relację zdała sama właścicielka bloga.

20170128_174020

Dobre rady na odpady, czyli jak zacząć lepiej dzień

Czy zaczęliście kiedyś dzień od narzekania?
Nie polecam.
Wstajesz rano, a raczej wydaje Ci się, że wstajesz. Fizycznie nie wstajesz, bo nogi nie słuchają. Ty do nich mówisz: Won mi z łóżka, a one do Ciebie: O nie, nie. Ty do nich: Ale już. One jeszcze większy opór dają. Leniwe, ciężkawe i mówią, że im ciepło. Pojawiają się pierwsze oznaki niesmaku. A dalej już tylko gorzej.
Wreszcie przemogłeś się i wstałeś. Kierunek toaleta. Kości powoli chcesz rozruszać. Wiesz, że kolana, jak i pozostałe kończyny i części ciała, będą Ci potrzebne do wszelakich czynności i przyjemności. Dbasz o zdrowie, o kolana również. Bolą od jakiegoś czasu. Śliska podłoga i bęc kolanko solidnie doprawiasz. Oj będzie siniorek i to na obu. Wyrzucasz z Siebie bezwiednie litanię, której nie będę na forum powtarzać. Nerwowość narasta.
Wsiadasz do samochodu. Jest sobota, wcześnie rano. Za oknem mróz a Ty narzuciłeś tylko coś na piżamę. Kurtka na szybkacza. Pierwsza lepsza czapka, która pod ręką. Zero strojenia. Miało być tam i z powrotem. Jedziesz ze świadomością, że reszta śpi jeszcze słodko. Tu się nie denerwujesz. Jechać chciałeś. Włączasz grajkę. W radio słyszysz, że słowo EPOKA kończy się na literę K. To ci nowina. Zaraz potem, że w jednym ze szpitali urodziło się tyle i tyle dzieci. Szpital oczywiście na drugim końcu Polski, a do Twoich delikatnych uszu, o które również oczywiście dbasz, te same dane statystyczne docierają po raz kolejny. Kobieta się powtarza. Myślisz: Ale to nie moje? Na co mi to. Litości. Na koniec reklama, którą zarzucają Cię we wszystkich mediach, która obiecuje, że jak weźmiesz lek na wątrobę, to przy okazji zrzucisz wagę. Takie 2 w 1. Bardzo modne. Ty jednak nie masz nadwagi. Wyłączasz radio. Patrzysz na tablicę rozdzielczą. Paliwa starczy na 10 kilometrów. No to pikno jak godojom górole. Tłumaczysz Sobie: Takie chwile są potrzebne, chociażby po to, aby móc ćwiczyć cierpliwości od rana.

Czujecie już te klimaty?
Takie tam drobiazgi. Jeden nie zauważy, drugiemu potrafią zepsuć dzień. W jeden dzień nie mają znaczenia, w inny drażnią, a nawet doprowadzają do szewskiej pasji.
Wiecie, że gdy zaczniecie karmić takie momenty, włączając do tego narzekanie, możecie spodziewać się marnego zakończenia? Jak mówią: Ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka.
Co wtedy zrobić, żeby dzień nie okazał się pod koniec koszmarem?
Osobiście polecam, jak najszybciej szukać pozytywów.

Usłyszeliście właśnie moją historię. Co było dalej?
Nie patrząc na ubiór, pojechałam do supermarketu w poszukiwaniu radości. Myślicie, że było łatwo? W sklepie większość to zaspane ponuraczki. Mężowie co ich z rana żony do sklepu wysłały. Zaspane matki z dziećmi, takimi co rano spać nie dały. Wreszcie Bingo. Jedna osoba się uśmiechała. Jak się szczęścia szuka, to się znajdzie. Jak się człowiek uśmiechnie to i do niego się uśmiechną. Z miłą panią za kasą o radościach i smutkach zagadałam. Smutki u ludzi tego dnia potwierdziła. Wie, bo ogląda kupujących codziennie, od rana do wieczora. Ponurzy ludzie, bo pogoda ponura. Często tak się od pogody, na naszą niekorzyść uzależniamy. Ach ta nasza natura. Sympatyczna skromna Pani, na moje szczęście nie dała się chandrze. Ona się z mojej piżamy pośmiała, a ja z wiadra kawy, które na początek dnia Sobie zapodała. Ot i zmienił się kierunek patrzenia i myślenia.

Jeśli uda Wam się zmienić nastawienie na pozytywne, zachowajcie uśmiech za wszelką cenę. Pielęgnujcie, bo jak wspomniałam: Ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka. W tę stronę też działa.
Pielęgnujcie to, co pozytywne i szukajcie pozytywnych ludzi dookoła, co w górę ciągną. Na ponuraków uważajcie. Jeśli coś się wydarzyło nie po Waszej myśli, przytulcie. Wszystko jest po coś.
Uśmiechów na buzi w ponure dni życzę.

Zupełnie za free niekonwencjonalna lekcja nauki jazdy na nartach

To nie są marzenia. Wyobraź Sobie, że na nogach masz już buty narciarskie. Nie ważne czy ubrali Ci je kiedyś na siłę, czy trafiłeś na nie czystym przypadkiem. Dzisiaj włożyłeś je, bo kochasz, a nie z żadnego przymusu. Wpiąłeś do nich narty. Wjechałeś krzesełkiem na wysokość około 2000 m. Wow. Na trasach bielutki śnieg bez skazy i pięknie wyratrakowany. Śniegu jest naprawdę dużo i jest wszędzie. Żadnych zabudowań, kominów i nic, co rozprasza Twoją uwagę. Przed Tobą jedynie niebieskie krzesełka dostojnie przesuwające się po grubych linach. Dzielnie i bez przerw na drugie śniadanie, wynoszą ludzi w górę. Po innym szczycie wspinają się czerwone gondolki. A w każdej po kilkanaście ludziaczków. To narciarze i snowboardziści żądni wrażeń. Gondolek jest ze trzydzieści, a może jeszcze więcej. Kto by liczył, gdy wokół tak pięknie. Wielkie korony drzew, osadzone na długich smukłych pniach, pokryte są białym puchem. Jest ich mnóstwo. Nie liczysz drzew. Nie dzisiaj. W oddali śnieżne szczyty połyskują w słońcu i pną się ku górze, jeszcze wyżej i wyżej. Prześcigają się, który będzie pierwszy. Nad głową nieskazitelnie czyste niebo. Dopiero z upływem dnia pojawi się kilka cirrusów, które przyniosą zmienną pogodę jutro. Na dworze -10 stopni C, ale mrozu nie czujesz. Jesteś ciepło ubrany i dobrze zacząłeś dzień. Na śniegu miliardy świetlików. To efekt promieni słonecznych, które chcą dotknąć śniegu. Tych na zdjęciu nie uwiecznisz. Je trzeba samemu wypatrzyć.
Stoisz chwilkę, chociaż inni zaczęli już zabawę ze stokiem. Pochylasz się lekko i już Cię nie ma. Osiągasz wygodne i bezpieczne prędkości. Bawisz się wszystkim, co dookoła. Tak niektórzy mają. Tak może każdy. Po prostu wiatr we włosach. Wróć. Przesadziłam. Kask obowiązkowo na głowie.
Tak może być, jeśli tylko zrobisz pierwszy krok.

Preludium
Początki jak to początki. Obawiasz się, bo to Twój pierwszy poważny zjazd. Inni zasuwają. Ślisko a nogi się rozjeżdżają i jeszcze te krzesełka. Krzesełka to nic. Jeszcze gorszy orczyk. No ale jakimś cudem wyjechałeś na górę. Nieznany Ci instruktor, nieopodal Ciebie, uczy grupkę ludzi w jaskrawych kamizelkach podstaw narciarstwa. Po raz kolejny przypadkiem słyszysz: Aby zjechać w dół ustaw nogi równolegle, zegnij lekko w kolanach i pochyl się w przód. By skręcić w prawo, obie narty przesuń w prawą stronę poprzez podniesienie pięt i przenieś ciężar ciała bardziej na nogę prawą. Czujecie to? Pomyślałam: O Jezus? O co mu chodzi?
Szczerze to ja nigdy nie czułam tych lekcji, bo nudno i książkowo, ale jazdę na nartach kocham. Jest dla mnie czymś więcej niż przesuwaniem się ruchem niejednostajnym na dwóch deskach w dół zbocza. Wtrącę, że lekcji miałam 3 i na tym skończyła się moja standardowa edukacja. Osobiście polecam na ten sport spojrzeć nieco od innej strony a przy tym zaufać Sobie. No i pamiętajcie, że czas jest Waszym sprzymierzeńcem.
Oto krótka lekcja jak bawić się tym, co może sprawiać na początku trudność. Jak próbować i odkrywać przy tym Siebie, nawet jeśli na pytanie: Jak jeździsz? Odpowiadasz: Profesjonalnie.

