PO CO PROSO CZYLI KILKA SŁÓW O KASZY JAGLANEJ

Stanęłam w kuchni. Patrzę co pod ręką. Co dobrze wygląda, co ładnie pachnie. Co świeże i się prosi żeby użyć. A w pierwszej kolejności słucham Siebie, Swojego Ciała i intuicji. Kolej pada na jagłę.

No tak. Kasza powiecie. I to jeszcze słodka. I jak się ugotuje to taka do wszystkiego i do niczego.

Też jeszcze całkiem niedawno tak myślałam i jagłę jadłam tylko z miodem i żurawiną. Żółte kulki miedzy zębami zostawały. Ale jadłam bo odkwasza i dobra dla jelit, a także przy przeziębieniach, dla sportowców oraz  dla tych co nie mogą glutenu. A kiedyś to w ogóle o niej nie słyszałam, bo kaszy mogły dla mnie nie istnieć. Dziwny zapach miały. Grysik kojarzył się z dziećmi i słodką wonią mleka, a gryka stołówką pachniała.  Ziemniaki były smaczne i kotlet schabowy na maśle. Pachniał i wyglądał jak złote duże dukaty. I skwierczał jeszcze na talerzu jak babcia podała. Mniam. Mniam. Stare jednak to czasy. Wróćmy do dzisiaj.

Stoję w kuchni i coś na szybkacza chcę zrobić. Taką bombę co łatwo wchodzi i w samochodzie można zjeść, gdy czas inaczej nie pozwoli. Przypomniała mi się książka Zaremby, co o jaglanej dużo pisze. Jak przez mgłę pamiętam przepis na koktajl. Konsystencja będzie ok. Wleję do bidonu. Smak się zobaczy co wyjdzie. Będzie dobrze. Robię pierwsze podejście.

Tego przepisu nie znajdziecie nigdzie. Czy kiedyś powtórzę, nie wiem. Będą podobne. Dzięki temu do kuchni nie wkrada się nuda. Kocham eksperymentować i tych co w kuchni robią doświadczenia. Bo kuchnia nie powinna być przymusem. Kuchni nie trzeba się bać. Nie wyjdzie coś, trudno. Nie smakuje, też nic się nie dzieje. Mała zmiana lub zmian kilka. Następnym razem wyjdzie lepiej, inaczej, smaczniej.

KASZA JAGLANA – podstawa. Szklankę ugotowanej do blendera wsypałam. MLEKO KOKOSOWE – dwie szklanki prawie. BANAN – jeden. Razem z kaszą i jogurtem konsystencji nadaje. KURKUMA –  duża szczypta. To taki żółty proszek. Oj pięknie wygląda i rozgrzewa i sprawia że potrawa wygląda jak słońce na moim obrazku z dzieciństwa, CYNAMON – oj tego to sypię bo pięknie pachnie, DAKTYLE – dwa. Dla słodkości i zdrowotności. MIÓD – łyżka, bo to samo zdrowie. CYTRYNA – nawet pół wleję wyciśniętej bo nadaje lekkiej kwaskowości i orzeźwia. Jest zasadowa jak kasza jaglana więc para z nich dobrana.

Na pierwszy raz wystarczy, chociaż jeszcze pestki dyni kuszą, ale niestety tutaj nadadzą brzydki kolor. Jogurt również, albo mango dojrzałe. Poczekają jednak na swoją kolej, na kiedy indziej. Włączam blender, aż mus powstanie. Jest super. No może trochę za gęste to mleka dolewam. O teraz ok. Do lodówki wkładam. Wyszło tego troszkę. Piłam cały dzień. Było bardzo syte. Samo zdrowie. Moje zdrowie. I moja niepowtarzalna mieszanka. Taki energetyczny detoks. Teraz kasza jaglana na dobre zawitała w mojej kuchni. Muszę tylko troszkę jeszcze w przepisach poszperać.

Czasami warto zrobić przegląd i pokusić się na to co nowe. Szukać to co nasze i to co nam służy. Stanąć przy innych półkach niż zwykle. Popytać innych ludzi  i poczytać innych książek. Dostęp do wiedzy, przepisów i produktów przeogromny. Jeśli masz potrzebę zmian wystarczy tylko chcieć.

ZMIENIAĆ CZY TRWAĆ A JAK ZMIENIAĆ TO JAK

Oczywiście nie zawsze potrzebujemy zmian. Śpimy na prawym boku obok osoby której chcemy spać, wstajemy lewą nogą z łóżka które jest wygodne, idziemy do toalety którą sami urządziliśmy, wstawiamy wodę na herbatę którą uwielbiamy, myjemy zęby pastą która jest smaczna. Jeśli to środek tygodnia robimy kanapkę do pracy którą polubiliśmy z czasem lub kochamy od zawsze.

Jeśli nam wszystko pasuje, gra i jeśli się z tym dobrze czujemy przyzwyczajenia nam służą. Ułatwiają życie, organizują, niosą spokój. W lustrze przy porannej toalecie pojawia się uśmiech. Mnie wtedy chce się tańczyć.

Czasami jednak mówisz Sobie – Ale mnie obowiązki przytłaczają, lub – Ale mi ta praca ostatnio nie pasuje, albo – Za mało daję miłości, lub mam jej za mało. Nie jest Ci za wesoło. Chcesz coś zmienić w Swoim życiu, bo jest Ci troszkę smutno. Chcesz robić od rana wielkie zmiany, a potem i tak robisz po staremu. Dlaczego ?. Bo czasami chcemy zrobić duży krok, ale boimy się, bo nigdy małych kroczków nie było.

Kiedy więc poczujesz chęć zmiany, może warto zacząć od czegoś prostego, drobnego. Według zasady małymi kroczkami. Tak jak natura podpowiada. Najpierw raczkuj, potem naucz się chodzić a potem przeskakuj przez przełęcz lub szczyty zdobywaj. Małe zmiany cieszą. Duże radują. Małe są do wykonania natychmiast i nic nas nie kosztują. Duże potrzebują czasami więcej czasu, czasami więcej planowania a ponad wszystko doświadczenia. Wszystkie zmiany mamy na wyciągnięcie ręki tylko duże są czasami za ciężkie, gdy w małych nie nabyliśmy wprawy.

Przełożyłam poduszkę w miejsce nóg. Fik. Obrót o 180 stopni. Wyciągnęłam długaśne kończyny żeby się rozciągnąć. I już sufit wygląda inaczej, bo i tu światło inaczej pada. I już inne spojrzenie. W tym miejscu inne powietrze i inaczej pachnie. Fakt że stopami po nocy, ale INACZEJ. Zmiana pozycji, horyzontu, nastawienia pociągnęła za sobą zmianę myślenia i działania w ciągu dnia.

Zmiany na lepsze cieszą, niosą niespodzianki. Zmiany są na twarzy wymalowane. Sprawdźcie to Sami.

 

CZASAMI JEST SUPER. FAJNIE GDY SUPER JEST ZAWSZE

Czy bywa, że wstajesz rano i dusisz coś w Sobie, bo coś się wydarzyło złego ?. Coś męczy, dręczy i dobija. Coś zraniło, albo Ty zrobiłeś coś, co teraz boli kogoś innego ?.

Bo to mało w naszym życiu nie po naszej myśli się wydarza ?. Pojawia się poczucie winy, wyrzuty sumienia, niesmak, ból, smutek, zniechęcenie. Cokolwiek by to nie było wymaga zmian bo przecież przyznacie że lepiej gdy twarz radością promienieje. Przypominam Sobie dwie sytuacje z życia. Coś co zadziałało się wręcz natychmiast. Rozwiązaniem była druga osoba, impuls z zewnątrz. Wykorzystałam szansę żeby ktoś mi pomógł.

–  wyrzuciłam to z Siebie.

Czy mieliście kiedyś możliwość ­­­wygadać się tak do końca, zamiast być z troskami sam na sam ?. Są obok nas tacy co Kochają i wysłuchają wszystkiego. Ty mówisz, on słucha. Jeśli masz kogoś takiego daj mu to co masz najcenniejszego. Takich ludzi ze świeca szukać. Niosą za sobą spokój, zrozumienie. Wiesz że do nich możesz zadzwonić i napisać o każdej porze. Pójdą z Tobą do lasu, nawet gdy deszcz pada. jedzą słodkie ciacho choć za nim nie przepadają. Są z Tobą dopóki nie poczujesz się lepiej. Przy takich ludziach zrzucasz balast. Świat znowu nabiera kolorów. Pojawia się wiara, która na chwilkę gdzieś zniknęła.

– dostałam porządnego „kopa”.