Krok 1 – Wszystkie negatywne emocje zostaw na bramkach.
Przy pierwszym podjeździe, na dole zostaw to wszystko, co na stoku przeszkadza.
– Strach przed zjazdem, wstyd przed innymi. Nikt nie zabierze. Odbierzesz z powrotem, jeśli oczywiście jeszcze będą Ci potrzebne.
– Nie porównuj się do innych. Bo inni lepiej ubrani, bo inni lepiej jeżdżą. To nie jest też miejsce na popisywanie się. Po co?
– Nie gdybaj. Bo ja tak albo tylko tak a inni to inaczej i lepiej im wychodzi. Odpuść. Nie ma lepszych i gorszych. Każdy upada. Nie patrz na innych, baw się tym.
– Myślisz, że inni patrzą na Ciebie? Bujda. Szkoda im czasu.
– Jeśli trzeba, inni pomogą. Tacy są narciarze. Tak jest w każdym sporcie. Zapaleńcy mają dużo empatii i zawsze dwie ręce, żeby pomóc.
– Każda narta zjeżdża w dół, wcześniej czy później i każda jest Ci przyjacielem.
Z takim myśleniem łatwiej zaczynać.

Krok 2 – Nie jesteś kukiełką.
Twoje nogi, ręce i cały korpus potrafią naprawdę wiele. Kiedy byłeś małym dzieckiem, ruszałeś nimi we wszystkie strony, zginałeś się i przekręcałeś wokół wielu osi. Wystarczy, że narty są nieco sztywne, Ty jesteś taki 5D i o tym na stoku nie zapominaj. Jak wykorzystać te umiejętności? Patrz krok 3.

Krok 3 – Nie piłeś? Udawaj pijanego
Zaczynasz zabawę z jazdą na nartach? Poszalałeś już nieźle i jazda zaczęła Cię nudzić? Znajdź łagodniejszy stok i zabaw się z nim. Zawsze możesz spróbować po stoku pochodzić, nie tak jak na co dzień, ale lekko po pijaku. Każdy z nas tego doświadczył albo był takiego stanu świadkiem. Czuć pod nogami grunt warto, żeby trzymać fason. Raz w prawo, raz w lewo lekko, tutaj nie będzie postrzegane jako nic złego, a nawet wskazane. Jesteś jakby pijany, ale w pełni wszystkiego świadomy. Inaczej przecież nie wypada. Reszta się dopasuje, daj jej tylko szanse. Panujesz nad nogami. Tutaj mięśnie trzymają i chronią stawy, więc kontroluj je. To jedyna różnica między Tobą a człowiekiem na rauszu. Jeśli zaczęło Ci wychodzić i trzeźwość wraca, przejdź do kroku 4.

Krok 4 – Poszukaj Swojej drugiej połowy.
Wyobraź Sobie, że na stoku kogoś ukochanego szukasz. Ktoś ukochany zniknął Ci na chwilę z oczu albo go jeszcze w Twoim życiu nie było, ale wiesz, że się pojawi, a wtedy Twoje życie się zmieni.
Chłopak, mąż, partner, osoba, z którą chcesz spędzić resztę życia.
Jadąc po stoku, możesz zaglądnąć w każdy zakamarek. Rozejrzeć się dookoła. Lekko przykucnąć w odpowiednim momencie. Rozglądaj się, poszukuj, na zakręcie bądź bardziej uważny. Poczuj, jakby wiatr chciałby Cię przechylić w kierunku stoku, bez zrobienia jakiejkolwiek krzywdy.
Kiedy stok łagodniejszy wróć do poszukiwań. Zgubiłeś rytm i chcesz go dogonić? Nie zapomnij się nieco schylić do przodu z czystej ciekawości, jakbyś pod niewidzialną poprzeczką miał przejechać.
Sprawdź, czy Ktosiek nie schował się przypadkiem pod białym puchem? Tam również warto go wypatrywać. Tak nauczysz się jeździć szybciej i wolniej. Tak nauczysz się zakrętów przy lekkim spadku.

Krok 5 – Zacznij na śniegu tańczyć.
Chcesz jeszcze nieco płynniej i szybciej? Usłysz muzykę płynąca z Twojego wnętrza. Coś w rytm walca. Nie chcesz dla kogoś, to taniec zadedykuj Sobie. Rozglądnij się dookoła, a potem zacznij. Najpierw spokojnie. Podczas jazdy Twoje kolana uginają się lekko, przechodząc z nogi na nogę. Najpierw dociskasz lekko tylko jedną, za chwilkę, zanim się zorientujesz, przyciśniesz drugą. Wiesz, że jest pochylenie, więc robisz to subtelnie. Z miłością. Tam wszystko jest z wyczuciem. Nigdy w dół zawsze troszkę boczkiem. Jak w życiu. Nie od razu tak natrętni i bezpośredni. Nie od razu na krechę, bo wtedy wiele umyka. Spokojnie człowieczku, będzie i prosto, Kiedy? Kiedy ucichnie muzyka albo włączysz bardziej energiczną melodię.
Złap rytm, kiedy tylko masz wrażenie, że muzyka Cię przegoniła lub dogonić jej nie możesz.
Chcąc zmienić kierunek, pomyśl o obrocie, bo zakręt na śniegu jest jak obrót w walcu na parkiecie. Pochylasz się lekko w kolanach, ręka jakbyś chciał dotknąć w dole ośnieżonego stoku. Układasz ręce zgodnie z jego pochyleniem. To on jest przez chwilkę Twoim partnerem. Woła Cię i zaprasza do tańca. Nie jest tylko zimną skałą, ale żywym stworem natury. Dla Ciebie ubrał się w biały garnitur, najładniej jak potrafił. Podaj mu więc rękę. I drugą. Za nimi podąży cały górny korpus, skręcając się lekko. Delikatny ruch przeciwległego biodra pozwali pokonać zakręt, a jednocześnie wyeksponuje krągłości.
Kiedy już poczujesz się pewniej, nie zapomnij o jednym. Zarówno w tańcu, jak i na stoku trzymaj nogi blisko. Wyglądają pięknie, lubią się i pewniej się czują razem.
Kiedy znudzi się taniec, a góra łagodności nabierze, zatańcz coś wolniejszego, zmieniając ciężar z nogi na nogę. Pamiętasz? W kroku 3 uczyłeś się tych kroków à la po pijaku. To już nie walc, a raczej takie raz na raz, takie dwa na jeden po małej korekcie. Na stoku jesteś w stanie zatańczyć wszystko.
Skup się na ciele, porusz każdą jego część i w każdą stronę. Rozluźniaj i napinaj mięśnie, aby utrzymać równowagę. Zanim się zorientujesz, będziesz już na dole zadowolony, że to nie był taki zwykły zjazd. Ten jeden niepowtarzalny, bo następny to będzie do innej melodii.

Wielu z Was nie cierpi zimy. Marzy, aby zamieszkać tam, gdzie przez cały rok ciepło. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Mieszkaliście dłużej w miejscu, gdzie cały rok ciągle tak samo? Tydzień, dwa, miesiąc można, ale całe życie? Nuda. Są tacy, co w życiu śniegu nie widzieli, marzą o nim, ale im niepisane. Doceniaj. Jeśli w tym czasie nie wybierasz się, do żadnych ciepłych krajów, poszukaj gdzieś blisko zimy prawdziwej. W mieście bywa okropnie, wiem coś o tym, ale poza metropolią jest już o niebo lepiej. Zimą pokochaj kuligi i spacery po lesie. Zaprzyjaźnij się z nartami. Stań z nimi na stoku. Boisz się wysokości? Ubierz narty biegowe. Chcesz latać wysoko? Spróbuj na Małysza. Denerwują Cię dwie plączące się deski, załóż jedną snowboardową. Sporty zimowe gorąco polecam spróbować.

Dla facetów o kobietach wpis od baby cz. 3

O przeciwieństwach już było, dzisiaj o podobieństwach, bo one spajają i o tym, jak się uzupełniamy.

Podobieństwa
Oczywiście, że są. Chociażby wspólne marzenia. Dwie ręce, dwie nogi i włosy na głowie, których siwizna wcześniej czy później dopada. Również wiek dorastania, kiedy hormony podobnie nam w tyłek dają. Kryzys wieku średniego również na płeć nie patrzy. Wszyscy chcemy przez niego przejść łagodnie. Myśli i strach przed śmiercią. Jest równouprawnienie? A jakże. A tak na poważnie.
Wiele w nas różnic tych udowodnionych i tych widocznych gołym okiem. Mówią, że to przeciwieństwa nas przyciągają. Pewnie coś w tym jest, skoro tak mówią.
Widzę stojąca parę. On wysoki, ona niska. On cichutki i więcej słucha, ona za to elokwentna. On musi pomyśleć dwa razy, ona działa bez namysłu. Wsłuchuję się w ich rozmowę: Zobacz! Mamy podobne nosy. O! Czytasz tę książkę? Ja również ją przeczytałem. Oboje stoją ubrani na niebiesko i oboje zajadają się tym samym ciastkiem.

Wzajemne uzupełnianie
Osobiście mam wrażenie, że jesteśmy jak te puzzle. Wyobraźcie Sobie dwa. Wy faceci To ta strona z wypustką. Kiedy znajdziecie tego jednego prawidłowego puzzelka ze wgłębieniem, symbolizującego kobietę jest cacy. I nie chodzi tutaj, tylko o dopasowanie w łóżku.
Podaję przykład, jeden z wielu. Cierpliwy, lekko zgarbiony, młody gostek stoi przed sklepem. Zazwyczaj taki to jednego wózka pilnuje. Ten na, którego patrzę, pełny szacunek, bo stoi z dwoma. Po prawicy zakupy, po lewicy dziecko. W ręce komórka. Wie, że szybko nie będzie. Będzie długo, bo to sklep z bielizną. Wielu z Was zauważyło już, że kobiety potrzebują czasu, szczególnie gdy stoją przy półce, chociażby z papierem toaletowym. Dla niej jaki kolor, jaki wzorek i ile rolka kosztuje, to wyzwanie dnia codziennego. Mówią na to symbioza. Tak więc niby osobno w sumie moglibyśmy prosperować, ale jak jest się razem, to wtedy zaczyna grać. Bo potem prawdopodobnie ona zajmie się wszystkim, kiedy to on przy meczu z piwem w ręce i szalikiem kibica z kolegami zasiądzie.

Jest jednak małe „ale”. Niestety większość puzzli do Siebie nie pasuje i tu zaczyna się cała zabawa. Szukać tej jednej, czy akceptować różnic troszkę? 100-procentowa dziewczyna. Czy są w ogóle takie? Niektórym facetom wystarcza 90% ideału, a Tobie jak dużo?
Powodzenia w dopasowywaniu się życzę i znalezienia własnego sposobu na kobiety. Dlaczego? Bo wtedy jest mega. Odlot i fun jak skok na bungee. Nie wierzycie? Sprawdźcie Sami. Za uwagę dziękuję.

Dla facetów o kobietach wpis od baby cz. 2

Ile wiem o Was? To, co wiem to pewnie kropla w morzu. Małych chłopców nie podcierałam, a facetów to na pęczki zbytnio za młodu nie miałam. Jak wielu z Was jestem widzem w całym tym życiowym cyrku. Dzisiaj daję Wam zaglądnąć do tej naszej zawikłanej pełnej zwitków kobiecej głowy.

Faceci mają szufladki a kobiety zwoje
Słyszeliście o tym? Wy myślicie zazwyczaj o jednym. Potem zamykacie w szufladce i otwieracie drugą. Łatwiej przychodzi Wam niemyślenie. O tym, że analizy są czyste jasne i klarowne, bez zbędnych gdybań nie wspomnę. Kobiety za to myślą ciągle. Jeśli ich głowę nie zaprzątacie Wy, to macie szczęście. Pech jednak chciał, że o Was myślimy często. Analizujemy wzdłuż i w poprzek. Od czubka głowy, po dużego palca. Jesteśmy jak rezonans magnetyczny. Chcemy prześwietlić szczegółowo, aby postawić diagnozę. Dlaczego on tak się zamknął w Sobie? Słyszycie czasami pytanie standardowe: O czym myślisz? Jeśli nie odpowiecie, pamiętajcie, nie pójdzie w zapomnienie. W głowie kobiety miliony myśli krąży, od rana do wieczora. Nawet jak się w nocy obudzi. Dlaczego chciał od razu bez gry wstępnej? Ciekawe czy ogoli się rano. Co on za dnia w tej piwnicy tyle grzebał? W jednym momencie myślą o tym, co było, co jest teraz, jak również o tym, co może się wydarzyć. A co z tego całego myślenia wynika? Chcesz gdzieś wyjechać i już podejrzenia. Słyszysz: Nigdzie nie pojedziesz, bo tam mogą być inne, a Ty samiec jesteś. Najlepiej to jak zostaniesz w domu, bo mnie troszkę się jechać nie chce. A jak kobieta pojedzie, to też nie znaczy, że podejrzeń nie będzie. Podejrzliwości w nas nieco więcej, a wszystko przez to myślenie.

Pełna kontrola
My kobiety wiemy, w czym lepiej wyglądacie i co macie sobie w sklepie kupić. Chcemy doradzać fryzury i nie pozwolimy, abyście sami decydowali o kolorze samochodu. Wszystko to w dobrej wierze, bo często instynkt matczyny nami rządzi. Jeśli wiecie o tym, nawet nie zaryzykujecie, żeby Wam się nie dostało. Staracie się pomóc. Bywa też tak: Kiedy Wy posprzątacie, twierdzimy, że niedokładnie, kiedy my poprawimy, jest oczywiście super.

Podświadomie nie damy zrobić facetowi po swojemu, bo nasze ma być na wierzchu, wedle zasady: pkt 1: kobieta zawsze mądrzejsza. Pkt 2: Jak kobiecie nie przyznasz racji, patrz pkt 1.

Kobiece żale
Zdarzają się często. Najpierw chcemy same, aby pokazać naszą siłę albo Wam dorównać. Jesteśmy gospodyniami i jednocześnie chodzimy do pracy. Dwa etaty, a jak urodzi się dziecko to trzeci. Przy trzecim etacie macie swój udział. A co do całej reszty, czy Wy nas do tego zmuszacie? Raczej same się nakręcamy. Bierzemy na głowę dużo, ale tego na głowie nie wypatrzycie, bo tłumimy w środku. Wstajemy rano i znowu czujemy, że znikąd nie ma pomocy. A przecież śmieci wyniosłeś. I do pracy chodzisz i wedle Twojego myślenia robisz, co możesz. Starasz się. Spotkałam takich, co etat trzeci biorą na swoje barki. Mówią na to urlop tacierzyński. Szacun, realle.

Dwa oblicza kobiety
Kobieta rządząca. W obecnych czasach mam wrażenie, że wiele z kobiet chce Wami rządzić i Was dopasowywać. A jak nie pasuje to wielka obraza. Czy przesadzam? Może Ty się nie dałeś, ale przyglądnij się, jak to wygląda w miejscach publicznych. Chociażby w supermarkecie. Kobieta strofująca mężczyznę, chociaż ten się stara, bo chodzi za nią krok w krok. On kocha. Ona w sumie również. Jest kobietą, która Sobie podporządkowała, ot tyle.
Druga strona medalu? To te kobiety, które chcą być kurą domową, a po wielu latach się budzą i czują się wykorzystywane. Obraza, a do tego ciche psioczenie. Gotują obiadki, wszystko podane, zajmują się dziećmi, a do łóżka są na zawołanie. Nawet o tym nie wiecie, jak czują się pokrzywdzone.
Pamiętajcie, w nas kobietach zawsze coś siedzi. My lubimy być dostrzegane. Dlaczego? Bo za małego przebierają nas w księżniczki, mówią, że takie jesteśmy, a za dorosłości czar pryska, bo mało który facet na głowę koronę włoży, czy na gwiazdy z rozmarzoną kobietą popatrzy. Tak, my kobiety oprócz księżniczek jesteśmy marzycielkami. Nawet te Kopciuszki co w kuchni całe dni stoją. One także.