Szczęście jest zaraźliwe, ale smutek jest jak wirus Ebola, co rozprzestrzenia się jak kula śniegowa. Czasami próbujesz ukryć Twoje troski czy złe samopoczucie. Dla dobra Ogółu. Ale są tacy co widzą, pytają i chcą pomóc. Starają się, przytulają, zaręczają że będzie dobrze. Chcą dla Ciebie jak najlepiej. Mają inny pogląd na sytuację. A Ty dalej obstajesz przy Swoim. Nie chcesz mówić, nie możesz. Powodów jest wiele. Wtedy słyszysz: Babo już trudno z Tobą wytrzymać. Wyzbieraj się, bo sama nie wiesz czego chcesz. Jak to działa ? Osobiste odczucia ?. Jakby asteroida we mnie uderzyła centralnie. Faktycznie, przecież mój marny nastrój innym się udziela. A przecież nie zasłużyli na to. I nagle rozpryska się i znika, wszystko co myśli zaprzątało. Ulga. Umysł jest czysty. Teraz pozostaje wypełnić go nowymi dobrymi myślami. Uśmiechnąć się do kogoś. Powiedzieć przepraszam.

Ja też mam swoje lepsze i gorsze chwile. Czasami jest naprawdę nieciekawie. Chwała i gratulacje temu co tak nie mają. Nie lubię smuteczków a depresja to dla mnie ciężka choroba, więc każdy sposób który zadziała, ma u mnie wielkiego plusa. Czasami trzeba ich kilka. Bo po co chorować.

Dzisiaj jest jak jest. Jutro kiedy otworzysz oczy, może być różnie. Jak ten dzień będzie wyglądał i jak Ty się będziesz czuł, zależy wyłącznie od Ciebie. Wierzę, że masz swoje sprawdzone sposoby. Jeśli coś będzie nie tak, poszukaj właściwej metody. Znasz rozwiązanie, jestem tego pewna. A jeśli nic nie przychodzi Ci do głowy ? Może jeszcze rozdział RADOŚCI pomoże. A może wesoła muzyka. Tylko smutnych piosenek w smutne dni proszę mi nie słuchać. Głowy do góry życzę tym, u których chwilowo w głowie zagościł zamęt.

 

TRYB ECO CO SAMOPOCZUCIE POPRAWIA

Wstaję rano. Tak mi nijak. Po wczorajszym jeszcze zostało. No nie, tak to nie będzie. Włączam tryb myślenia ECO – czyli wprowadzenia się w lepszy stan. No i matematycznie wyliczam.

Skoro 1/3 doby śpię, następną  1/3 pracuję a pozostała 1/3 to moje życie prywatne, a zawodzi któryś z tych elementów to bingo. Całe życie nie jest takie najgorsze. Co najwyżej tylko jego część i tylko przez jakiś czas. Jest dobrze. A za chwilę będzie dużo lepiej.

Zacznij dzień od pozytywnych myśli. Jola poleca.

JAK DOSTRZEGAĆ TUŻ ZA ROGIEM NIEZAUWAŻONE

Czy widziałeś kiedyś kwitnąca wiśnię i miliony jej drobniutkich płatków, z których wiatr na asfalcie obrazy malował ?. Czy miałeś okazję poczuć słodkawy przyjemny zapach bzu, wymieszany z zapachem powietrza po deszczu ?. A może chodziłeś kiedyś po lesie i słyszałeś owady siadające na białych jak śnieg dzwoneczkach konwalii ?

Nie trzeba jechać do Japonii oglądać kwitnących wiśni. Nie potrzebujemy holenderskich tulipanów. Nie warto szukać pięknych kwiatów po świecie. Wystarczy przyjrzeć się wiośnie. Rozglądnąć po pobliskich polach i unieść głowę ponad horyzont. Wiosna zachwyca kolorami, zapachami i tym co się wokół roślin dzieje.

Nawet zwykłe mlecze o żółtych jak słońce główkach, które potem zamieniają się w puch, potrafią nas zachwycać. Dla tych co chcą mieć trawkę jak na obrazku, wiele roślin jest oczywiście zmorą ogrodu. Czasami przyglądam się jak toczą odwieczną walkę z naturą. Niektórzy nie walczą. Z mleczy miód robią. Natura dała to biorą. A zanim zbiorą podziwiają.

Za chwilę przed nami następne pory roku i następne niespodzianki. Żyjemy w kraju w którym każdy znajdzie coś dla Siebie. Gdzie narciarz doczeka się śniegu a serfujący słońca. Gdzie jeden czeka z utęsknieniem na pierwsze pierwiosnki, a drugi tęskni za kasztanami, których rudopomarańczowe mięsiste liście, mienią się w promieniach jesiennego słońca.

Zazdrościmy Egiptowi gorąca, ale spróbujmy pomieszkać cały rok skąpani każdego dnia w pustynnym skwarze. Podziwiamy Islandię gdzie przez większość roku wieje, kiedy u nas wiatr tylko od czasu do czasu zawita.

Zanim zaczniesz szukać swojego miejsca na ziemi, zauważ to czego nie zabierzesz do walizki ze Sobą. Kiedy wyjeżdżasz na wakacje pamiętaj o tym co zostawiasz. Zanim zaczniesz zazdrościć, pomyśl czego mogą zazdrościć Ci inni.

20160507_08494120160521_145834 20160521_145646 20160521_145541 20160516_185111 20160515_143339 20160515_143309_001 20160507_194658_001 20160507_085548 20160507_085455 20160507_085201 20160507_085140_001 20160507_085024 20160507_085007 20160507_084933

TAKI JEDEN CO ZROBI DLA CIEBIE WSZYSTKO

Stoję Sobie, czekam  i patrzę. Do jasnego niewielkiego gabinetu, przez okno promień słońca wpada. Białe czyste ściany. A na nich mnóstwo dyplomów świadczących o wiedzy i umiejętnościach. Wszystkie w czarnej oprawie. Jasno zielona miękka dla stóp wykładzina, w kolorze soczystej trawy, przypomina że za oknem też wiosna. Tutaj pachnie migdałem i  kokosem. Czasami pojawia się też zapach orientu. Miejsce sympatyczne. Czasami wchodzę tu smutna a wychodzę rozbawiona.

Nie jestem tu sama. „ On „ znowu coś nowego wymyślił. Dzisiaj jest wpatrzony w Certyfikat wiszący na ścianie. Czyżby wzrok miał już słaby, bo tak jakoś z bardzo bliska zerka. Nieco zgarbiony stoi tyłem do mnie.  Jakby się obraził albo zawstydził może trochę. Nie widzę twarzy.

W końcu wpłynęłam na niego. Odwrócił się. To rozumiem.

Stefan – bo tak ma na imię „ to zabawna postać. „ Człowiek „ który dobrze nastraja i często zaskakuje pomysłami. Posłuchajcie Sami.

Ma lat kilkadziesiąt ale czuje się wiecznie młody.

Zadarty nos, nieco chude palce. Wysoki jak na faceta przystało. Zgrabny, choć ręce trochę długie i żebra za małe. Nieco kościsty, ale za to gibki, we wszystkie strony się wygina. Może kiedyś Yogę ćwiczył. Nie jeden by tak chciał. Brzuszka piwnego nie ma. I jaki wysportowany. Medale na piersi zwisają. Dzisiaj zauważyłam że w piłkę gra. Może dlatego.

Białe ząbki. Lśnią i równiutkie. Albo szczęściarz, albo aparat nosił a ja o tym nie wiem. Często na naszych buziach zmarszczki od smutków się robią. Stefan ma zawsze łagodny i ciepły wyraz twarzy. A jak tylko zechcesz uśmiecha się dla Ciebie, od ucha do ucha. Miny dziwaczne porobi. Rozśmieszy i rozbawi.

Powiem Wam w sekrecie. Nie obrazi się. Widziałam jak dłubie w nosie. Czasami do chusteczek mu ciężko sięgnąć. Czasami grzebie coś w zębach. To jest całkiem zabawne. Śmiejemy się wtedy razem.

Nieraz widzę jak palca o usta opiera, jakby się zastanawiał nad czymś, jakby nie wierzył co do niego mówię.

Stefan jest przystojny, gdy zacznie nasza wyobraźnia działać. Czasami skuli się, ale częściej klatę do przodu wypina. Udaje wtedy pewniaka.

Czasami łapie się za serce, ale serc kobiet nie łamie.

Małomówny ale pełen niespodzianek. Wysłucha Cię zawsze. Słowa złego nie powie. Zatańczy kiedy tylko zechcesz, ale wskazane żebyś to Ty poprowadziła.

Dla facetów uprzejmy. Taki kompan i przyjaciel.

Ogólnie szalony i nosi piórko za uchem.

Zastanawiacie się co to za postać i miejsce dziwne ?. W gabinecie Śmiechu jestem ? Nie. U fizjoterapeuty. O tym pogodnym człowieku i samej profesji innym razem. Wróćmy do mojego przystojniaka. Stefan to gabinetu maskotka. Pomaga nam zrozumieć, co w środku nas siedzi, jak jesteśmy delikatni i jak łatwo ktoś nam i my Sobie możemy krzywdę zrobić. Dlatego dbajcie o Siebie. Wszystkim zdrowia i mega kondycji życzę.