Dlaczego o chłopakach mało w damskich czasopismach
Kobiety zapatrzone są nieco w Siebie, chcą wychodzić przed szereg ponad równouprawnienie, bo długo czuły się pokrzywdzone. Wcale się nie dziwujcie. Najpierw Ewa była zła, potem palono nas na stosie. A kto wyroki dawał? Piszą więc o Sobie dla Siebie. Dlatego tyle gazet kobiecych, a jak Wy się pojawiacie, to często zawsze coś Wam się znajdzie mało pozytywnego. Pomijam czasopisma i filmy z przystojniakami podbijającymi serca i te gdzie rozbierana kobieta powoduje u gostków palpitacje serca. Pomijam te coaching’owe i te z zakresu psychologii, bo tutaj temat płciowości i relacji często powraca.
Skrytość kontra mądra rozmowa
Pielęgnujemy Was od małego jako matki. Oglądamy, przytulamy i myjemy siusiaki. Jako partnerki życiowe obserwujemy, opiekujemy się często i twierdzimy, że my jesteśmy szyją a Wy głową, którą ponoć ta szyja kręci. Często lubimy Sobie przypisywać zasługi i doskonałości.
Kiedy Was nie rozumiemy, czytamy o Was mądre książki. Całym tym doświadczeniem jednak rzadko dzielimy się z Wami chłopakami. Psioczymy na Was same do Siebie, nie mówiąc, co nas boli, co przeszkadza, ale również co w Was kochamy. Jest ciągłe domyślanie się, co temu facetowi po głowie chodzi, ale również, o co w ogóle biega tej kobiecie ? Widzimy Was zamkniętych w kręgach facetów, pracoholików, leni, biznesmenów. Takich czytających o motorach, samochodach czy piłce nożnej, oczywiście w czasopismach pisanych przez facetów. Odwrotnie jest podobnie. Dzielimy na My i Oni czy One i My.

Jakoś brakuje mi w tym miejscu wymiany poglądów. Zwykłej rozmowy. Zagmatwane z lekka?
Dopóki wszyscy nie zaczniemy rozmawiać, kobiety nadal będą rzucać garami, a Wy będziecie palić papieros za papierosem. Gdy Wy twardzi faceci pobudzicie troszkę wrażliwość oraz poświęcicie nieco czasu, aby nas lepiej poznać, będzie dużo lżej. Kiedy kobiety zrozumieją, że rozszyfrować je to ciężki kawałek chleba, zaczną mówić co im leży na sercu.
c.d.n.

Dla facetów o kobietach wpis od baby cz. 1

Usłyszałam jak wyrok: Ten blog jest dla kobiet. Nieprawda. Zaprzeczyłam, bo jestem kobietą, ale przyglądam się i faktycznie. O rany! Dużo o dzieciach i dla niewiast, a przecież miało być dla wszystkich i bez ograniczeń. Jak się okazuje, na mojego bloga również mężczyzna z krwi i kości zaglądnie. Dziękuję i bardzo doceniam. Zaniedbałam Was faceci, przyznaję bez bicia. No to poruszam temat rzekę. Popłynę dzisiaj pod prąd. Co ja mam z tym pływaniem? Chyba lubię. Wróćmy jednak do tematu.
Najbliższe 3 wpisy dedykuję chłopakom. Temat jest jednak uniwersalny, więc Was babeczki również zapraszam.

W części pierwszej:
Usłyszycie o różnicach, bo o nich ciągle gdzieś piszą. Również o podobieństwach, bo o tym mówi się mniej. Wezmę pod uwagę takiego cywilizowanego niezepsutego Adama i podstawię obok niego Ewę, która założę się, że wcale Adama nie psuła. Co z tego wyjdzie?
W części drugiej:
Do płciowej polaryzacji, dodam różne geny. Pomnożę przez usposobienie, spotęguję przez przyzwyczajenia kulturowe. Wezmę pod uwagę nawyki. O rany Julek. To Ci jazda będzie.
W części trzeciej:
Będzie o tym, jak się uzupełniamy. Osobiście ciągle mam wrażenie (wiecie to ta kobieca intuicja), że my osobniki różnych płci, jesteśmy jak antonimy. Przeciwieństwa nas przyciągają. Co jest z podobieństwami? Czy w ogóle są takowe?

Mała uwaga. Pamiętajcie, że nie będę pisała o wszystkich przypadkach. Są wyjątki, a z zasady każdy z nas bez względu na płeć potrafi zmiennością zaskoczyć. Piszę o tym, z czym się na co dzień nagminnie spotykam. Do rzeczy.

Różnice, ale jakie i jak duże?
Różnic między nami jest bez liku. Pierwsze wzmianki są o tym już w Biblii. Piszą o nich w książkach. Ktoś kiedyś sprytnie to wymyślił i miał pewnie w tym jakiś cel. On i Ona. Kobieta i mężczyzna. Różni emocjonalnie i różnie prosperujący intelektualnie. Różni, a jednak tak Sobie bliscy. Oto różnic kilka.

– On rozumujący i Ona z intuicją
Tak, jesteśmy bardzo intuicyjne, to, co Wy bierzecie na rozum i poddajecie wszelkim analizom, my przewidujemy w sekundę. Intuicji słuchamy, albowiem jest dla nas jak guru. Zdarzyło mi się usłyszeć z ust mężczyzny: Jesteś mądrą kobietą. Zdarzyło mi się spotkać faceta z mega intuicją. Jedno i drugie przychodzi nam z wiekiem. Do tego dodam, że czasami intuicja zawodzi, rozum często również. Tutaj bym powiedziała, że życie pozwala nam na remis.

– Umysłowy i zmysłowa, czyli inaczej cielesna
Ach Wy intelektualiści. Kobiety przy Was miękną często. Ten Wasz urok, wdzięk, wzrost, rozum. Sama nie wiem co jeszcze. Wystarczy, że popatrzycie Tymi swoimi oczkami czy wsłuchacie się w pannę na chwilę. No cóż, nam serce podpowiada a rozumnym facetom głowa. Jak długo? Dopóki pięknej i zmysłowej kobiety nie zobaczycie. Wtedy i intelekt nie pomoże. Wystarczy, że niewiasta będzie pupę miała ładną. A wiecie, że to faceci zakochują się bardziej? Przy kobiecie nawet umysł nie pomoże.

– Odporny i wrażliwa
Faceci nie płaczą. Tak ogólnie się przyjęło. Takich Was potrzebujemy. Są silni, nie do zdarcia i tacy odporni. Za to u nas niewiast wrażliwości podobno multum. Zarzucamy, że za mało w Was spostrzegawczości, delikatności, wyrozumiałości a za dużo wojowniczości i niedbałości. Mówimy tacy twardzi i surowi i jeszcze mają takie proste myślenie.
Doszukuję się w przeszłości przyczyny takich cech. W dzieciństwie to my kobiety zabraniamy Wam chłopcom płakać i każemy być ciągłymi wojownikami. Ach te kobiety matki. Tatusiowie, którzy wcześniej byli w tej samej sytuacji, również mają potem w tym swój udział. Powielają wyuczone wzorce. Płakać Wam nie wolno a przecież w głębi duszy nie każdy z Was taki silny. Jacy w rzeczywistości jest wielu mężczyzn? Bardziej lub mniej wrażliwi, mniej lub bardziej delikatni. W większości Was siła jest na zewnątrz a w środku gdzieś ciągle bezradność i wstyd przed pokazywaniem słabości. Natknęłam się na swojej drodze na delikatnych facetów i odporne na bóle i krzywdy kobiety. Różnice uznaję więc za nieznaczną.

– Sztywny i miękka
Tylko niech Wam od razu zbereźne myśli nie przychodzą do głowy.

– Ten, co chce poznawać i chcąca być poznaną, potrzebujący penetracji i chcąca być spenetrowaną.
Tak. Tutaj bezwstydne myśli dopuszczam. Zaraz, zaraz. Cofka. Dlaczego od razu bezwstydne? Robimy od początku świata i będziemy o jeden dzień dłużej. A więc faceci popuszczajcie wodzy fantazji.

– Aktywny i pasywna
My kobiety często nie nadążamy za żwawym, kreatywnym, dziarskim facetem, chociaż w dobie feminizmu, chcemy pokazać, że jest inaczej. Poza tym natura dała Wam siłę fizyczną. Garniecie się do wszystkiego, a nam tak zwyczajnie często się nie chce. Wy macie zawsze cel. Do tego my kobiety często ulegamy, no i macie co chcecie. Czasami pasywność w znaczeniu obojętność jest nam bardzo bliska. Czy to jest przyczyna, że czasami nie wychodzi w łóżku? Często. Bywa jednak, że kobieta potrafi Was zaskoczyć. Nie zaprzeczajcie. Czyżby różnice w kwestii aktywności i pasywności się zacierały?

– Rywalizujący i współpracująca
Kiedy
Wy ciągle coś zdobywacie i pniecie się po szczeblach, my lubimy trzymać się razem i współtworzyć. Jednak nie zawsze. Kiedy biegniemy w maratonie, działa adrenalina. Bez względu na płeć wiodą prym strach, walka i ucieczka. W takich sytuacjach również my baby wspinamy się na wyżyny możliwości. Spotkacie się u nas z rywalizacją o faceta czy o pracę. Owszem nie zawsze chcemy rywalizować, częściej niż Wy lubimy zamiast ciągłych wyzwań i zmagań, zwykłe babskie pogaduchy. Ogólnie wydawałoby się, że tam, gdzie rywalizacja tam z zasady widzimy większość facetów. Czasy jednak co rusz zacierają te różnice.

– Stanowczy i uległa
Kobieta pokorną jest, przymilną i grzeczniutką. Potrafimy jednak dać Wam popalić. Bywa, że stajemy się zołzami. Stanowczy osobnik sobie z taką poradzi, jednak tych stanowczych to tak raczej niewielu spotkałam. Przyznam, jednak że u Was zdecydowania dużo więcej widać, u nas ze względu na plątaninę w głowie bywa, że zwątpienie przychodzi, a wtedy gubimy się z lekka. Pewność Siebie często robi miejsca ustępliwości.

– Wymagający i akceptująca
Dlaczego
to my rodzimy dzieci? Bo łatwiej akceptujemy całą tę sytuację. To, że w ciąży trzeba, a potem pomęczyć się na porodówce. Nie patrzymy czy chłopak, czy dziewczynka. U Was często stereotyp bierze górę, że jak chłopak to lepiej, a jak dziewczynka to nieco gorzej. Co by się nie urodziło, potem konsekwencji w Was jednak wiele. I chwała Wam za to, bo my rozpieścić potrafimy każdego człowieka i zwierzę. Wam się tez często to rozpieszczanie udziela. Akceptujemy Wasze zachowania, chociaż często wydają nam się dziwne. Pomijam przypadki gdzie brak uczucia, wtedy oj wtedy bywamy okrutne.

– Dystans i intymność
Czasami szczupłe, czasami z krągłościami. Do tego ta erotyczność, zmysłowość i romantyczność. Dla każdego coś miłego. Znowu ktoś pomyślał o Was facetach. Sama nie wiem, kto pierwszy kogo przyciąga, jednak potwierdzam, że to w Was drzemie większy dystans. Jeśli już coś robicie na szybko to raczej w zapomnieniu.
Pozostałe cechy typu umysłowy, wymagający czy odporny ten wasz dystans do kobiet nieco potęgują. Za to dystansu do szybkiej jazdy na drodze czy stoku, piłki nożnej, dobrego piwka lub czegoś mocniejszego macie dużo mniej. My facetki to dostrzegamy, ale mamy na ten Wasz dystans swoje sposoby. I widzicie, tutaj będąc kobietą, pewność ze mnie wychodzi. Jaka? Że Sobie z Wami radzimy. Wiele kobiet tak myśli, ale nie radzą Sobie wcale.

Różnice wielkie i prawie żadne. Jak to wygląda na co dzień? c.d.n.

3 praktyczne porady na wesoło jak zacząć szybko dzień, gdy czasu mało

Znasz takie scenki?
Za oknem mróz. Taki nie zdarza się często. Większość powie cholibka zimno, ja powiem, że to pogoda praktyczna. Wstajecie rano. No i zaczyna się, słyszycie dobiegające z Twojego wnętrza słowa, że czasu mało. Wasz mózg już pracuje, chociaż oczy jeszcze zamknięte. Mówi: Wstawaj, pobudka. Ta sama głowa pół godziny temu posłuchała próśb ciała: Jeszcze chwilkę, jeszcze momencik. Please.
No tak. Zegarek dzwonił, ale komu chciałoby się wstawać. Kołderka rozgrzana, podusia przez całą noc do główki się dopasowała. Sen sympatyczny był nad ranem. Pomijam fakt, że za oknem ciemno jak — bardzo ciemno, bo gdy się kładłeś, gwiazd na niebie nie było. Dni długie a zima ponura. Ja wiem, może Tobie się to nie przydarza, ale są tacy, co mają tak nagminnie. Nie chce się wstać, ot i tyle.

No i co z tym zrobić?
Dzisiaj zebrałam kilka rad praktycznych. Troszkę nieszablonowych, ale może warto spróbować, sprawdzić i dobrze się przy tym zabawić? Wyobraźcie Sobie, że wstaliście Później, i macie wszystko przemyślane. Wszyściutko: Wy możecie spać spokojnie.

Krok1:
Ubrać się wieczorem. Na rano jak znalazł. Pomysł zaczerpnęłam ze scenki kabaretowej. Uwielbiam. Dla celów tego wpisu przetestowałam osobiście dresy oraz bawełniany zestaw praktyczny. Da się.

Krok2
Mycie włosów bez wody, czyli zastosować suchy szampon. To jeden z moich ulubionych wynalazków. Śmieszny proszek w à la spray i ani kropli życiodajnego płynu. Zbawienie przy długich włosach. Odpada czas na suszenie. Działa. Nie wierzycie? Zapytajcie pierwszego napotkanego nastolatka.

Krok 3
Odświeżanie bez prania.
Wykorzystaj sposoby naszych babć, które odświeżały w ten sposób pierzyny.
Dzień wcześniej ćwiczyłeś, ale zapomniałeś wyciągnąć z torby? Dzisiaj znowu idziesz na siłownię, a tu niespodzianka. A może patrzysz właśnie na jedyną białą, ale nieświeżą koszulę z wczoraj, którą uwielbiasz i dzisiaj potrzebujesz? Nie zdążyłeś wyprać, wysuszyć, wyprasować i poskładać. Bez paniki. W trakcie, gdy spożywasz posiłek, łaszki wrzuć do reklamówki, a potem bach do zamrażalki. Gdy buty jeszcze nieludzko pachną, je oczywiście również. Kiedy na polu taki mróz jak dzisiaj jeszcze prościej. Wszystko bach na balkon. A jak mieszkasz w domku, warto gdzieś dalej miejsce znaleźć, żeby obskoczyć dwa w jednym. Jak wyjdziesz bez kurtki i butów, krioterapie zaliczysz. I wszystko w tak krótkim czasie. Żyć nie umierać. To prosta i szybka metoda na pachnące ciuchy. Zamrozisz bakterie, które są przyczyną rozkładu, wszelkie brzydkie zapachy znikną.

 

Na koniec czynności dwie, na które sposobów szukać nie warto.
Po pierwsze. O ile głowę da się przechytrzyć, z brzuszyskiem jest nieco trudniej. On co jakiś czas jeść woła, a już po nocy szczególnie. Można nie jeść, ale nie przesadzajmy. Oprócz postów co jakiś czas jestem za regularnym odżywianiem, a obfite śniadanie to podstawa. Nie martw się jednak. Podczas wspomnianych kroków zaoszczędziłeś tyle czasu, iż jedząc, możesz się delektować przez dłuższą chwilę śniadaniem, a także widokiem przez okno.

Po drugie. Można nie spać. Osiem godzin do przodu jak nic, Jedna noc, druga, ale co potem? A no potem wyglądasz jak postacie z filmu dla dzieci „Hotel Pensylwania”. Nie przespanych nocy nie polecam, film jak najbardziej. Można się pośmiać.

Podsumowując
No cóż, zawsze można na skróty. Zawsze z odrobinką humoru. Powyższe rozwiązania polecam jednak od czasu do czasu. Na co dzień sugeruję wodę, pralki, ciuszki przygotować dzień wcześniej i podstawa, wstać, gdy zegarek mówi: Wstawaj Gałganie, proszę. Głowie i ciału nie dać się oszukać. Miłego dnia początku o wschodach słońca, a nawet dużo wcześniej.

 

A może zasługujemy jednak na coś więcej?