20160519_16082420160519_16082420160519_16212820160519_162054 20160519_161949 20160519_161638 20160519_161543 20160519_161345 20160519_161243 20160519_161032 20160519_160931

MAJĄTEK CONTRA DZIECKO

DSCF8122Kiedyś usłyszałam mimochodem:  Wychowanie dziecka to koszt budowy domu.

Po co tak mówić ?. Czy ktoś kto tak stwierdził, wziął pod uwagę wszystkie za i przeciw ?

No tak. Dzieci kosztują to wie każdy. Ale kiedy postawisz już ten wymarzony dom, często okazuje się studnią bez dna. Jest ciepły, ale jakiś taki pusty, bo cisza w nim gra.

Od domu nie usłyszysz słów, które usłyszałam dzisiaj:

Mamo. Jesteś kochana. I właśnie o takiej mamie marzyłam. Taką mamę chciałam mieć zawsze.

Dzisiaj potwierdziło się to co już wiedziałam. Od domu nie dostaniesz bezwarunkowej miłości. Dom nie przytuli Cię od czasu do czasu. Domu nie przytulisz Ty.

Są Ci co budują wielkie rezydencje i tacy co stawiają na gromadkę dzieci. Ludzie, którzy dokonali wyborów.

Ale rozglądnij się dobrze dookoła. Okazuje się, że możesz mieć jedno i drugie.

 

 

CZY PERFEKCJA SIĘ NAM OPŁACA

Czasami w uszach grają mi ludzkie myśli:

Coraz częściej chcemy być lepsi, mądrzejsi, i mieć figurę jak z obrazka. Zamierzamy wiedzieć wszystko. Pragniemy wygrać. Chcemy żeby było nas stać. Musimy być na czas i nad wszystkim panować.

Już sam fakt że nie zrobiliśmy wszystkiego co zaplanowaliśmy, nieźle potrafi popsuć nam humor.

Czy łapiesz się na tym, że chcesz być idealną istotą ?. Mieć idealny porządek. Perfekcyjny makijaż. Bez zarzutu przyciętą brodę. Chcesz ćwiczyć na medal i wygrywać zawsze. Genialne mają być Twoje dzieci, skoro Tobie się nie udało. Czyste wstawać od obiadu i mieć w szkole wyniki najlepsze. I chodzić do muzycznej i uczyć się języka. Co najmniej jednego. Wtedy jest dobrze. Choć mogłoby być jeszcze lepiej.

Czy nie masz wrażenia, że w życiu gonimy jakiegoś króliczka ?. Że dzieci nie mają dzieciństwa, a dorośli nie potrafią cieszyć się zwykłą chwilą ?.

Idę na basen. Po raz pierwszy w życiu przepływam 100 długości. W płetwach. Basen ma 25 metrów. Duma mnie rozpiera. Pierwsza napotkana osoba i jej słowa: W płetwach się nie liczy. A ja myślę – I co z tego. Osiągnęłam to co niedawno było nieosiągalne. Bo mnie naszło akurat teraz. Udało się. I jestem z Siebie dumna. Uśmiecham się i przypominam czasy, kiedy perfekcjonistką byłam. Teraz lubię wyzwania ale nie wszystkich się podejmuję. Albo podejmuję się, gdy mam na to ochotę. Liczę się z błędami i jest mi z tym dobrze.

Wracam z pracy. Małolatka pyta, czy my się łamiemy i dlaczego. Nóżki, rączki. Jesteśmy tylko ludźmi tłumaczę. Przydarzyć się może każdemu. Do ideałów nam w tym wypadku daleko.

Uwielbiam dzieci których mamy pozwalają popisać się mazakiem olejnym i nie wyciągają konsekwencji. Kocham ludzi, którzy stawiają Sobie i innym wysoko poprzeczki, ale wiedzą, kiedy zamiast przeskoczyć warto odpuścić i przejść pod nią.

Perfekcjonizm. Warto się mu przyglądać i nie pozwolić aby za nos nas wodził.

DSCF0215DSCF0222DSCF0234

TAJEMNICA DRUGIEJ MŁODOŚCI PŁYWAKÓW MASTERS

Choć wyniki są ważne, ta historia jest o tym, co nie widać na tablicach.

Jeszcze kilka lat temu o niczym takim nie słyszałam – Puchar Polski 2016 w pływaniu Masters. Ktoś powie, nuda. Też tak kiedyś myślałam. A teraz wszystko się zmieniło. Przydałoby się więcej oczu do patrzenia i więcej rąk do obsługi aparatów.
Wchodzę. Ludzi jak w filmie Zacka Snydara „300 ”. Rozglądam się po zawodnikach. Jakbym walecznych Spartan widziała. Do tego sędziowie, ratownicy, obsługa, kilka małych istotek, fotoreporterzy i ja.

Ruch i gwarno. Woda czeka zwarta i gotowa. Jej niebieski kolor mnie urzeka.  Rozpryskiwane w górę przez zawodników krople wody, muśnięte dodatkowo światłem, wyglądają jak kryształki Swarovskiego. Co rusz lądują na moim ubraniu. Zakładałam że sucha to ja tu nie będę. Ciuchy schną szybko. Powietrze jest wilgotne i ciepłe. Szybko robi się ciężkie. Faluje przed oczami. Coraz trudniej o świeże. Odczuję to wieczorem.

– Spoglądam na tych co czekają na swoją kolejkę.

Mięśnie u obu płci często wyrzeźbione, ale i brzuszki czasami się pojawią. Ćwiczenia robią swoje. Lata również. Słyszę od sympatycznej Pani i sympatycznego Pana: Brzuch przeszkadza, oj przeszkadza. I wskakują do wody. I płyną. I nawet wygrywają. Czyż to nie piękne ?
Robię szybki przegląd odzieży. Frotowe skarpetki. Jedna ubrana na lewą stronę, druga na prawą. Pośpiech, a może nerwy. Na innych stopach pięciopalcowe, kolorowe, zabawne. Najważniejsze że stopy grzeją. Obok Pani paraduje w różowym ponczo. Widać stroje profesjonalne startowe, ale są też mniej wyszukane.

Rozglądam się dalej. Tak wygolonych męskich nóg, pleców i torsów to ja dawno nie widziałam. Niektórzy nawet brody i wąsy pogolili na tę okazję. Dlaczego ? Bo w wodzie liczą się szczegóły. Szybciej się płynie i można zaoszczędzić sekundę. Możecie się pod nosem uśmiechać, ale to ważne.
Jeden taki mistrz biegnie na podium bez koszulki bo nie zdążył na siebie włożyć.
Czuje się różnorodność. Dyrektorzy, lekarze, nauczyciele, rolnicy, emeryci. Wszyscy marzyciele w jednym miejscu. Ukończone szkoły, profesje, zasoby pieniężne i wiek nie są tu ograniczeniem. Tutaj lata w tabele tylko wpisane.
Jedni ćwiczą od zawsze. Inni powrócili po długiej przerwie. Jeszcze inni tak naprawdę od niedawna, bo pokochali wodę. Zrzeszeni oraz Ci, co do żadnych sekcji nie należą, bo często nie mają możliwości.
Szanse nie do końca wyrównane. Ale jakie to ma znaczenie. Różnią się od Siebie, ale różne są też ich cele. Żyją wodą i tą właśnie chwilą. Wspierają się i podpatrują. Kibicują Sobie nawzajem. A pod wieczór razem dobrze bawią.
Słabość czy niedoskonałość, te słowa do nich nie pasują. To ludzie otwarci, pozytywnie nakręceni. Przebywanie wśród nich to czysta przyjemność.
Przed chwilę jeden z nich odebrał medal, wtula synka, drobnego kilkulatka. Obok dumna niewiele starsza córa.
Dzieciaki sprytne zaradne. Czekają na tatę. Na ławeczce kobieta z małą flagą. Ze swoim zespołem mocno się integruje. Uśmiech od ucha do ucha. Jedzie na drugi koniec Polski choć koszty wpisowego i noclegu nie raz mocno obciążają jej budżet.

– Zerkam na wodę i na tych co w wodzie.