Temat będzie się kręcił wokół nas samych. Chcemy być dobrze traktowani i rozpieszczani. Pragniemy być zauważani, ale jak traktujemy sami Siebie? Może warto tak troszkę od Siebie i tylko dla Siebie? Zacząć od tego, co zwykłe i na co dzień, a nie tylko od święta. Dzisiaj o tym, jak można, w prosty sposób, rozpieszczać się samemu i dlaczego warto.

Wszystko zaczęło się od smarków inaczej gila czy gluta. Jak zwał tak zwał. Do nich porównuję dzisiaj życie.

Glut to nie to o czym teraz myślicie
Glut to mikstura, którą często pijają porankiem ludzie, dbający o Siebie. Piją dla zdrowych jelit, lśniących włosów i nieskazitelnej cery. Bywa nieludzko mdły i glutowaty. Jak sama nazwa wskazuje, ma niesamowitą konsystencję płynnego kisielu. Powiedz komuś, kto nie pił, jak to smakuje, a możesz być pewien, że siemienia w sklepie nie wykupi. Będzie omijał szerokim łukiem. Nawet słowo „zdrowe” go nie przekona. W waszych oczach widzę lekkie zdziwienie. Robią się ciekawe i większe. O co jej chodzi? Wychodzą zmarszczki mimiczne, których nie widać na co dzień. Kobiety mogą się wtedy doszukiwać, w których miejscach botox wstrzyknąć. Faceci zresztą również, Na buzi ogólnie dużo się dzieje. Nie ma się co krzywić ludziska, nawet glut potrafi być sympatyczny. Nawet glut jest po coś.

Życie jak kisiel
Kiedyś robiłam gluta na szybko. Dwie płaskie łyżki ciemnego siemienia lnianego zalanego w kubku gorącą wodą i jak to mówią: Chlup w dziób. Kupowałam gotowy mielony, cena nie miała znaczenia. Siemię to siemię mówiłam. Nieprawda.
Dzisiaj obserwuję, że tak wygląda wiele z naszych posiłków. Zrobię coś na szybko i prosto z gara, bo nie ma co zastawy rozstawiać, a potem myć, wycierać i znowu chować. Przystrajanie potrawy i ładne podanie nawet nam przez myśl nie przejdzie. Co gorsze, tak podchodzimy często do całego naszego życia, a potem narzekamy.

Jak można inaczej
Usiądźcie kiedyś spokojnie, nie myśląc już o następnej czynności. Połóżcie na stole coś białego i jeszcze coś, co pachnie. Zapalcie najzwyklejszą świeczkę w dzień całkiem powszedni. Popatrzcie przez okno na niebo. Usiądźcie na krześle jak król czy królowa. Nie zgarbionym i bez wiary, ale z myślą jak wiele jesteśmy warci, że zasługujemy na coś więcej. To jak zabawa w księcia lub księżniczkę, kiedy było się dzieckiem. Dzieci wiedzą, jaką mają wartość, jak są piękne, chociaż każde różne.
Zasługujemy na więcej, nawet jeśli samotnie zasiadamy do stołu. Zasługujemy na dobre i na to, co przyjemne. Często zapominamy o tym w pogoni dnia a często i nocy.
Nie liczmy tylko na innych, że zrobią nam dobrze. Że tylko szczęście jest, wtedy gdy od innych go dostaniemy.

Zamiast brązowego lnu kup złocisty. Zamiast mielonego, zblenduj sam aż proszek będzie pulchny. Uwolni się z niego zapach pól falujących na ciepłym wietrze. Wsyp do ulubionej szklanki dwie płaskie łyżki stołowe. Resztę pozostaw na potem. Zalej przegotowaną wodą. Dodaj kilka kropel cytryny, miodu lub cukru brązowego. Tyle, aby było słodkie po Twojemu. Zblenduj jeszcze raz aż uzyskasz efekt pianki. Zrób to z sercem. Wlej do szklanki Otrzymasz konsystencję roztopionych lodów waniliowych, jeśli dodać wanilii będzie smakowało jak te roztopione na słońcu w środku lata. Szczypta cukru po wierzchu. Obok lśniąca łyżeczka. Gotowe. Delektuj się, póki ciepłe. Na zdrowie.

A co jak nie posmakuje?
Bo tak też może być. Co wtedy? Sięgnij po coś, co lubisz. Rozsiądź się, rozprostuj nogi, napij herbaty z naciętym płatkiem cytryny włożonym w brzeg swojego ulubionego kubka lub filiżanki. Obowiązkowo podaj na spodeczku. Przedmioty nie muszą być porcelaną z dynastii Joseon, bo na taką mało kogo stać. Albowiem, nie o pieniądze tutaj chodzi. Niech będą całe i czyste. Uszczerbione? Wymień. Ciemne? Spróbuj w białym. W jasnym wszystko się eksponuje i nabiera kolorów. Odsuń wszystkie zbędne przedmioty ze stołu, które zakłócają widok. Poczujesz się jak w restauracji. Jeśli uwielbiasz kawę, na jej wierzchu narysuj śmietanką serduszko. Drugie narysuj na serwetce. Dla Siebie. A jak masz ochotę, zrób komuś jeszcze taką kawkę czy herbatkę. Ktosia zaskoczysz. Wypij, trzymając obiema rękami. Na minutę zamknij patrzałki. Nie dumaj o niczym. Jak to, zapytasz: Nie myśl? I tylko jedną minutę? Minuta przy zamkniętych oczach, bez myśli krążących, potrafi się dłużyć. Nie wierzysz? Ustaw zegarek i sprawdź. A potem otwórz ślepka i dokończ kawę. Miłego dnia powszedniego, który nie musi być taki.

20170112_080021   20170112_07525420170112_074936

JAK ZDOBYĆ WIEDZĘ BEZCENNĄ, CZYLI O WYJĄTKOWYCH WARSZTATACH ZA 5 PLN – 9/9

Spotkanie rodziców i pedagogów przedszkolnych z psychologiem, dobiega końca. To właśnie na koniec przyszła mi myśl, którą zawarłam w tytule: Ten warsztat to najlepiej wydane 5 PLN w moim życiu. Wszystko, czego się dowiedziałam, opisałam wcześniej. Serię wpisów zamykam treścią, która ma w Sobie troszkę humoru. Czy potraktujecie ten temat na poważnie, czy tylko z przymrużeniem oka, od Was zależy? Jak cenny dla mnie miał przekaz? We wszystkich czynnościach, których nie uczą nas inni, jest jakaś głębia. Im bardziej wydają się nam nie na miejscu, tym bardziej warto się im przyglądać. Każdy wiek ma swoje prawa i warto być cierpliwym. „Nie takie ważne, żeby człowiek dużo wiedział, ale żeby dobrze wiedział, nie żeby umiał na pamięć, a żeby rozumiał”. (J. Korczak)

Dzisiaj.
O korzyściach dłubania w nosie i zabawach w kółko graniaste.
Dziecko dłubie cały dzień w nosie. Prosta czynność w domu zazwyczaj jest powodem do strofowania. Tak nie można, mówi babcia. Trzeba chusteczkę Antosiu. A co jak chusteczki mały Antoni pod ręką nie ma? A jeśli popatrzyć na to przez pryzmat wiedzy pedagoga przedszkolnego? Wyobrażacie Sobie, że można zrealizować podstawę programową na podstawie dłubania w nosie? Dlaczego nie?
Mały Antoś obraca kozę w rączce i rozwija przy okazji grafomotorykę. Usprawnia rączkę i przygotowuje ją do rysowania szlaczków w następnym etapie. Sprawdza długość kozy przez rozciąganie. Czyż nie matematyka się kłania? Sama nazwa „Kozica” o obszar przyrody zaczepia. Gdy sprawdza wygląd, mimika się zmienia. Dziecko widzem i aktorem jest jednocześnie. O tym, że uczy się rozpoznawać smak słony, nie wspomnę.
To zabawna opowieść, ale daje do myślenia. Wszystko jest po coś. A co najfajniejsze, gdy się popatrzysz na przedszkolnej akademii dzieciaczkom. Tam co drugie dłubie. Bez względu na wiek i status społeczny mamy to w naturze. A Ty, nie dłubałeś?

No dobrze powiecie niech będzie ta koza. Przyjmijmy, że zaakceptowaliście fakt. Patrzycie na małolata i tempo Teletubisiów oglądanych przez niego dzień w dzień. Doprowadza Was to do szewskiej pasji. Wiem co mówię. Przechodziłam przez to dwa razy. Złości Cię i drażni powtarzalność prostych czynności, ograniczone słownictwo i tak w ogóle te 4 kolorowe, przebrane w pluszowe wypchane watoliną stroje postacie. Można oglądnąć raz, ale dwa, dziesięć, setki? Ta bajka nie jest dla nas ludziska. Jest dopasowana do 4 latka. On oglądnie razy 200. Szybkie długie bajki i te na jeden raz, niedostosowane są do jego percepcji, a co dopiero przekazy, które są skierowane do nas dorosłych. Dajcie więc na wstrzymanie. Przestaną wreszcie oglądać. Kiedy? Po roku hihi.

Tak naprawdę to mało rzeczy jesteśmy w życiu świadomi. Mało kto wie, że muzyka i zabawa w kółko na rytmice, realizują podstawy programowe wczesnej matematyki. Kółko graniaste i ustawianie w rzędach to matematyka przez doświadczanie. Pamiętajmy zabawa i ruch naprzemiennie to w przyszłości mądre i zdrowe dziecko. Nie żądajmy więc od dzieci, żeby uczyły się pisać cyferki i dodawać w zeszycie. Jeszcze będą. W szkole. Gronu pań w przedszkolu zaufajmy. Wiedzą co robią.

Wychodząc za drzwi przedszkola, nieświadomi ile dziecko akurat się dzisiaj nauczyło, niejeden rodzic zastanawia się: Na jakie dodatkowe zajęcia wysłać moje dziecko? Na żadne, jeśli jest dla niego za wcześnie. Kiedyś, gdy już nauczy się na przykładzie kozy, co w trawie piszczy, zapisze się samo. Głupsze od innych nie będzie. Dogoni, kiedy przyjdzie na niego pora. Przegoni, gdy poczuje taką potrzebę. Bez obaw.

JAK ZDOBYĆ WIEDZĘ BEZCENNĄ, CZYLI O WYJĄTKOWYCH WARSZTATACH ZA 5 PLN – 8/9

Słówko: krucy fuks, pada dzisiaj kilkakrotnie. Padło również przy okazji tematów o współczesnych nie zawsze trafionych wynalazkach i naszej ciągłej dbałości o to, żeby dziecko miało lepiej. Tak ma być z założenia. Czy krucy fuks tak jest? Rozwinęłam temat o moje obserwacje z życia, ponieważ temat jest mi bliski. Czasami to, co proste i sprawdzone okazuje się całkiem niezłe. Czasami mniej nie znaczy gorzej. Czasami wystarczy to, co natura dała i troszkę swobody.

Dzisiaj:
O szczęśliwym dzieciństwie.
Zacznijmy od chodzika. Urządzenia dla naszej pociechy lubianego bardzo jakiś czas temu. Skrytykowano je pod kątem zdrowego rozwoju kostnego, ale również miał nieciekawy wpływ w innych obszarach. Zakłócał proces lateryzacji, bo dziecko nie raczkowało. Pasował nam, bo dziecko czyste było. Co nam przeszkadzało, że rączki zbrudził? Cieszę się, że chodziki wyszły z mody. Przecież rolnik czy mechanik samochodowy całymi dniami mają brudne i nic im nie jest.
Dziecko rączki niech zbrudzi. I niech jeszcze dostanie pleśniawek, nie będzie miało w przyszłości alergii. Szokujące? Nie. Po prostu takie myślenie nie wpisuje się w obecne trendy. Sprawdzone jest jednak przez nasze babki. Dzięki nim wielu z nas zdrowie po dziś dzień nam dopisuje. Wspomnienia, gdy byliśmy mali. Pamiętacie? Wtedy to się działo. Przechodzenie przez zardzewiałe płoty, mirabelki zbierane po chodnikach, woda ze studni, do której ptak wpadł.
Cofnę się 20 lat wcześniej. Wyobraź sobie drobną blondynkę z kręconymi rozwianymi włosami. Przechodzi przez płot, bo do bramki za daleko. Biegnie za kolegą łobuzem i na gwoździa staje. Mamie się nawet nie przyznaje. Biega na bosaka, bo tak wygodnie. Płot wysoki? Co tam. Nie udało się przejść tylko za pierwszym razem, potem to już łatwizna. Na trzepaku po kilka godzin dziennie spędza. Głowa w dół. Pod trzepakiem beton. Raz się spadło, przy każdym następnym fikołku już ciało upaść nie pozwala. Zima, lato czy metalowy trzepak w ręce parzy, czy ręce prawie jak lody taki zimny. Pora roku nie ma znaczenia. Po drzewie drobina wchodzi, bo koc trzeba do gałęzi uwiązać, żeby namiot zrobić. Rękami w ziemi, drugie pół dnia grzebie, w kapsle z chłopakami gra. Rąk za często nie myje, bo gdzie jest czas na mycie rąk. Kanapkę w biegu zjada, ręce o spodnie przeciera i biegnie dalej.
Dużo w ruchu. Dużo pod i nad oraz przed i gdzieś w środku. Miejsc kryjówek ciasnych w okolicy nie brakuje. Telefon nie dzwoni, bo o smartphonie dziewczynka nie ma zielonego pojęcia. I tak się rozwija dziecina – dziewczyna. A z nią kolega łobuziak i jeszcze inne dzieciaki. Dzisiaj kilka blizn przypomina o bujnym dzieciństwie. U dziewczynki neurony wykonały swoją pracę i wykorzystały swój potencjał. Ciekawość poznawcza nie była ograniczana. Wszystko, co nowe, nieznane, nietypowe, tajemnicze, nie do końca wyjaśnione, poznawała wszystkimi zmysłami. Wyrosła na dziecko zdrowe i ciekawe świata. Jak myślicie o kim mowa?

Dzisiaj czasami nawet nie wiemy, że w sąsiednim pokoju nasze dziecko, z łóżeczka piętrowego na żyrandol nam wskakuje, a potem się na nim wiesza, żeby potem jak Tarzan zeskoczyć. I dobrze, że wielu nie wie, bo by pewnie osiwieli. A co jak się dowiesz, że Twoje też tak robi? Co zrobić? Skarcić? Przestraszyć się, czy może przykręcić mocniej lampę do sufitu. Na ziemi rzucić materac i cieszyć się, że dziecko rozwija motorykę i pracuje na prosty kręgosłup? Albo, poznaje co to przestrzeń, aby potem umieć patrzyć na życie z różnych perspektyw? Dziwne się wydaje. Moja kochana babcia kiedyś powiedziała: Grzeczne i siedzące w jednym miejscu dziecko, to chore dziecko. Święte jej słowa.
Nie bójmy się więc próbować i popełniać błędów. Dajmy popełniać błędy naszym dzieciom, dajmy im troszkę wolności. Dajmy im być sobą.

JAK ZDOBYĆ WIEDZĘ BEZCENNĄ, CZYLI O WYJĄTKOWYCH WARSZTATACH ZA 5 PLN – 7/9

Zastanawiam się: Skąd ten facet ma tyle siły. Jak kiedyś mógł zasnąć na własnym wykładzie, skoro ma tyle pozytywnej energii w sobie? Zna swoją wartość, a w głowie ma nieźle poukładane. Patrzy na życie bardzo przejrzyście. Mówi o tym, czy mówić i jak mówić, szczególnie do dzieci. Nie lubi, jak się mu przerywa, więc nie przerywam. Cichutko w głowie wiedzę notuję.

Dzisiaj:
Czy z dziećmi trzeba nieustannie rozmawiać?

Wielu z Was powie: No tak. Tylko zauważcie, że my dorośli ludzie często, zamiast mówić, przemawiamy czy dajemy kazania. W dodatku często rozwlekłe i słabe w treści. Zamiast mówić do dziecka, rozmawiamy ze sobą. Mówimy ponad głowami. Otwieramy buzię, a młody człowiek zatyka uszy. Mówienie jest ważne, ale dzieci trzeba przede wszystkim słuchać. Może troszkę dystansu i pokory do tej pseudo rozmowy wprowadźmy? Dajmy zaistnieć. Dajmy wypowiedzieć się. Poza tym pamiętajmy, że dziecko wychowujemy poprzez wzorzec. Pokazujmy więc, a nie mówmy: Masz tak zrobić.
Czy z dziećmi trzeba rozmawiać? Tak, ale dzieci przede wszystkim warto w pierwszej kolejności słuchać.