Ostatnie ruchy ręką przed płytą rejestrująca wynik. Za każdym razem podobna reakcja. Zawodnicy dopływają do mety. Ręką łapią za słupek startowy. Wzrok wędruje na tablicę z wynikami. Pierwszy oddech za metą. Oddechu brakuje. Łapią powietrze jak ryba. Serca biją mocno robiąc delikatną falę przy brzegu. Kiedy się wsłuchasz, na pewno bicie serc usłyszysz. Spojrzenie na tablicę z wynikami. U wielu uśmiech na twarzy, która po wysiłku nie doszła jeszcze do Siebie. Twarz mówi wszystko. Ręka w górę. Nie muszę patrzyć na cyfry. Rekord pobity. Są Ci co dopływają dużo później. Oni mają inny cel. Dopłynąć. Również wygrywają. Z własnymi słabościami. Udowadniają, że w każdym wieku można. Wychodzą z wody, bo do skoku przygotowują się następni.
Kiedyś zastanawiałam się po co te drabinki. Z wody przecież można wyskoczyć. Teraz wiem po co. Po takim wysiłku nogi odmawiają posłuszeństwa. I nasz silnik sercem zwany również. I układ oddechowy. Wszystko przez chwilę na pełnych obrotach. Przegrzane. Wychodząc z wody nogi iść same nie chcą. Na twarzach uczestników pojawia się radość, zaskoczenie, zmęczenie i satysfakcja.

– Rzut oka na sędziów.

Sędziowie uprzejmi i rzetelni. Trudno ich nie zauważyć. Białe koszulki z dużym napisem na plecach. Jest ich tu masa. Bez nich żaden system nie da rady. Jednostka ludzka której nie zastąpi żadna maszyna. Widziałam jak kibicują i klepią w nagrodę po ramieniu.

Namierzam komentatora. Jego przyjemny głos prawie nie milknie. Miejsce niepozorne. Malutki stoliczek. Ale pełna profeska. Ja jestem z tych spóźnialskich, a on potrafi skończyć przed czasem. Komentował to co w wodzie na przemian z ogłaszaniem wyników. On cały czas mówi. Bez przerwy przez wiele godzin. Słowa pochwały docierają do mojego ucha z różnych stron. Zasłużenie powiadam.

– Rozglądam się po kątach.

Dzieci opanowały zapomniany w trakcie zawodów mały basen. Bez nich świecił by pustkami. Dzięki nim woda w tym miejscu odżywa co jakiś czas. Radzą Sobie same. Czekają, a w międzyczasie odbierają dumnie zdobyte przez rodziców dyplomy i medale. Gatki opadające. Siostra poprawia bratu. Cudownie szczęśliwe. Woda to dla nich żywioł. Bawią się. Tu nie ma rywalizacji. Zmagają się starsi obok.

Znam czy nie znam. Kibicuję wszystkim. Szczególnie tym, których co dzień widuję. Bo widzę z jakim zaangażowaniem ćwiczą i jak się przygotowują. Ile ich to stresu i czasu kosztuje. Czasami zabawni, jak morsy w wodzie wyglądają. Czasami w słowach nie przebierają. Sumienni, posłuszni, systematyczni. Dobrze życzę również kobiecie o niezłej figurze. Bo obok mnie stoi jej mąż z kilkumiesięcznym dzieckiem. Czekają dzielnie. Jest też kawaler, któremu przy wejściu na słupek sędzia pomaga. Dlaczego ? Bo nogi odmawiają posłuszeństwa. Ponieważ wiek zrobił Swoje. Gdyż to jego 3 konkurencja. Daje mu tak koło 70 – tki. Płynie i dopływa mety. I jestem z niego duma. I mówię Sobie jesteś dla mnie wzorem.

Jestem tu dzięki uprzejmości tego co ma moc decydowania.
Jestem po to aby uchwycić w wodzie emocje. Dla mnie jest to wyzwanie. Bo z pływakami to jest przechlapane. Żartuję. Ale prawda jest taka. Zasuwają szybciutko. Ślizgają się pod taflą. Czasami widać kawałek ręki, czasami czubek głowy. Nic więcej. I na nic prośby płyń wolniej. Nie słuchają, bo przecież oni po medal płyną. Woda do tego się dokłada. W obiektywie kolory zmienia. I rozmawiaj tu z takimi i z taką. Nie ma gadania.

Przerwy to czas na przemyślenia, odpoczynek czy przygotowanie taktyki. Czasami słyszę chwile słabości. Wiara gdzieś znika. Ktoś mówi: Nie dam rady. Zasuwaj w myślach powtarzam. Zaraz potem robię mu zdjęcie jak na podium staje. To niesamowite jak głowa potrafi nas oszukiwać.
Zbliża się wieczór. Do hali dociera coraz mniej promieni słonecznych. Zmęczenie u wszystkich wychodzi. Również u mnie.
Zostają wspomnienia. Nagle wszyscy zniknęli. W oddali słyszę tylko spokojne rozmowy pod prysznicem i szum suszarek.
Wychodzę prawie ostatnia. Tafla wody spokojna, gładka, nadal w tym samym intensywnym kolorze nieba. Odbijam się w niej jak w lustrze. Uśmiecham sama do Siebie i mówię: Nie masz umiaru w tym przyglądaniu się. Zmykaj Jolu do domu.

DSCF0754DSCF0731DSCF0677DSCF0615DSCF0561DSCF0537DSCF0531DSCF0513DSCF0478DSCF0471 DSCF0434DSCF0424DSC00423 DSCF0422DSC00439   DSC00369 DSC00364 DSC00362 DSC00335 DSC00330 DSC00246DSC00272   DSC00208  DSC00134  DSC00058 DSC00042  DSC00004 DSC00002

DLACZEGO OCZY CZASAMI BŁYSZCZĄ

Klubokawiarnia. To miejsce, które dla mojej pociechy jest drugim domem. Miejsce stworzone dla rodzin z dziećmi. I dla tych co lubią domowe ciacho oraz herbatkę zimową, taką z cynamonem pomarańczą i goździkami. I pogawędki z przemiłą właścicielką. To miejsce dla tych, co chcą usiąść i poczuć się jak w domu. Miejsce niezwykłe. Ogromny pokój zabaw dla dzieci. Druga sala wygląda jak wielki salon. Rozsiadam się na kanapie i wyciągam nogi. Po pracy tu wpadłam, razem z córcią.
Popijając herbatę przyglądam się. Twarze starszych, jakby znudzone. Małżeństwa, wujkowie, koleżanki, babcie.Tkwią w oczekiwaniu na pociechy. Dzieciaki oczywiście wesołe. Bo to przecież dzieci.
Dwie Panie siedzą obok Siebie każda myślami gdzie indziej. Mało uśmiechów. Powodem piątkowe popołudnie ? Nie sądzę. Mam wrażenie że taki nastrój trwa u nich nieco dłużej.
W oczach tych ludzi widzę … No właśnie. Widzę oczekiwanie. Słyszę myśli. Ach ta codzienność. Czuję jak brakuje bliskości. Przyzwyczajenie do przedmiotów, zdarzeń oraz drugiej bliskiej osoby. Nic więcej. Szukam zatraconej w codzienności miłości. Od której wszystko się zaczyna. Pięknej, którą zapominamy pielęgnować. 

Na salę wpada młoda dziewczyna. Nastolatka. Nie wpada. Ona prawie frunie. Dba o Siebie dla kogoś. Oczy błyszczą jakbym w żar ogniska patrzyła. W niej drzemie wielkie uczucie do drugiej osoby. Ja to czuję wszystkimi zmysłami. Chwilę pobyła. Rzuciła kilka słów. Rozpromieniona. I jest w niej tyle życia. Tyle chęci dawania. W torbie ma prezent dla chłopaka. Ale da mu dużo więcej
Da mu radosną Siebie.
Wyszła prawie tak szybko jak się pojawiła.

Mija kilka minut.
Przy narożnym stoliku plecami do mnie Sympatyczny Pan po trzydziestce od kilkunastu minut siedzi. Z córeczką przyszedł.
W drzwiach pojawia się kobieta. Różowa buzia. Patrzy na mężczyznę. Pan na nią. Oczy obojga iskrzą. Przytulasek był. A potem usiadła. Oboje szczęśliwi że się widzą, choć nie widzieli się raptem chwilę. W sali zrobiło się jakby jaśniej. Zapatrzeni w Siebie rozmawiali. Słuchali nawzajem. Wymieniali spojrzenia. Z każdą minutą wydawało mi się że młodsi.
Cóż za Energia.
Patrzyłam. Bo ja taki trochę podglądacz jestem.

W przeciągu pół godziny miałam szczęście obserwować prawdziwą miłość. Czytać ją. Patrzyć co robi z nami ludźmi. I co dzieje się z Tymi którzy ją zatracili.

Mina siedzących zagubionych w czasoprzestrzeni kobiet okazała się bezcenna. Panie zamarły. Patrzyły na parę. Buzie otwarte. Jakby ktoś wybudził ich ze snu głębokiego. Jakby ktoś otworzył im oczy i powiedział: Patrzcie.

Prawdziwa miłość. Czekajcie na nią. Rozglądajcie się. Jeśli poczujecie że to ona. Nie zmarnujcie. Pielęgnujcie. Bo pojawia się bardzo rzadko. Patrzcie ludziom w oczy.
Patrzcie na twarz, uśmiech. Często tam miłość pojawia się najpierw.
Kochania bez granic i bycia kochanym życzę.