Mówienie to mało. Powiem więcej. Słuchanie sprawdza się w każdym wieku. My dorośli również go potrzebujemy. Słuchanie to ciepło i zrozumienie.
Właśnie w drzwi wpada pełnoletnia, aczkolwiek ciągle dziecina. Słyszę przez ściany głośne: Nowy rok! Nowa ja! Ta dan! Oho myślę: Ma nowy pomysł. Następny. Ma ich setki. Do tego dużo wiary i energii i młodzieńcze zapały. Teraz ona mówi podekscytowana. Ja słucham. Nie chce przerywać. Słuchanie jest piękne. Tyle się można dowiedzieć. Na moje mówienie przyjdzie pora.

JAK ZDOBYĆ WIEDZĘ BEZCENNĄ, CZYLI O WYJĄTKOWYCH WARSZTATACH ZA 5 PLN – 6/9

Za oknem ciemno. Osoby w salce siedzą i wiedzę chłoną. W domu z kolacją albo na kolację rodziny czekają. Wykład jednak trwa i nikt nie ma zamiaru wychodzić. Myślę sobie: Dlaczego, niektórych rzeczy człowiek dowiaduje się tak późno? Gdyby wiedział to wcześniej. Nawet jeśli późno i tak wiem, że ją wykorzystam, chociażby dzieląc się nią z Wami. Jeśli macie w domu trzylatka lub innego brzdąca, posłuchajcie. Jeśli nie macie to i tak warto o berbeciach posłuchać.
Dzisiaj o kilkuletnich smykach.

Kilkulatek to istota, która bardzo Cię kocha. Również taka, która Ci powie co nieco: Jesteś brzydki wredny i śmierdzisz i jeszcze cyt.: „franca” kopnie, albo przynajmniej spróbuje. Takie są, chociażby trzylatki.
Te małe gadziny są całkiem zabawne, ale pamiętajmy, to już człowiek i jak mądrego człowieczka go traktujmy.

Czasami jesteśmy bezsilni wobec takiego malucha. Bo taki oprócz tego, że puści tekścik to jeszcze nie chce nagminnie jeść. A jeszcze niedawno tak sprawnie wszystko do buzi mu człowiek wszystko wpakował. Nie wiemy, że doczekaliśmy wieku, kiedy mały człowieczek się usamodzielnia. Trzylatek właśnie przechodzi proces automatyzacji. Dziecko chce już samo, chce się emocjonalnie dystansować. Co zrobić? Jeśli woła „siama”, pozwólmy jej samej. Nie na wszystko, ale na wiele. Nie wpychajmy łyżeczki na siłę, nie zawiązujmy buta z przeświadczeniem, że zrobimy to lepiej.

Ledwo zrozumieliśmy, o co z tym jedzeniem chodzi, słyszymy z ust dziecka następne słowa. Tym razem niesztampowe, obelżywe albo te ze słownika slangu. Dziwimy się: Stwierdzamy: No ładnie. Dziecko w przedszkolu nauczyło się kląć. O rety. Hola. To nie w przedszkolu. Nauczyło się od innych dzieci, a inne dzieci przyniosły z domu, ucząc się od swoich rodziców.

Jedzenie, przekleństwa, miarka się przebiera. Ugrzeczniamy nasze pociechy, bo wg wielu rodziców, mała istota pojawiająca się w domu od małego ma być posłuszna. Taka akuratna. Słuchać się od samego początku. Udaje się nam. Trzylatek został utemperowany po naszemu. Co jednak potem w dorosłości? W dorosłości również zgadza się na wszystko.

A jak nie da się ugrzecznić? Dajemy klapsa. Czy zastanawiamy się wtedy jaka jest różnica w godności dorosłego a dziecka? Prawda jest taka, że żadna. A jednak dziecko można uderzyć, a dorosłego to już tak strach troszkę albo nie wypada.

Czasami już sami nie wiemy co robić. Brniemy dalej. Popadamy w skrajności. Albo ciągle krytykujemy, albo gdy złość nam przechodzi, chwalimy ponad miarę. Chcemy zmotywować. Mówimy: Ale ślicznie wyglądasz. Jaki piękny sweterek i malujesz najładniej z wszystkich. A potem dziecko krytyki nie znosi. Jak to. Przecież było najlepsze.

Tak źle i tak nie dobrze. Kto z Was doświadczył bezradności przy dzieciach. Kto chciał dobrze, a wyszło do bani?
Prowadzący warsztaty ujął to tak: Przyzwyczajmy się, że praca z dzieckiem to nie uprawa pomidorów. Zrobisz wszystko, a i tak nie wyjdzie. Bo dziecko w przeciwieństwie do pomidora ma własne zdanie i chce być wolnym człowiekiem.
A ja dodam na koniec: Bezradność wobec kilkulatka, a potem nastolatka. Przyzwyczajmy się do niej. Cierpliwości nauczmy. Niedoskonałość zaakceptujmy.

JAK ZDOBYĆ WIEDZĘ BEZCENNĄ, CZYLI O WYJĄTKOWYCH WARSZTATACH ZA 5 PLN – 5/9

Przekręciłam się na pufie, bo wykład długi, bez przerw. Nie są potrzebne. Tuz obok prowadzący wyświetla co jakiś czas slajdy. Rodzice ciągle wsłuchani. Za ścianą bawi się dwójka pociech, które nie miały z kim zostać w domu. Wśród słuchaczy również ekipa pedagogów przedszkolnych. To również rodzice. Wiedzę, którą tutaj posiądą, wykorzystają zarówno w pracy, jak i w domu. Bo sytuacje, które opiszę, mogą zdarzyć się wszędzie. Każdy może być ich świadkiem. Warto wiedzieć jak się zachować.

 

Dzisiaj:
O fakcie, że seksualność i płciowość nie jest nam dana jako pakiet. Jest tylko zasianym ziarnem.
Przypomnijcie sobie z dzieciństwa zabawę w lekarza? Moment uświadomienia sobie, że chłopiec jest chłopcem, a dziewczynka jest inaczej zbudowana?
Dzieci od najmłodszych lat interesują się swoim ciałem. Poprzez dotyk sprawdzają, jak ono funkcjonuje. Pipusia czy siusiorek książkowo rzecz ujmując, po pewnym czasie się wyciszają. Zabawy jest koniec. Potem już jest skakanie przez płoty, gra w gumę czy w piłkę. Bo to jak się różnimy, powinno być elementem badawczym, jak chociażby koza z nosa, ale przez chwilę. O kozach jeszcze będzie. Wracamy do meritum.

 

Często piszą, że to prawidłowość. Zwracajcie uwagę na szczegóły, bo dzisiaj jest troszkę inaczej. W dzisiejszych czasach dzieci często mają deficyt więzi. Z jednym lub obojga rodziców. Zwłaszcza w dużych miastach gdzie rodzice bardziej zagonieni, gdzie mniej kultywowany związek. Dzisiaj często zabawy w lekarza, która kiedyś były tylko na pewnym etapie rozwoju uświadomieniem sobie, jaką się ma płeć, bywają niebezpieczne. W grę wchodzi niedopieszczenie. U dzieci pojawia się erotyka. Hormony, które funkcjonować powinny dopiero u dorosłego, biorą górę u dziecka. Diopamina, przekaźnik przyjemności, odpowiedzialna za procesy emocjonalne potrafi nieźle w tym wieku namieszać. Wtedy już nawet dotyk rodzica jest odbierany inaczej. Chociażby syna i matki czy syna i ojca.
Każde przytulenie w momencie podniecenia wywołuje impuls. Wdrukowany dotyk plus podniecenie i wiele nie trzeba. Jeśli więc jesteś rodzicem i zastałeś dzieci przy zabawie w lekarza, kiedy już dawno o tej zabawie powinni zapomnieć, zajmij im czas. Wyprowadź. Nie przytulaj, bo możesz nieźle nabroić.
Zareaguj. Nie zawstydzaj. Znajdź pretekst: Dzieci ubierzcie się, bo zimno w tym pokoju jakoś.

Reagujcie prawidłowo. Bądźcie czujni, gdy coś trwa za długo. A jeśli nie jesteście, nie dziwcie się związkom dwóch mężczyzn czy ponad normalnym relacjom syn matka. Wszystko bierze się z czegoś.
Cennych facetów do przedszkoli wpuszczajcie i nie podejrzewajcie o niecne czyny każdego napotkanego.
Jeśli jesteś samotną matką wychowującą syna, pedagog przedszkolny płci męskiej może wnieść w życie twojego dziecka dużo dobrego.