A ILE W TOBIE POZOSTAŁO Z DZIECKA ?

Dlaczego w oczach dziecka świat jest taki kolorowy, a życie postrzegane jest tak prosto. Wszyscy jesteśmy księżniczkami czy królami. Wszyscy się uśmiechamy, gdy jest nam dobrze i płaczemy przy ludziach, gdy nam jest źle. Nie wstydzimy się przytulać na co dzień i kochamy zwierzęta. Czasami chodzimy z brudną od lodów buzią, a innym razem nie boimy się pytać. Nie musimy być wiecznie idealni. Mamy swój świat fantazji i piękne marzenia do spełnienia.
Kto wpadł na pomysł, żeby wraz z wiekiem się zmieniać ? Nie huśtać się na huśtawce, bo nie wypada. Nie robić fikołków i myć ciągle ręce, bo ponoć bakterie. Wybieramy sztywne siedzenie w szkolnych ławkach i na biurowych krzesłach, nosimy szare ubrania, a po ulicy chodzimy smutni i zagubieni. No i wiecznie coś nam po głowie chodzi. Zazwyczaj oczywiście coś nosi nazwę „problemy”. Wstydzimy się wszystkiego i wiecznie biegniemy bez rozglądania. Zero logiki. Po co zmieniać jak było nam dobrze?

A propo – huśtałam się ostatnio na placu zabaw. – niezły relaks. Powiem nawet bajka. Tutaj pytanie się nasuwa: Ile w Tobie pozostało z dziecka?

Życzę Wam wszystkim oby jak najwięcej. Gdybyście kiedyś zastanawiali się, dlaczego czasami zachowuję się dziecinnie, to już wiecie. Dorosłość nie zawsze mi odpowiada, bo jest po prostu… nudna.

DSC07736DSC07732DSC07730DSC07729DSC07713DSC07710DSC02680DSC02670

MARZENIA DO SPEŁNIENIA

Jako nastolatka nie potrafiłam powiedzieć, czego w życiu pragnę, o czym marzę i co chcę w nim robić. Inaczej patrzyłam na byt. Dzisiaj żywot potrafi mnie zaskakiwać.

Jeszcze kilka lat temu myślałam, że woda jest nieuchwytna, że jest nieprzyjazna i że z wodą toczy się tylko walkę. Myliłam się bardzo. Wystarczy jej słuchać, docenić jej moc i nie narzekać, że zimna. Uzbroić się w cierpliwość, uwierzyć w nią i podstawa — w Siebie. Dzisiaj woda mnie woła rano, w nocy i w południe.

Jakiś czas temu latanie kojarzyło mi się z wakacjami i głośnym samolotem. Nie lubiłam latania. Tak mało o nim wiedziałam. Dzisiaj nie mając skrzydeł, chcę latać i twierdzę, że nigdy nie jest za późno na spełnianie własnych marzeń. Jak to zrobię ? Jeszcze nie wiem.
Jak na razie przyglądam się, oglądam i nie mogę lataniu w „Cirque du Solei” napatrzyć.

DSC08965DSC08961DSC08957DSC08951

OBSESJA

Następna. Czyżbym zaczęła bzikować ?
Tym razem łyżwy. Dobre 30 wiosenek ich na nogach nie miałam. Zaproszenie dostałam. Ale skąd ja łyżwy wezmę. I tu nagle cud. W szafie znalazłam. Córci mojej. Dobre na mnie bo i córa duża. Założyłam i bingo.
Ja Wam powiadam na lodzie jest super. Czy umiesz czy nie umiesz. Ja Sobie przypomniałam, ale gdybym miała uczyć się jeszcze raz, zrobiłabym to bez dwóch zdań. 

A przy okazji dostałam w ręce kija. Hokejowego. Prawdziwego. Nie wiedziałam co z nim zrobić. Kij był dla praworęcznych, a ja lewą ręką gram. Ale jakie to ma znaczenie. Udało mi się, bo inni grali miotłą czy drewnianym drągiem. Powiadam Wam. Nie ważne jak się gra i czym się gra jest super.

Tak tak. Wiem. Powtarzam się. i ciągle mówię o Sobie i ciągle że tak fajnie. Po prostu podekscytowana.

Czy mówiłam Wam że kocham proste pomysły ?
Chyba tak – w poprzednim poście.
Bo lodowisko na stawie było. Sama natura stworzyła.

Koniec gadania. Lepiej pokażę zdjęcia.

Może zachęcę ? Może następnym razem spotkamy się na lodzie ? Kto wie.

DSCF9976DSCF9911DSCF9904DSCF9866DSCF9865DSCF001420160123_13495320160123_131832

WYGODNA WYGÓDKA

Kto z Was był dzieckiem ?
Ja byłam.
Dzieciństwo.kojarzy mi się nieodmiennie z prostotą. Z piecem kaflowym, kurami które skubią trawę i wychodkiem z którego codziennie korzystałam.
Tam nie miało się co popsuć. Tam wisiały plakaty na ścianach bo tapet jeszcze nie było. Klimatyzacja to samo zdrowie bez opcji serwisowania. Pachniało. Słowo harcerza.
Sentyment. Dlatego cenię do dzisiaj. Siedzenie w takowej w obecnych czasach manianka. Przywołuje wspomnienia.
No bo przecież rzadkość. A mnie się udaje. Hip Hip Hurra.

DSCF9980DSCF9950DSCF9931

O DZIECIACH SŁÓW KILKA – O DOROSŁYCH JESZCZE WIĘCEJ

Wyobraźcie Sobie dziewczynkę, przeciętną, niezbyt wyróżniającą się w szkole. Miała zostać inżynierem, została lekarzem. Wyobraźcie Sobie Starszą Kobitkę, zawsze pogodną, kochającą wszystkie dzieciaki, która okazała się wspaniałym pedagogiem. Wyobraźcie sobie Marię Montessorii. Dzięki niej setki, tysiące a może nawet miliony maluchów wyrosło ze swojego dzieciństwa i weszły w dorosłość z pewnością Siebie, wiarą, radością.

Moje dzieci miały okazję chodzić do przedszkola w którym przestrzegano wszystkie zasady i przykazania Marysi. Skorzystały po stokroć.
Jak bliskie te zasady są mojemu sercu ? Bardzo.

Kiedy patrzę na dorosłych i ich relacje jest mi czasami troszkę przykro.
Czyż tych przykazań nie warto byłoby przełożyć na naszą dorosłość.
Czy nie nazbyt się krytykujemy, oceniamy, wyśmiewamy, oczerniamy ?. Czy nie za mało nawzajem się chwalimy ? Czy nie za dużo w nas wrogości ? Czy nie mówimy za dużo, a słuchamy zbyt mało ?.
Pracodawcy ciężko przychodzi pochwalić swojego pracownika. Pracownikowi być uczciwym wobec pracodawcy. Maż nie zawsze daje poczucie bezpieczeństwa swojej zonie. Żona nie zawsze wspiera męża. Sąsiad nie zawsze chce wysłuchać co mamy do powiedzenia.
W towarzystwie czasami wyśmiewani. Nie zawsze w rodzinie wysłuchani,
A to wszystko takie proste.
Każdy z nas ma dużo z dziecka. Jesteśmy delikatni. Uczymy się całe życie. Zawsze pragniemy wsparcia. Marzymy aby ktoś się nami opiekował i interesował. Potrzebujemy zrozumienia gdy popełniamy błędy. Wsparcia gdy ponosimy porażki. Potrzebujemy dużo miłości.
Wierzę że przestrzegając zasad Montessorii w każdym wieku polepszymy jakość życia naszą i naszych bliskich. Nauczymy Się kochać. Inni docenią naszą miłość. Nauczymy się chwalić. Dobre słowa do nas wrócą.
Nauczymy się słuchać. Zostaniemy wysłuchani.

Marysia stworzyła przykazania dla rodziców.
Osobiście twierdzę że są ponadczasowe i staram się stosować wobec wszystkich na których mi zależy. W końcu jestem istotą stadną. A więc wobec Sąsiadów, Pracowników, Rodziców, Dzieci, Męża, Przyjaciół, znajomych i zupełnie mi osób nieznanych.

Wierzę że dobro powraca. Daj drugiej osobie to co najlepsze w Tobie, wróci ze zdwojoną siłą. Dodaj do tego szczery uśmiech, a ujrzysz go na twarzach bliskich i tych całkiem Ci obcych. Ja widzę. Do mnie dobro wraca.

W odpowiedzi na prośbę:

Mam zasadę. Nie kopiuję treści z internetu. Przepraszam. Przykazania bez problemu znajdziecie w necie wpisując  – 18 PRZYKAZAŃ MARII MONTESSORI. Polecam.

 

 

SZCZĘŚCIE PRAWDZIWE CZY NACIĄGANE

Wiosna, lato, jesień, zima. I następne. I znowu. Lat przybywa. Jesteśmy świadomi. Rozglądam się. Często słyszę jak liczymy. Slyszę ostatnio: „O jak Ty się zmieniłaś”. Bez względu czy na korzyść czy nie, uwierzcie też jestem tego świadoma.

Rozglądałam się wczoraj i w ludziach szczęścia szukałam.
Nie po raz pierwszy się na tym łapię. Szukam w sklepie, w pracy. W przedszkolu gdy zaprowadzam córę.
Bo mi się radość od innych udziela.
Bo też mam lepsze dni i gorsze. Bo potrzebuję jej jak wody i powietrza.

Często mam wrażenie, że u niektórych szczęścia z wiekiem ubywa jak kolagenu. Jakby starzało się wraz z ciałem.

A my im starsi, potrzebujemy go przecież coraz więcej. Eufori. Radości. Uniesień. Przy nich słowa: ból, strach, lęk, niemoc, które tak często towarzyszą nam w dorosłym życiu, chowają się gdzieś. Znikają.

Kiedyś zamiast radości prawdziwej napotykalam u Siebie szczęście udawane. Ot takie troszkę naciągane. Od tego moją przygodę zaczynałam. Czasy, kiedy zorientowałam się, że smuteczków zbyt dużo nastało.
Szczęście naciągane to takie, kiedy człowieka coś dołuje a on patrzy w lustro i mówi do Siebie: Wszystko jest w Twojej głowie. Uśmiechnij się.” A więc robisz to. Podnosisz poziom zadowolenia. Jest dobrze. Dużo lepiej. Przynajmniej wyszłaś z niezadowolenia.
Zaczęlam szukać dalej.

Dzisiaj szczęścia nie szukam w lustrze i książkach i będąc sama w domu. Idę między ludzi:
– do dzieciaków, które mają radość wrodzoną i jej jeszcze nie utracili.
– do młodzieży, która żyje marzeniami i dla nich nie ma rzeczy niemożliwych.
– do sportowców, u których ruch wydziela endorfiny.
– do osób nie z mojego pokolenia, które mają pogodę ducha, choć nie mają wiele oprócz lat których im przybyło.
– do ludzi, którzy zajmują się rozwojem osobistym, bo szukają. A kto szuka znajduje.
– do ludzi ktorzy kochają Siebie i innych.
– i na koniec do tych, którzy kochają mnie za to jaka jestem.

Wczoraj mialam okazję być opiekunem na szkolnej wycieczce. Młodzież licealna. wspaniała, choć mówią że to ciężki wiek. Bujda powiadam. Byli wspaniali. Pierwsze kroki na nartach. Wyzwania. Upadki. Podawałam rękę i jechało się dalej.
Pytania: ” A tam jest trudniej czy łatwiej ? „. Dla jednego trudniej, dla drugiego łatwiej. Nie wiem. Sprawdź sam – mówilam. Testowali. A potem widzialam gesty wielkiej radości. Bezcenne. Zaciśnięte pięści, ręce w górze i białe zęby w aparatach ortodontycznych błyszczących w słońcu. Były piąteczki i żółwiki.
Raz ja dla nich przewodnikiem. Innym razem ja się od nich uczyłam. Pogłębiałam wiedzę jak się dobrze bawić.

Miałam też okazję spędzić czas z małym pogodnym bajtlem, którego stricte urodziłam i ciągle pyta mnie czy go kocham. Kocham ponad życie.
Byłam blisko kogoś kto darzy miłością bezgraniczną.
Pływalam w towarzystwie zawodników ktorzy mówią po treningu ” Ale dzisiaj dostaliśmy w kość od trenera.” I sie przy tym śmieją.
Pod koniec dnia otworzyłam fb. Zobaczylam znajomych szczęśliwych, że znowu są razem. I innych. Ich mordki uchichrane i te oczy błyszczące o których często piszę. Dorośli a radość dziecka od nich płynęła.

Ten cały dzień. To wystarczyło. To było aż nad to. Szczęście przyszło do mnie samo. Udzieliło się. I to jak.

Szczęście prawdziwe jest naturalne. Kiedy jest się szczęśliwym dla Siebie. Udziela się ono od innych. Potem innym od Ciebie. Nie potrzebujesz nic mówić swojej głowie. Po prostu jest. Pojawia się z nikąd. Nic z nim nie robisz i jesteś w cały w skowronkach.

Tak się zdarza. Mnie się zdarzyło wczoraj. I Oby zdarzało się jak najczęściej. Wam się przytrafiało. Takiego szczęście Wam życzę. Pogody ducha która i mi od Was się udzieli.

KRES ŻYCIA. RADOWAĆ SIĘ CZY SMUCIĆ ? A MOŻE PO PROSTU ZROZUMIEĆ ?

Każdego dnia budzę się z myślą: Jaki ten dzień będzie ?
I bez względu na to jak chce żeby było, jedna wiadomość, jedno zdarzenie czasami powoduje że na chwilę świat zakręci się w drugą stronę. Tak mi się ostatnio przydarzyło.
Kto lubi słuchać zapraszam.

Telefon. Jestem w pracy.
W słuchawce głos brzmiący inaczej niż zwykle. Informacja o śmierci bliskiej osoby. A takiej boimy się jej jak ognia. Nie chcemy. Przecież jest dla nas niewygodna. Dopada. Przychodzi nagle choć plany na ten dzień były piękne. Choć od rana uśmiech gościł na naszej twarzy.
Też tak czasami macie ?
Ja tak mam. Tym częściej im więcej lat przybywa.

– Umiera bliska mi osoba.
Ląduję na śląskiej wsi. Tu troszkę o niej.
Lokalna mała społeczność pełna ciepła. Sąsiedzi zawsze służą pomocą. Wszyscy się znają. Uwielbiam Ślązaków za ich uśmiech. Za ich niemiecką gospodarność i gościnność.
Za swojskie jajka z którymi zawsze wracam. Za dialekt, który na początku był dla mnie wyzwaniem.
Za kluski śląskie. Za mięso faszerowane mięsem. I jeszcze kiełbasą i słoniną w sosie pływające. Za słodkie wypieczone kołacze, wyjątkowe kiełbaski z wody podawane przy śniadaniu i poranną celebrę picia kawy. Kiedyś się tym wszystkim zajadałam a teraz przyglądam i podziwiam.
Śląska wieś. Ona rządzi się swoimi prawami i o tym warto pamiętać.
I teraz zaczyna się „zabawa”. To dobre słowo choć ktoś może powiedzieć że całkiem nie na miejscu.
Tu na Śląsku zdobywam nowe życiowe doświadczenie. I to nie dlatego że właśnie tutaj ze śmiercią spotykam się po raz pierwszy. Dlatego że ja się zmieniłam. Przypatruję się z innej perspektywy.

– Co widzę ?
Ceremonia pogrzebowa.Wokół mnie słowa zewsząd płynące. Od wdowy słyszę „Źle będzie”. Inni pocieszają „Będzie dobrze”. A ja mówię do Siebie: „Będzie inaczej”.
Jedni wpadli bo tak wypada. Inni łączą się w bólu i płaczu. Jak się zachować ?
Stypa. Być musi bo co sąsiedzi powiedzą. Bo w głowach priorytet że trzeba się przypodobać. Będą gadać że szkoda było kasy. Albo że nie zrobiło się tak jak wszyscy.
Słyszę słowa o „zatwardziałych grzesznikach” i o tym jak z grzechem się rodzimy. A przed oczami człowiek, który w życiu nie miał żadnych niecnych planów żeby czynić zło i krzywdzić – ducha winny mąż, ojciec, gospodarz. Coś mi się zaczyna nie zgadzać. Puzzle nie pasują. Nie słyszę nic o tym co ważne dla mnie. O tym co ten człowiek wniósł w nasze życie. Jaki był. Tego mi brakuje. Korci mnie żeby komuś zadać pytanie. Nie zadaję bo chcę Sobie na nie odpowiedzieć sama.

– Jak się odnajduję ?
Patrzę na ludzi. Podobne miny. Podobnie ubrani. Jak jeden mąż przyjmują komunię.
Patrzę na własne dziecko i biorę z niego przykład. Nie pierwszy raz. Bo dzieci są neutralne i bardzo naturalne. Patrzą na życie prosto. Zadają proste pytania. Mają czyste i jasne umysły. Bez narzuconych odgórnie zasad. Bez naśladownictwa i skrępowania.
Są wolne. Kiedy w kościele ksiądz wraz z zapatrzonymi w niego parafianami skupili się na tym kiedy wstać, siadać, klękać, i wrzucić do koszyczka, skupiłam się na odpowiedziach na pytania dziecka „Dlaczego tak się dzieje i po co tyle dymu. Po co tak naokoło ołtarza chodzą i dlaczego trumnę na śruby zakręcają.” Pytała o „Głównego bohatera”. Opowiadałam. Kim był, jakim był człowiekiem i ile wnosił dobrego. Co ma teraz w planach.

– Rodzą się pytania.
Jak postrzegamy śmierć ?
Często widuję strach, obawy. Mamy żal do zmarłego dlaczego nam to zrobił.
Jak do niej podchodzimy ?
Świadomi że się rodzimy a momentu odejścia nie znamy. A więc. Wolimy odsuwać tę myśl na bok. Najlepiej w ogóle nie myśleć. Lub założyć, że nas to nie spotka. A potem jesteśmy zaskoczeni.
Jak sobie z nią radzimy ?
Z moich obserwacji wynika że kiepsko.

– ostatnie rytuały.
Zimno. Stoję na polu.
Na mojej twarzy pojawia się lekki uśmiech zamiast łez kiedy inni płaczą. To nic złego.
Stwierdzam że wybór białej na wzór ślubnej, pachnącej wiosną wiązanki z żywych kwiatów, dla faceta, zamiast sztucznego wieńca który długo poleży, to dobra decyzja, a nie żadne dziwactwo.
A pro po. Zapomniałam jej z domu. Nie wracałam po nią i nie kupowałam następnej bo myśl mi przyszła że tak widocznie miało być i że to nie o kwiaty tak naprawdę chodzi.
Ubrałam się w kolorach granatów i beżów, kiedy wszyscy odziani na czarno, bo im tak tradycja mówi, a dla mnie ważna wygoda. Ten którego już nie ma właśnie w takich strojach mnie najczęściej oglądał. Dlaczego miałabym go teraz straszyć, zaskakiwać.
Nie należę do tych co często biegają na cmentarz. Wszystkich których nie ma już ze mną mam w sercu. I niech tak zostanie.

Nie dziwcie się zbytnio. Nie poddajcie proszę ocenom. Od lat uczę się jak temat śmierci ugryźć. Jak stawić jej czoła. Jak tłumaczyć dzieciom gdy pytają. Jak nie dać się zwariować.
Nigdzie a to nigdzie nie znalazłam dowodu, ani żadnej istoty która powiedziała by mi prawdę o tym co się z nami dzieje „później” Żaden badacz nie udowodnił, żadna książka nie pisze prawdy bo jej nie zna. Żadna religia nas o tym do końca nie przekona. Zbyt wiele przekazów. Zbyt wiele niewiadomych. A niektóre wręcz mówią wprost: Sam znajdź odpowiedź. Więc szukam.
Jaka jest prawda ? Prawda jest nasza. Z taką z którą się dobrze czujemy. Która wynika z obserwacji i słuchania. Nie podpatrzona. Nie wynikająca z naśladowania. Taka gdzie potrafimy wszystko pogodzić. Gdzie nasze serce dozna spokoju. A myśli niekorzystne nie będą nam latami głowy zaprzątały.
Moja prawda to ta z którą się dobrze czuję. Która pozwala zebrać mi w trudnych momentach siły. Po co ? Aby dać wsparcie innym.

– Moja prawda.
Rodząc się dostaliśmy w darze bijące serce, rozum i inteligencję. Kieruje się nimi w życiu. Wykorzystując wszystkie te trzy dary stwierdzam co jest moje.
Zakładam że rodzimy się czystymi. Jak ten pierwszy śnieg na najwyższych szczytach globu. Bez skazy. Bez wad. Tak postrzegam tych, którzy odchodzą. Tak chciałabym aby postrzegano kiedyś mnie.
Pojawiamy się, aby zaznać tu na ziemi trochę szczęścia. Dostajemy go w różnej postaci. Aby nabrać doświadczenia. Spełnić jakąś misję. Nauczyć się czegoś. Na ziemi zaliczamy „podstawówkę”. Wyższe szkoły” czekają na nas w zupełnie innym wymiarze.
Wierzę że pojawiamy się na tym świecie i mamy tu swoje zadanie. A potem. Potem idziemy dalej.
Czy mogę mieć żal do ludzi że odchodzą w tym a nie innym momencie ? Nigdy. Jakie mam prawo szukać w tych osobach błędów ? Żadnego.
Ale mam prawo dziękować. Za lekcję, którą mi dali w chwili odejścia.
Wrzucam w mój proces myślowy trochę optymizmu i wiarę że jesteśmy częścią czegoś większego. Koleją rzeczy sprawdzę to kiedyś sama.
Boimy się co czeka nas czy naszych bliskich po drugiej stronie. Rozmyślamy skąd i jak oraz dlaczego. Kiedyś sprawdzimy to Sami. Cierpliwości ludziska. A teraz może warto popatrzyć na to optymistycznie. Bo i dlaczego się smucić.

Życzę Wam abyście znaleźli swoją prawdę. I zawsze potrafili odnaleźć się w takich momentach. Bo kiedy znajdziecie siłę w Sobie będziecie oparciem dla innych, którzy nie mogą się w zderzeniu ze śmiercią odnaleźć

PSINA JAKA JEST KAŻDY WIDZI – DOPÓKI JEST

Pojawia się bo tego chcemy. Dajemy jej dużo miłości. Ona wnosi w nasze życie niesamowitą radość. Uczy nas wczesnego wstawania, obowiązkowości, przytulania, cierpliwości, opiekuńczości, wyrozumiałości, czujności i kochania ot tak po prostu.
I tego że pojawiając się na ziemi, jedni dostają mniej czasu, a inni dużo więcej.

A teraz troszkę o tej suczce co do naszej rodziny trafiła.

Kiedy pojawiła się w naszym domu jako szczeniaczek usłyszałam stanowczy głos:
„A wiesz że kiedyś będzie stara i będzie jej z pyska śmierdziało, będzie pod siebie robić i trzeba się nią będzie opiekować ?”.
Pomyślałam chwilkę. Tak wiem. Bo przecież tak życie wygląda.
Usłyszałam to co niewygodne. Nie przestraszyłam się. I dobrze. Bo to co dostałam przerosło mnie i całą moją rodzinę.

Pies gończy. Bała się strzałów. Medalistka, która kochała las i „moje” dywany. Tak tak. Dywany. Mówiłam że niech się nie waży, bo są moje. Ona i tak Swoje wiedziała. Machnęłam ręką a potem dalej negocjowałam. Zawsze wygrywała.
Czasami była niepokorna i robiła po swojemu. Charakterna bestia, a przy tym przesłodka.
Nie ważne na ile człowiek znikał i co zrobił, zawsze radośnie witała. Długaśny ogon latał dookoła gdy biegła. Był jej potrzebny żeby zachować równowagę. Wyglądała z nim przezabawnie.
Dzieci ją uwielbiały. Nauczyły wielu sztuczek. Pozwalała robić ze sobą wszystko.
Obgryzła parę drzwi i raz oporządziła ziemię z kwiatków. Na futrynach zostawiła mnóstwo śladów swoich łap i pazurów. Bo lubiła zwracać na siebie uwagę. Teraz mówię – A co tam.
Często brała na litość. Wpatrywała się wtedy swoimi ślepiami. Człowiek odpuszczał. Miał inne wyjście ale i tak odpuszczał.
Podróżniczka. Obwąchała spory kawałek Norwegi, zjeździła Polskę.
Ponad 7 lat w firmie. W pracy codziennie, nie patrząc czy urlop przysługuje czy nie. Miała tam swoje posłanie.
Była z nami. No właśnie. Tu miałam wpisać cyfry. Ale czy cyfry mają znaczenie ? Była tyle ile miała być.
Feta Cynamonowa Sfora. Członek rodziny. Pociecha. Nauczyciel. Kompan. I dużo dużo więcej.
Wszystkie spędzone z ta psiną chwile niezapomniane.
Teraz nadsłuchuję jej kroków. Z przyzwyczajenia. Na darmo. Tęsknię. Nie tylko ja.

Nie jest moim celem tym postem zasmucać. Ani Siebie ani nikogo innego. Dzielę się tym co wiem. Zwierzęta żyją krótko, a czas goni. Rozstania to nic radosnego. Ale cała reszta. To jak nagroda. Posiadać czy nie posiadać. Warte przemyślenia.
Życzę Wam wszystkim wspaniałych zwierzaków. I oby były z Wami jak najdłużej.

DSCF0741DSC01548

 

MAGIA CZY KICZ ?

Ta historia nie ma obrazków. Nie są potrzebne. Wierzę w Waszą wyobraźnię.
Ta opowieść jest dla tych, co nie wyjeżdżają na weekend. Oraz dla tych co wyjeżdżając lubią posłuchać co nieco. To podróż do mojego świata. Może kiedyś Wy zabierzecie mnie do Swojego.

Słowacja. Tatralandia.
Dla jednych duża wanna gdzie się „Morsy” moczą. Dla innych raj, gdzie siedząc w wodzie popija się drinka. Ludzi na ogół tu masa. Gnieżdżą się często jeden na drugim.
Ja szukam, w tym wielkim kompleksie, wymarzonego kawałeczka dla Siebie. Bo wierzę, że każde miejsce ma fajne zakamarki. Że w każdym jest jakaś magia. Trzeba ją tylko wypatrzyć.

Rozglądam się dookoła. Większość ludzisk pupy moczy. Jeden basen świeci mocno na zielono. Inny niebieski jakiś taki. Lubię kolory, ale to nie dla mnie.
Strefa dzieci. Dobrze się bawią. Gwarno. Baseny na zewnątrz. Tam troszkę tłoczno. Nosa nie mam gdzie włożyć. Na środku Bar Wodny. No ale mi się przecież nie chce pić.

Siedzący w przejściu Pirat spogląda. Prosto na mnie zerka. A ja patrzę na niego. Nie rusza się bo sztuczny, ale patrzy prosto w oczy i podpowiada:
– Strefa saun. Tam znajdziesz miejsce dla Siebie.
No to poszłam.

Juź na wejściu piękny zapach lasu i aromatów cytrusowych. Lubię jedno i drugie. I błoga cisza złamana szumem wody, w której schładzają się ludzie. Widok przemiły. Wszyscy opasani żółtą tkaniną, która ma służyć za chwilowe odzienie. Stroje i wszelkie okrycia pozostały w szatni.
Wybór saun duży. Szukam tej dla Siebie. Zaglądam w najdalszy zakątek. Do jednej z najbardziej ukrytych prowadzi winda. Wsiadam. Jeszcze kilka kroków, otwieram szklane drzwi i już wiem że to miejsce czekało na mnie.
Drzwi prowadzą na pole – podwórko na dachu. Całkiem spory ogródek. Na środku głęboka niecka z lodowatą wodą i jaccuzzi. Pod stopami podłoga z desek. Przyjemnie się na niej stoi, w połowie lutego późnym wieczorem. Gdzie nie gdzie ozdobna żwirowa nawierzchnia i przycięte finezyjnie i równiutko iglaki. Wszystko przypomina Ogród Japoński. Obok mnie drzwi do dużej kabiny sauny. Cała przeszklona wygląda jak bajkowa chatka. Świeci ciepłymi pomarańczowo – żółtymi kolorami. W środku ciemnej nocy wygląda przepięknie. Wewnątrz przyjemne ciepło i ludzie. Jedni zakrywają się mniej, a inni nieco więcej. Są tacy co w ogóle, bo takie tu obowiązują zasady. Sauna kusi. Wciąga swym wyglądem. Dosiadam się do innych. Wsłuchuję w muzykę. Kukułka kuka, a potem dochodzi dźwięk fletu i delikatne brzmienie fortepianu. Muzyka wycisza i dobrze nastraja. Podziwiam. Widok z sauny jest na miasto. W oddali widać światła przejeżdżających samochodów. Nie chce się wychodzić. Sauna rozgrzewa. Przychodzi czas na jej opuszczenie. Schładzam się szybko. Woda w niecce lodowata.
Czeka mnie jeszcze przyjemna kąpiel. Wchodzę do wielkiej wanny z bąbelkami. Woda wylewa się poza krawędź wydając odgłosy płynącego strumienia. Przyglądam się wodzie. Zmienia kolory. Delikatny fiolet przypomina mi majowe kwiaty bzu rosnące w ogrodzie. Lazurowy – południowe morze. Zielony – świeżą trawę, która dopiero co wzeszła. Poczułam nosem wiosnę. Przyszła w środku zimy.
Na powierzchni wody tworzy się delikatna pianka. Taką samą widuję, gdy morskie fale kończą swój byt na piaszczystym brzegu.
Po buzi muska ciepła mgiełka którą wiatr po tafli wody przemieszcza.
Patrzę w górę. Nade mną korona drzewa. Jej pień przypomina stary dąb. Listków setki. Świecą. Są dla gwiazd konkurencją. Wzroku nie odrywam.
I choć wiem że w listkach ukryte są ledy a drzewo jest sztuczne, nie przeszkadza mi to. Dla mnie jest w nim magia choć niektórzy stwierdzą pewnie że kicz.

Każdy z nas widzi co chce zobaczyć.

Na moją głowę pokapuje chłodny deszcz. Zimnym kroplą udaje się przemknąć pomiędzy gałązkami. Deszcz sprawia że wszystko w ogrodzie się błyszczy. Rośliny i postacie w stroju Adama, odbijają się w mokrej podłodze. Nikt nikogo się nie wstydzi. Nie jest to raj, ale niewiele brakuje.
Trudno było wyjść, więc powtórzyłam wszystko razy trzy. W pamięci pozostanie.

A teraz szybciutko wracamy, żeby nie zabierać Waszego cennego czasu. Potrzebujecie go aby poszukać takiego miejsca dla Siebie. Kto wie. Może kryje się tuż za rogiem ? Powodzenia w poszukiwaniach Moi Drodzy.

PO DRUGIEJ STRONIE GLOBU – PERU 15

Powrót

Wszystko spakowane.
Ostatni posiłek przy jednej ze spokojniejszych uliczek Iquitos. Śniadanie zaczynam od soku. Czuję w nim posmaki banana, granata, truskawki, ananasa. Mniamusia. Sałatka owocowa. Jeszcze smaczniejsza. Zupa typu minestrone. Warzywka nie straciły naturalnego żywego koloru. Pływają w delikatnym rosołku. Pochłaniam.
Podchodzi mała dziewczynka. Ma niewiele ponad 6 lat. W rączce trzyma kilka bransoletek. Pyta bez słów. Jej oczka świecą. Jej mama próbuje coś sprzedać nieopodal. Obie są bardzo pogodne. Młodszy brat dziewczynki bawi się pod sąsiednim stolikiem. Mała zakłada mi tutejszą ozdobę na rękę. Delikatnie zawiązuje. Tak pomaga mamie zarabiać. Trudno się z taką handlować. Biorę na kolana. Sok jej posmakował.
Ta cała oprawa. To się pamięta. Bransoletka nabiera wielkiej wartości. Nie jest już jedną z wielu. Niesie za Sobą wspomnienia i dobre uczynki. Ja wiozę do domu wspaniałą pamiątkę. W sumie 5 pamiątek, bo na jednej się nie skończyło. Dziewczynka z rodziną będą miały za co zjeść niejeden obiad. Takie biznesy cieszą mnie najbardziej.
Dobrze jest tak zacząć dzień.

Bus wiezie nas na lotnisko.
Muzyka. Słyszę ją od kiedy wjechałam do Iquitos. Wpada w ucho. Salsa, Reagge, Merengue. Hiszpański i muzyka pasują do Siebie. Jest z nami Madzia. Kocha taniec. Wciąga ją. Mnie też wciąga. W końcu kocham zumbę. To moje rytmy.
Muzyka dobrze nastroi mnie na podróż.

Rozglądam się. Jest ranek. Zwykły dzień tygodnia. Z okna busa widzę znowu riksze. Ciekawi mnie dlaczego ich aż tyle. Zaglądam do środka tuk – tuka.
Dużo matek z malutkimi dziećmi. Jeszcze więcej dzieciaków z plecakami, które jadą do szkoły. Koledzy. Wygląda na to że do pracy jadą. To podstawowy środek transportu. Tańszy od samochodu. Dużo mniej pali. Lekki i łatwo go naprawić. Zwrotny i wszędzie wjedzie. Zajmuje mało miejsca. Wygodnie wsiada do niego 3 osoby plus kierowca. W tym klimacie sprawdza się idealnie. Pełny przewiew. Daszek chroni dobrze przed słońcem. Idealny pojazd dla rodziny. Idealny na zarobek, do wożenia turystów i lokalnych mieszkańców.
Między rikszami motory. Tu widać klasę średnią. Kobieta elegancko ubrana. Jedzie prawdopodobnie do pracy. Inna. Może na zakupy. Jakaś para i mężczyzna w koszuli. Motory są szybsze. Niektóre fragmentami mają ręcznie malowane wzory.

Robi się coraz spokojniej. Dojeżdżamy do lotniska.
Przede mną, odprawy, nadawanie i odbieranie bagażu, kontrole, przesiadki, oczekiwanie na następne loty. W sumie około 30 godzin pod i nad chmurami. Wracam. Przeżyłam następną przygodę. I cieszę się że mogłam się tym z Wami podzielić.

Życzę Wam wszystkim dużej ciekawości nowych miejsc i ludzi. Podróży dalekich i tych całkiem bliskich. Krótkich i nieco dłuższych. Bez strachu że coś może pójść nie tak. Bez obaw że za każdym rogiem czai się zło.
Życzę nowych znajomości i pięknych przyjaźni. Nieskończonej liczby pamiątek w postaci przepięknych wspomnień.